Broń obosieczna. Niełatwa w użyciu, choć wciąż pożądana. Potrafi wynieść ponad poziomy, ale też zniszczyć. Sięgają po nią artyści – malarze, aktorzy, performerzy, literaci – by oswoić świat, wykpić wady i zalety współczesności, zwrócić uwagę odbiorców. Czym jest ironia w sztuce i popkulturze?
„Jestem jak ta żaba właśnie”, mówi Romeo Sozzi, jeden z najbardziej uznanych włoskich projektantów mebli. Mistrz autoironii, elegancki starszy pan ubrany zwykle w idealnie skrojoną granatową marynarkę i amarantowe spodnie. Jego projekt krzesła Bilou Bilou, które w swoich domach mają gwiazdy takie jak Madonna, George Clooney czy Tina Turner, „mruga okiem” do odbiorcy. Mebel jest autorską interpretacją kawiarnianego siedziska. Symbolem swojej marki Promemoria Włoch uczynił żabę, która w zestawieniu z luksusowymi, prostymi projektami staje się przewrotnym symbolem: „Żaba przypomina mnie – wiecznie w ruchu, nigdy nie odwraca się za siebie. To moje ulubione zwierzę domowe”, wyjaśnia projektant z uśmiechem. Dlatego do oferty swojej marki wprowadził między innymi gustowne świece w kształcie żaby.
Przykładów na obecność ironii w sztuce użytkowej i wyższej, a także w wypowiedziach i wizerunkach osób znanych i cenionych jest bez liku. Ale czy faktycznie jest to potrzebny, ważny i pożądany związek? Jak ironia i sztuka kooperują ze sobą?
Tylko pozwólcie mu mówić
Michał Borowik, jeden z najmłodszych i najbardziej uznanych kolekcjonerów sztuki współczesnej, powołuje się na amerykańskiego filozofa, Richarda Rorty’ego: „Nieustannie podważał jeden stały opis świata oraz samą możliwość jego istnienia. Czy ktoś tego pragnie, czy nie, akceptuje lub odrzuca, ironia, bunt i kontestacja stale towarzyszą życiu społecznemu, a tym samym sztuce. Są jego niezbywalnym elementem. Od zawsze istniały tendencje anarchistyczne, ruchy odśrodkowe kwestionujące lub negujące zastany świat. Naszą istotną cechą jest dążenie do zmiany, postępu, a największym wyzwaniem okazuje się pogodzenie tych zmian z ładem. Poprzez ironię artyści angażują się w sprawy społeczne i polityczne, jednocześnie nie wyrażając swoich poglądów w radykalny sposób”.
Michał uważa, że ironia stała się nową formą artystycznej wypowiedzi, rodzajem komentarza, niekończącym się procesem poszukiwania drogi ucieczki od zewnętrznych i wewnętrznych uzależnień, od ograniczeń duchowych, fizycznych i społecznych, a ponadto jest próbą przezwyciężenia ułomności biologicznych.
Z kolei doktor Anna Malitowska, filozofka i etyczka, przypomina, że ironia najpierw zrobiła „karierę” w filozofii dzięki Sokratesowi, który uczynił ją elementem swojej metody dydaktycznej.

Krzesła Bilou Bilou
Patrzcie go
Kiedy w 1996 roku poetka Wisława Szymborska otrzymała Nagrodę Nobla, Komitet Noblowski w uzasadnieniu napisał, że nagroda należy jej się „za poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”. Krytycy od lat powtarzają, że ironia jest znakiem rozpoznawczym twórczości Szymborskiej, ponieważ autorka oceniała kondycję człowieka i otaczający go świat z dużym dystansem i sarkazmem. Wystarczy zacytować fragment wiersza „Sto pociech”: „Zachciało mu się szczęścia,/ zachciało mu się prawdy,/ zachciało mu się wieczności,/ patrzcie go”. Kultowymi polskimi „ironistami” stali się również pisarz Witold Gombrowicz oraz reżyser Marek Koterski. Ironicznym podejściem zawojowali świat twórcy tacy jak Andy Warhol czy Woody Allen (zresztą ulubieniec Szymborskiej, która marzyła o poznaniu filmowca). Doktor Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, ostrzega:
Dzień świra
Doktor Sobierajski wraca do filmów Woody’ego Allena, w których często występują postaci kobiet o dramatycznych losach – choćby kreowana przez genialną Cate Blanchett bohaterka „Blue Jasmine” zmaga się z postępującą chorobą psychiczną. „A jednak są widzowie, którzy obśmiewają jej słowa i działania, nie rozumiejąc lub nie dostrzegając tragedii ukrytej w ironii”, podkreśla socjolog. Podobnie jest z filmami Marka Koterskiego, między innymi kultowym „Dniem świra”. Niektórzy śmieją się na dźwięk przekleństw wypowiadanych przez Marka Kondrata wcielającego się w postać sfrustrowanego nauczyciela, Adasia Miauczyńskiego. Tymczasem bohater przeżywa ciąg wewnętrznych dramatów, co powinno raczej wzbudzać współczucie.

fot. Jonathan May
Kolekcjoner Michał Borowik zna wielu artystów wykorzystujących w swoich dziełach ironię.
Fałszywa olimpijka
Interesującym multimedialnym projektem w kontekście ironii jest „Olympic Charmer” malarki, fotografki i performerki Doroty Kozieradzkiej, prezentowany na wystawie „Force Field” na weneckiej wyspie Giudecca, pod patronatem Fundacji Rodziny Staraków.
Artystka z jednej strony podchodzi ironicznie do mistyfikacji i łyżwiarskich (często zmyślonych) sukcesów, a z drugiej traktuje je wyjątkowo serio:
Co ciekawe, za sprawą rozpowszechnienia wizerunku gwiazda stworzona na potrzeby projektu „Olympic Charmer” zaczyna istnieć w umysłach odbiorców jako realna postać.

„Olympic Charmer”, Dorota Kozieradzka, 2018/2019
Malitowska przyznaje, że żyjemy wśród nieustających zmian i w błyskawicznym tempie, więc ironia jako gotowość do śmiałych eksperymentów, szukania nowych słów i metafor do opisu oraz zrozumienia rzeczywistości jest rozsądnym podejściem.
Zabawni gangsterzy
Obserwacje Agaty Mayer, fotografki, dziennikarki i kuratorki mieszkającej w Sztokholmie, odpowiedzialnej między innymi za kampanię marki Oscar Jacobson, są nieco inne:
Fotografka uwielbia za to „ironię humanistyczną”, która uwypukla problemy społeczne, etniczne, dotyka zagrożeń tożsamości narodowej. Szczególnie ceni prace fotografów starszego pokolenia, takich jak Tadeusz Rolke czy Chris Niedenthal. „W lekki, ironiczny sposób obrazowali zmiany społeczne, na przykład ewolucję pojęcia luksusu i sukcesu. W ich pracach drugi plan staje się pierwszym, bardzo dobrze widzimy kontrasty, wielowymiarowo prowadzoną narrację”, opowiada Mayer, która ceni również prace Jonathana Maya z Sydney.

fot. Jonathan May
Papierek w muzeum
Ważna jest też kwestia rozumienia ironii przez odbiorców. „To dlatego, że ironia może niektórych urażać, obrażać, irytować – tłumaczy socjolog. – Choć z punktu widzenia artysty każda reakcja jest dobra. Myślę, że najtrudniej jest wtedy, gdy wpleciona w dzieło ironia zostaje odebrana zbyt serio (o czym wiem ze spotkań z różnymi twórcami). Lubię powtarzać taką dewizę: »Chwila nieuwagi i znowu sukces!«”. Chodzi o sytuacje, które obserwujemy w postaci memów czy filmików na YouTubie, kiedy ktoś nieopatrznie upuścił w galerii sztuki papierek, a ludzie odbierają to jako wielkie dzieło. Oto ironia losu! Te wszystkie historie w stylu przypadkowej plamy na obrazie, wokół której odbiorcy budują odrębną historię, bywają zabawne. Idealnie byłoby, gdyby istniał odpowiedni przepływ i zrozumienie pomiędzy twórcą a odbiorcą. Szczególnie w przypadku ironii.
/materiał pochodzi z numeru K MAG 98 IRONIC ISSUE 2019, tekst: Magdalena Kuszewska/


