Wczoraj w Turynie odbył się finał 66. Konkursu Piosenki Eurowizji. Reprezentant Polski, Krystian Ochman, zajął 12. miejsce, a zwyciężył zespół Kalush Orchestra. Największe emocje wzbudziła jednak decyzja ukraińskiego jury, które przyznało Polsce okrągłe 0 punktów.
Od początku trwania wojny w Ukrainie Polska przyjęła 3,4 mln uchodźców (dane z dnia 16 maja). Nasz kraj wspiera Ukrainę na różne sposoby. Jak wynika z analizy niemieckiego Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii, Polska zajmuje drugie miejsce wśród krajów Zachodu pod względem pomocy udzielanej Ukrainie. Jeśli chodzi o pomoc w odniesieniu do wielkości gospodarki, to Polska znalazła się tuż za Estonią oraz Litwą. Czy to oznacza, że ukraińskie jury powinno było przyznać 12 punktów Krystianowi Ochmanowi podczas sobotniego finału Eurowizji? No właśnie niekoniecznie.
Pomagamy, ale...
Ukraiński zespół Kalush Orchestra zajął czwarte miejsce w głosowaniu jury. Zadecydowało jednak głosowanie widzów, dzięki którym którym formacja wspięła się na sam szczyt i tym samym zwyciężyła. Zarówno polskie jury, jak i polscy widzowie przyznali reprezentantom Ukrainy maksymalną liczbę 12 punktów.
A jak głosowała Ukraina? Choć widzowie dali nam 12 punktów, nie otrzymaliśmy żadnych punktów od jury. Nie spodobało się to wielu internautom, według których Ukraina winna odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc. Sęk w tym, że Eurowizja to konkurs muzyczny, a jury oceniało występ polskiego kandydata. Być może po prostu nie spodobała im się piosenka zaprezentowana przez polskiego reprezentanta. Druga rzecz jest taka, że jeśli pomagamy, oczekując czegoś w zamian, to nie ma to nic wspólnego z altruizmem.
„Odpłacają się za naszą pomoc, można się szybko przekonać jacy z nich przyjaciele, żerują na naszej serdeczności, a zarazem naiwności", „Trudno oczekiwać wdzięczności od niewdzięczników", „Ładnie się nam odpłacili ale to było wiadome jak zwykle", „No to mamy za pomaganie fałszywy naród", „Nasz kraj dal Ukrainie 12 punktów my od nich 0 to jak dostać plaskacza", „Pokazali wdzięczność za pomoc..." – to tylko niektóre z komentarzy w sieci.
Czas na wyjaśnienia
Do sytuacji odniósł się m.in, ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczycia:
Głos zabrał również ukraiński minister kultury i polityki informacyjnej Ołeksandr Tkaczenko:
Największym echem odbiła się wypowiedź wokalistki Irina Fedyszyn, która udostepniła w internecie zdjęcie swojej karty do głosowania. Fedyszyn przyznała, że była w szoku, gdy zobaczyła, ile punktów ukraińskie jury przyznało Polsce. „Bo mimo tego, że Eurowizja to wciąż apolityczny konkurs, to trudno to pominąć, gdy wasz kraj jest w stanie wojny, a największą pomocną dłonią jest Polska. Kiedy zobaczyłam takie efekty – dla mnie też to był szok” – oceniła.
Fedyszyn broniła się twierdząc, że przyznała Polsce 10 punktów. Jak jednak zwrócili uwagę komentatorzy, członkowie jury nie przyznają uczestnikom punktów, lecz wskazują, na jakiej pozycji powinien znaleźć się na dany kraj. Z tego wynika więc, że Fedyszyn umieściła Polskę na 10 miejscu w rakingu. Co ciekawe, Fedyszyn opublikowała zdjęcie karty do głosowania, w związku z czym grozi jej teraz kara grzywny.
Wyjaśnienia Fedyszyn nie zrobiły wrażenia na komentujących. Wkrótce artystka ponownie zabrała głos. W wywiadzie dla ukraińskiej telewizji informacyjnej 5 TV obarczyła winą komitet organizacyjny Eurowizji, który jej zdaniem powinien uprzedzić jury, że ich głosy mogą wywołać skandal polityczny. Według Fedyszyn 0 punktów dla Polski to zwykła pomyłka.
Na tym jednak nie poprzestała. W kolejnym wpisie na Instagramie Fedyszyn zwróciła uwagę, że Polska otrzymała łącznie tylko 46 punktów:
A co na to wszystko przewodniczący ukraińskiego jury?


