Kwestia zaostrzenia przepisów dotyczących legalnej aborcji, które w Polsce są jednymi z najbardziej rygorystycznych w Europie, powraca w naszym kraju jak bumerang. Władze państwa, a w szczególności środowiska skrajnie konserwatywne, konsekwentnie starają się narzucić retorykę katolicką ogółowi społeczeństwa – zarówno w kwestii aborcji, jak i edukacji seksualnej. Dzieje się tak pomimo masowych protestów liczonych w setkach tysięcy osób na ulicach, wiadomości do posłanek i posłów wysyłanych z domów ze względu na kwarantannę (których ilość w zaledwie jeden dzień sięgnęła wczoraj półtora miliona), czy międzynarodowej krytyki ze strony organizacji walczących o prawa człowieka oraz mediów. Co więcej, prezydent po raz pierwszy oficjalnie zapowiedział, że jeśli ustawa zakazująca aborcji trafi na jego biurko, zostanie przez niego podpisana. Zapytaliśmy 6 osób, co oznaczałoby przyjęcie projektu ustawy antyaborcyjnej autorstwa Kai Godek oraz ustawy zakazującej edukacji seksualnej i dlaczego to dotyczy nas wszystkich.
Zero wyboru, w żadnej kwestii
Projekt Kai Godek zakłada wykreślenie z przepisów o legalnej aborcji zapisu o możliwości usunięcia ciąży, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. W rzeczywistości oznaczałoby to właściwie zupełny zakaz aborcji. Dane z 2018 roku pokazują, że w Polsce wykonano w sumie 1076 zabiegów usunięcia ciąży, z czego 1050 dotyczyło właśnie ciężkiego stanu płodu – to aż 97% wszystkich operacji.
Kolejnym ogniwem zapalnym jest powracająca kwestia zakazania edukacji seksualnej pod groźbą ograniczenia wolności do 3 lat. Dla młodzieży taki zakaz oznacza brak fundamentalnej wiedzy na temat swoich ciał, uczuć, emocji, seksu, co w praktyce może prowadzić do wielu tragedii i nadużywania władzy wobec małoletnich. W dodatku zakaz ma obowiązywać osoby, które nie ukończyły osiemnastu lat, choć zgodnie z kodeksem karnym współżycie seksualne w naszym kraju jest dozwolone od piętnastego roku życia.
Sprawdźcie, co mają do powiedzenia na temat omawianych dzisiaj w Sejmie projektów nasi rozmówcy:

Co dla kobiet oznacza podpisanie ustawy antyaborcyjnej?
Temat został jednak przemielony na wszystkie możliwe sposoby. Wszystkie argumenty padły. Historie zostały opowiedziane. Powtarzać bym się nie chciała. Nie wniosę tym nic nowego. Jedno jest pewne: jeśli rozmijamy się na samym wstępie w podstawowej kwestii, jaką jest wolność człowieka, to żaden inny argument nie jest w stanie tego zmienić. Wolność człowieka, która kończy się na tym człowieku, nie wchodzi drugiemu w życie, w drogę, a przede wszystkim, kiedy dotyczy spraw intymnych.
Proszę sobie jednak wyobrazić sytuację odwrotną. Zamknijmy oczy i teoretyzujmy. Rozważana jest ustawa zakazująca rodzenia dzieci, a nawet idźmy dalej – przymusowe aborcje. Dla wszystkich, w każdej sytuacji, niezależnie od sytuacji. Tak należy, ktoś uznał to za dobre, słuszne i moralne. Nieważne, czy kobieta jest zdolna do rodzenia zdrowych dzieci, o czym marzy i jaki ma plan na życie. Padają pytania „Jak można zmuszać do aborcji?”, „Dlaczego ktoś mi nakazuje dokonywać aborcji skoro właśnie chcę tego dziecka?”, „To powinna być indywidualna i prywatna sprawa”, „Jak i dlaczego ktoś ma decydować o tym, czy będę miała dziecko?”.
Nie można decydować o sobie, takie jest prawo. Ktoś zdecydował za ciebie. Ty jednak bardzo chcesz, a jak się zdecydujesz, będziesz rodzić po piwnicach, w nielegalny sposób, bez pomocy medycznej, wsparcia, dodatkowo zostaniesz ty i twoje dziecko poddana ostracyzmowi, wykluczeniu, będziesz żyła w poczuciu winy, część z was być może umrze w tych barbarzyńskich męczarniach w warunkach narażających życie i zdrowie. Twoim dzieckiem się nikt nie zajmie. Nikt ci nie pomoże… I tak przeżyjesz swoje życie, walcząc o resztki godności, o ile przeżyjesz.
Abstrakcja?


