„Filmy Ti Westa mają w sobie tak rzadką w dzisiejszych czasach energię, napędzaną czystą, nierozcieńczoną miłością do kina”.
Film Ti Westa i druga część jego trylogii „X” podbijają właśnie serca miłośników grozy na całym świecie. Zarówno fani gatunku, jak i krytycy nie mogą przestać chwalić tego wyczekiwanego przez nas widowiska, a swoje trzy grosze dorzucił również legendarny filmowiec, Martin Scorsese. Swoją recenzję wysłał prosto do studia A24.
To wyjątkowo urocze, że reżyser tak mrocznych klasyków, jak „Taksówkarz”, „Chłopcy z ferajny” i „Irlandczyk” nie mógł spać z powodu „Pearl”. Prequel fantastycznego „X” brzmi jak połączenie „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, „Psychozy” i „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”.
Niezależnie od tego, czy będzie godny zdobycia Oscara, choć zapewne nie, drugi film trylogii z Mią Goth w artystyczno-pulpowy sposób chce ukazać złamanie „Amerykańskiego snu” i niebezpieczeństwo płynące zarówno z izolacji, jak i seksualnej represji. To zdecydowanie przeżycie warte doświadczenia kinowego!
Podczas gdy wspomniane „X” było listem miłosnym do horrorów grindhouse lat 70. i 80., „Pearl”idzie w przeciwnym kierunku, świętując erę technikoloru, która skutkowała wieloma klasykami lat 50., takie jak „Deszczowa piosenka”.
Póki co nie wiemy, kiedy „Pearl” trafi do polskich kin, ale trzymamy kciuki, że niezawodne M2 (dystrybutor „X”) da nam możliwość jej obejrzenia.
tekst: Oskar Dziki /Wild Weekly/
