Autorką pięknego, symbolicznego gestu jest 45-letnia Erin Parisi. Przed końcem ubiegłego roku wspięła się ona na Masyw Vinsona, który jest najwyższym punktem Antarktydy (4892 m n.p.m.). Na szczycie, wyciągnęła flagę społeczności trans (Erin identyfikuje się właśnie jako osoba trans) i pomachała nią w hołdzie, jak sama to opisuje, „niezłomnej społeczności osób trans, która przygarnęła mnie, gdy sama nie miałam nadziei. Osoby trans pokazały mi, że lepiej być widocznym i wolnym, niż żyć na narzuconym przez samą siebie wygnaniu, i że piętno znika, gdy w widoczny sposób akceptujemy naszą prawdę”.
Erin Parisi mieszka w Denver i choć wspinaczką zajmuje się już około 25 lat, to tranzycja zmieniła zupełnie jej podejście do tej pasji. Wspinanie stało się dla niej przestrzenią medytacji i refleksji, potrzebowała też fizycznego ujścia dla wewnętrznych przeżyć.
Przed coming outem jako transpłciowa kobieta w 2016 roku Erin nie planowała zdobywać najwyższych szczytów świata. Ale z nową siłą i dzięki wsparciu i akceptacji jej społeczności postanowiła zostać pierwszą jawnie transpłciową kobietą, która zdobędzie Koronę Ziemi, czyli najwyższe szczyty wszystkich kontynentów. Antarktyda to już jej piąty z siedmiu kontynentów do zdobycia. Przed Erin jeszcze tylko Mount Denali na Alasce i Mount Everest, najwyższy szczyt na świecie. Aktywistka zdobyła Kilimandżaro nawet dwukrotnie – ponieważ pierwszy raz odbył się jeszcze przed tranzycją w 2011 roku, po 7 latach, w Dzień Kobiet, zrobiła to ponownie. Erin zawsze stara się pokazać flagę osób transpłciowych na szczycie, by symbolicznie umieścić ich na szczycie Ziemi, ponad wszystkimi cieniami i trudnościami. Powstrzymała się od tego jedynie w Rosji na szczycie Elbrus, ponieważ za tęczowe flagi grozi tam więzienie. Zamiast tego rozłożyła ona ręce na kształt litery „T” na samym szczycie.
/tekst: Anna Hynowska/
