Najlepsze filmy niezależne na lato

12-08-20241 min czytania
Najlepsze filmy niezależne na lato
fot. kadr z filmu „Miasto Boga”
Wakacje i lato trwają w najlepsze, a do powrotu do rutyny i codziennych zobowiązań zostało jeszcze trochę czasu. Przedstawiamy wam kilka niezależnych propozycji filmowych, które świetnie sprawdzą się na pozostałe letnie wieczory i wolniejsze dni.
Od niezbyt popularnej roli Timothéego Chalameta w „Gorących letnich nocach” z początków jego kariery, przez „Fale” z Alexą Demi i Taylor Russell w rolach głównych, aż po pokręcone „Saltburn”, które jeszcze rok temu wywołało niemałą sensację. Klimat tych filmów zdecydowanie lepiej sprawdzi się na drugą połowę lata, która owiana jest myślami o jego końcu. Mimo tego, że produkcje nie są komercyjne, a o niektórych z nich wcale nie było za głośno, warto dać im szansę. Można się pozytywnie zaskoczyć.
tekst: Ania Rupacz
1/8
„Gorące letnie noce”
Rok 1991. Ostatnie lato przed studiami Daniel Middleton, w którego rolę wciela się Timothée Chalamet, spędza u swojej ciotki w Cape Cod. Pod wpływem nowego otoczenia staje się dilerem, zakochuje się w siostrze swojego znajomego i traci panowanie nad sytuacją. Warto zobaczyć chociażby z uwagi na rolę Chalameta z początków jego kariery.
„Babyteeth”
Chociaż akcja tego filmu nie jest stale osadzona w porze letniej, swoim klimatem produkcja świetnie sprawi, że spojrzymy na czekającą nas po zakończeniu lata rzeczywistość z innej perspektywy. Poważnie chora nastolatka zakochuje się w drobym handlarzu narkotyków Mojżeszu. Relacja z chłopakiem sprawia, że dziewczyna zaczyna przekraczać swoje granice i żyje tak, jakby nie miała nic do stracenia.
„Fale”
„Fale” to produkcja studia A24, zatem robiące wrażenie kadry gwarantowane. Film opowiada historię rodziny mieszkającej na przedmieściach Florydy, świetnie ukazując przy tym emocje, z którymi mierzą się jej członkowie. To także urzekająca opowieść o umiejętności współodczuwania i rozwoju nawet w najtrudniejszych momentach. W rolach głównych Taylor Russell, Alexa Demi i Lucas Hedges.
„Do ostatniej kości”
„Do ostatniej kości” to piękna i zarazem tragiczna historia relacji dwójki młodych ludzi odrzuconych przez społeczeństwo. Wspólnie wyruszają w podróż w celu odnalezienia matki głównej bohaterki. Podczas wyprawy między parą rodzi się uczucie. Bohaterowie grani przez Timothéego Chalameta i Taylor Russell stale muszą się jednak mierzyć z traumatyczną przeszłością i pokonywaniem swojej odmienności. Film zachwyca także niesamowitymi kadrami i soundtrackiem. Guadagnino jak zwykle nie zawiódł.
„Licorice pizza”
Ten film to kolejna genialna produkcja Paula Thomasa Andersona. Tym razem reżyser opowiada o dojrzewaniu w latach 70 i składa nostalgiczny hołd swoim młodzieńczym latom, w tym pierwszym zauroczeniom. W „Licorice pizza” występują wszystkie trzy siostry Haim, z Alaną na czele, dla których zresztą Anderson kręcił też teledyski. To prawdopodobnie najlżejsza pozycja w filmografii Andersona, zatem idealnie sprawdzi się na niezobowiązujący, letni wieczór.
„Saltburn”
Tego tytułu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ta specyficzna i mroczna opowieść o przywilejach i pożądaniu z pewnością nie trafi do każdego, jednak warto dać jej szansę. Barry Keoghan bezbłędnie wcielił się tu w rolę niepotrafiącego się odnaleźć studenta Uniwersystetu Oxfordzkiego, Jacob Elordi czarującego artystokraty, a Rosamund Pike jego matki. Niezrównoważone charaktery bohaterów podkreśla dodatkowo sceneria, czyli tytułowe Saltburn, gdzie wszyscy razem spędzają niezapomniane lato.
„American Honey”
Osiemnastolatka Star, za sprawą poznanego w supermarkecie Jake'a, dołącza do grupy równieśników podróżujących po Ameryce i porzuca swoje dotychczasowe życie w małym miasteczku. Wspólnie szukają celu swojego istnienia w świecie, który zachęca do konformizmu i odrzuca osoby z zewnątrz. Obok debitującej Sashy Lane na ekranie pojawia się Shia LaBeouf.
„Miasto Boga”
Oparta na faktach historia ze slumsów Rio de Janeiro, opowiadana przez dorastającego tam nastolatka, który interesuje się fotografią. Chłopak postanawia, że otaczającą go, okrutną rzeczywistość będzie obserwował przez sztukę. Co ciekawe, większość osób, która zagrała w filmie, nie posiadałą doświadczenia aktorskiego. Byli autentycznymi mieszkańcami Cidade de Deus, tytułowego „Miasta Boga”. Film to dowód na to, że bez znanych nazwisk także można stworzyć świetne i poruszające dzieło.
FacebookInstagramTikTokX