Przedmioty codziennego użytku, które lata świetlności mają już raczej za sobą są dla niej inspiracją do tworzenia indywidualnej formy sztuki.
Ser Serpas, dwudziestosiedmioletnia artystka i poetka, już 25 stycznia ruszy ze swoją wystawą w Swiss Institute na Manhattanie. Będzie to dla niej dotychczasowo największe, samodzielne przedsięwzięcie. Czy zainteresowanie jej twórczością to przejaw świadomości ekologicznej, a może ciekawość ekspresji artystki?
Współcześni nomadzi
W europejskich i amerykańskich kręgach artystycznych podziwiana jest za ryzykowne konstrukcje z miejskich odpadów. Śmieci, które są składowymi jej instalacji są dobierane tak, aby oddawały charakter miast, w których aktualnie odbywa się wystawa. W końcu każde miasto to indywidualny charakter, co niewątpliwe przekłada się na produkowane w jego przestrzeni odpady.
Serpas należy do luźnego grona artystów i poetów z pokolenia milenialsów, które tworzą także Hannah Black, Precious Okoyomon oraz Rindon Johnson. Ta grupa „współczesnych nomadów” w swoich pracach stawia na przedmioty, za którymi kryje się jakaś historia. Naznaczona czasem i doświadczeniem.
Ukryty w mieście krzyk
Niczym Pezet, w „Muzyce Klasycznej”, artystka reinterpretuje miasta poprzez hodowane w nim odpady. Jak oceniła Ser Serpas, w porównaniu ze śmieciami, które napotykała w innych miastach – „śmieci paryskie są bardziej solidne”. Artystka, wie, co mówi, bo to właśnie w 19.dzielnicy Paryża szukała inspiracji do nadchodzącej wystawy.
To również w Paryżu aktualnie przebywa i tworzy. Kod kulturowy to ogólnie kwestia bardzo uniwersalna, w końcu odpady danej kultury wiele o niej mówią. Szwajcaria słynie z porządku i dobrze zorganizowanego systemu zarządzania odpadami, zaś Nowy Jork na śmieciach wręcz stoi, są nieodłącznym elementem miasta.
Sztuka tworzona z odpadów
Porzucony na śmietniku materac, zalany winem laptop czy zepsuty wentylator to tylko niektóre z użytych przez artystkę produktów. Na wystawie dzięki notesom z czasów studiów artystki nie zabraknie też odniesień do lat spędzonych w Nowym Jorku. Przepełnione nieokiełznaną poezją czy niewinnymi szkicami zeszyty, dopełnione zostaną obrazami, które również wchodzą w skład wystawy. Najnowszy cykl ilustruje pozbawione twarzy torsy, wśród których możemy dostrzec kochanków. Inne zaś zainspirowane zostały fotografiami w stylu tych „przed i po” zabiegach chirurgii plastycznej.
Samo miejsce wystawy, też nie jest przypadkowe. Zdaniem Serpas tak wiele mówiąca o niej wystawa nie mogłaby mieć miejsca nigdzie indziej, jak w Swiss Institute, pod opieką kuratora Daniela Merritta, z którym zna się od czasów studiów na Uniwersytecie Kolumbii.
tekst: Maciej Dyrda
