Fisz: „Nie da się stać między dobrem a złem” [WYWIAD]

07-12-20237 min czytania
Fisz: „Nie da się stać między dobrem a złem” [WYWIAD]
fot. Bart Pogoda
Po 11 latach nieobecności powraca zespół Kim Nowak. Fisz, Emade, Michał Sobolewski i Staszek Wróbel znają się od lat, a ich muzyczna współpraca koncentruje się na zespole Fisz Emade Tworzywo (w jego składzie, poza wymienionymi, jest również Mariusz Obijalski). Kim Nowak to energia, która od zawsze w nich drzemie i musiała się wyzwolić.
Maciej Jankowski spotkał się z Fiszem, aby porozmawiać o trzeciej płycie zespołu i kulisach jej powstawania, o tekstach, koncertach oraz o otaczającej nas rzeczywistości, która od zawsze znajduje swoje odbicie w muzyce.
Po raz pierwszy spotkaliśmy się po premierze singla „My” będącego świadectwem powrotu zespołu Kim Nowak. Niewiele ponad miesiąc temu ukazała się płyta o tym samym tytule. Zauważyłem, że artyści na różne sposoby przeżywają swoje premiery – dla jednych to ulga, bo uwalniają się od materiału, który mieli na tapecie od dłuższego czasu, inni się stresują… Jak to wygląda u Ciebie?
Premierę płyty Kim Nowak przeżywam zupełnie inaczej niż w przypadku Tworzywa. Jestem bardzo szczęśliwy, że tym albumem uchwyciliśmy to, co działo się na próbach. Nawet sam proces twórczy był zupełnie inny. „Ballady i protesty” nagraliśmy w dużej mierze na odległość w trakcie pandemii. Cieszę się na płycie „My” udało się zarejestrować naszą wspólną energię. W zespole Kim Nowak nikt nie ma wielkich oczekiwań. To, o czym teraz myślimy, to przede wszystkim koncerty, a nowe wydawnictwo jest w pewnym sensie ich próbką, zwłaszcza, że zostało nagrane na tak zwaną „setkę”. Dla mnie w takiej muzyce – rockowej, garażowej zawsze bardzo ważne było to, jak wypada na żywo.
Taki materiał chyba najlepiej nagrywa się właśnie „na setkę”, prawda?
Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie inaczej. Cały trzon nagraliśmy razem, później jedynie dodawaliśmy pojedyncze gitary. Płytę „Wilk” za to zarejestrowaliśmy na poszczególnych ścieżkach i chyba dlatego teraz mamy do niej trochę dystans. Zdecydowanie zatęskniliśmy za tym, co działo się przy debiucie. Za spontanicznością i prostotą, która wynika z tego, że razem jesteśmy swego rodzaju mechanizmem – każda z jego części (Staszek, Michał, Emade, Fisz) dała z siebie wszystko na próbach, zatem najlepszą drogą do uchwycenia tego, jest nagranie „na setkę”.
ZESPÓŁ: KIM NOWAK /TYTUŁ PŁYTY: "MY"
GRAND IPERIAL / DWA OGNIE / MYSTIC PRODUCTION
Obecnie jest taki trend, funkcjonujący zwłaszcza w muzyce metalowej, polegający na czyszczeniu i wyrównywaniu wszystkich partii pod linijkę.
Oj tak, to prawda. Metal rzeczywiście jest inaczej nagrywany. Sam ostatnio byłem świadkiem takiej sesji u mojego znajomego Jacka Trzeszczyńskiego (W Dobrym Tonie Studio). Nigdy nie widziałem tylu śladów otwartych dla samej perkusji. Precyzja metalowa i to podejście studyjne, jest tak różne od naszego, że aż intrygujące.
W muzyce takiej jak Wasza, garażowej, która kojarzyć się może z Pixies czy Sonic Youth, chyba musi być zawarta ta surowość i szczypta chaosu.
Taki rodzaj muzyki rock n’rollowej od początku do mnie przemawiał. Wszystko jedno, o jakim okresie mówimy. Mogą być lata 50. i Bo Didley, który po latach wciąż brzmi wyśmienicie, wszystko nagrywał „na setkę”, a jego styl był, można powiedzieć, kwintesencją połączenia bluesa z rock n’ rollem. W tej muzyce nie da się już wiele wymyślić i wchodząc do studia z Kim Nowak, nie mieliśmy tego na celu. To, co mnie intryguje w takim graniu, to prosta energia. Żaden inny gatunek nie dawał mi nigdy tyle satysfakcji w zabawie z dynamiką, co post-punk czy garage rock. To jest tak odmienne od tego, co robimy na co dzień, że traktujemy to jako doświadczenie bardzo istotne. Co prawda Tworzywo jest zespołem eklektycznym i mamy nawet utwór „Mój kraj znika”, który spokojnie możemy grać z Kim Nowak.
Wyprzedziłeś mnie, bo właśnie o tym kawałku chciałem później powiedzieć. Kiedy wróciłem do niego teraz, w świetle premiery płyty „My”, pomyślałem, że to trochę Kim Nowak w skórze Tworzywa.
A widzisz! To cały czas w nas siedzi i rzeczywiście po tych dwunastu latach poczuliśmy potrzebę powrotu. Można powiedzieć, że powstaliśmy z grobu. Ten zespół nie był zawieszony, tylko się rozpadł po płycie „Wilk”. Powiedziałem wtedy, że już nie widzę sensu w takim graniu. Na pewno znaczenie miało tu też dołączenie Staszka Wróbla.
No właśnie, powrót do Waszej muzycznej rodziny.
To prawda. Staszek grał z nami na początku w Tworzywie, później przechodził przez przeróżne składy, od zespołu Kasi Nosowskiej po garażowe warszawskie ekipy. Jest mocno zakorzeniony w takim graniu i to nas pchnęło, żeby sobie na próbach, bez większych planów, po prostu pograć.
I trochę się tej energii nazbierało przez lata prawda? Zwłaszcza, że dorastaliście w takich muzycznych klimatach. Trudno jest w tej sytuacji sprawić, żeby nie powróciła.
Tak, zdecydowanie. To jest najprostsza, atawistyczna energia… Nie znam innej muzyki niż rock n’ roll, która stanowi tak niesamowity ładunek energetyczny, mając w sobie przy tym siłę protestu i poczucie humoru. To jest muzyka środowiskowa. Zawsze taką była. Być może dlatego słychać tak wiele głosów nawiązujących do lat 90. - wspominałeś Pixies i Sonic Youth.
W nas to po prostu siedzi. Wtedy zdecydowaliśmy, że przerywam studia plastyczne, Piotrek (Emade) gra na bębnach, podglądając Piotra „Stopę” Żyżelewicza, który do swojej tragicznej śmierci grał w Voo Voo, ale wywodził się z zespołów typu: Siekiera, Armia, Moskwa. Piotrek zawsze podziwiał, jak Stopa gra szybkie tempa, stąd też na płycie „My” są takie utwory, jak „Ludzie w biegu” czy „Dzikie gęsi”, które wyszły właśnie od niego. Bez wątpienia nawiązują do czasów, kiedy ćwiczył punkowe zagrywki, waląc w domu w poduchy.
Ty za to jesteś bardzo charakterystycznym wokalistą i tekściarzem, masz na koncie trochę protest songów, choćby wspomniany wcześniej utwór „Mój kraj znika”. Na płycie „My” ostatecznie też się ich kilka znalazło.
Tak, niestety cały czas żyjemy w czasach… niestety ciekawych. Jest utwór „Apetyt”, który z jednej strony niesie nadzieję, bo mówimy o apetycie na życie, ale też o tym, co dzieje się wokół. O tym, że wciąż są ludzie, którzy uważają, że wojna jest po prostu elementem polityki, nawet w XXI wieku. Te historie lubią się powtarzać, a człowiek wciąż jest bliski tych atawizmów, które, wydawać by się mogło, odeszły w niepamięć. Trudno o tym nie mówić, kiedy idziesz na próbę, a wcześniej czytasz te wszystkie wiadomości. Nigdy jednak nie chcę, żeby to było nachalne, zawsze staram się to ubierać w formę piosenki. Na przykład „Praświat” opowiada o tym, że ktoś przestawia i pije moją kawę w domu, co jest metaforycznym ujęciem tego, co się u nas dzieje i działo.
W nowym materiale Kim Nowak padają też takie słowa, które, obawiam się, są często traktowane jako oczywiste, przez co zapominamy, co tak naprawdę znaczą i jak są ważne. Na przykład: „nie da się stać między dobrem a złem” (utwór „Wiatr ze wschodu”).
To prawda. Pamiętam, że tworząc płytę „Drony” Tworzywa poświęciłem dużo tekstu rewolucji internetowej. Wydawało mi się, że język, który już wtedy się tam kreował, ma ogromny w pływ na nasze postrzeganie rzeczywistości i dość agresywne wojny plemienne. Minęło wiele lat i okazuje się, że jest jeszcze gorzej, a ja wszędzie czuję ten wschodni wiatr. To się potwierdza w wielu statystykach, badaniach, książkach i celnych opiniach. Rosja niestety wprowadza chaos informacyjny, który obserwowaliśmy w czasie pandemii, w sferze teorii spiskowych, czy w okolicach wyborów, kiedy się nasila. W dobie tego chaosu, otępienia i wciskania nam bredni warto jest przypominać o kwestiach, wydawać by się mogło, banalnych i prostych. Ale właśnie te proste rzeczy mają moc, dlatego napisałem, że nie warto stać między dobrem a złem.
I „piękno ma wielką siłę”.
Zdecydowanie, wierzę w to. Inaczej bym się chyba załamał i być może nie powoływał na świat trójki dzieci. Taka wiara mnie interesuje. Wiara w piękno i dobro, które ciągle w nas jest.
Wywiad z Fiszem ukazała się pierwotnie 8 listopada w wersji audio na antenie Radia Nowy Świat. Można jej wysłuchać w podcastach na stroniehttps://nowyswiat.online. Rozmawiał Maciej Jankowski.
fot. Bart Pogoda
FacebookInstagramTikTokX