Wielbiciele kotów mają ostatnio o co walczyć. Pod koniec czerwca Instytut Ochrony Przyrody PAN wpisał kota do bazy gatunków obcych, dodatkowo nadając mu miano inwazyjnego. Sprawa wywołała burzę wśród kociarzy, którzy domagają się zadośćuczynienia dla swoich małych przyjaciół.
Kot domowy trafił na listę inwazyjnych gatunków obcych, prowadzoną przez Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk. Brzmi to bardzo poważnie i niezbyt przychylnie. Po wygłoszonym stanowisku w internecie zawrzało. Informacja ugodziła właścicieli czworonogów oraz weterynarzy do tego stopnia, że zaczęto martwić się o los kotów w Polsce. Na szczęście milusińscy mają liczną grupę zwolenników gotowych, by zawalczyć o ich prawa i dopilnować ich bezpieczeństwa.
Inwazja obcych
Termin „obcy” oznacza tutaj nienaturalnie występujący na danym obszarze. Największy problem pojawia się jednak przy haśle „inwazyjny”. Badacze przypisali go kotom ze względu na fakt, że zabiją one do kilkuset tysięcy kręgowców rocznie, negatywnie wpływając na bioróżnorodność. Z tego powodu, uważane są za jedne z największych zagrożeń naturalnej ochrony przyrody.
Murem za kotami
Przestraszeni kociarze skrytykowali mocne słowa badaczy. Dorota Sumińska, lekarka weterynarii, stanęła w obronie kotów i w odwecie odpowiedziała na przedstawione im zarzuty:
Przy okazji dodała, że takie decyzje to tylko przykrywka dla przeciwników kotów, pozornie martwiących się o ekologię. Zauważyła, że liczba tłamszonych zwierząt może przez to wzrosnąć. Na atak kobiety odpowiedział Wojciech Solarz, profesor Instytutu Ochrony Przyrody PAN, tłumacząc się, że wpisanie gatunku do bazy nie ma konsekwencji prawnych i ma jedynie za zadanie zwrócić uwagę właścicieli na rzetelniejszą opiekę nad pupilem.
Decyzji Instytutu nie da się niestety przeskoczyć, ale kociarze – głowa do góry, bo włos im z ciałka na pewno nie spadnie!
tekst: Alicja Utrata


