Na internetowej stronie hiszpańskiego domu mody pojawiła się limitowana kolekcja stu par butów, będących zniszczonymi chińskimi trampkami, prawdopodobnie niezdatnymi nawet do użytkowania. Cena za najdroższą parę “Full Destroyed Sneakers”wynosi ponad 8 tysięcy złotych.
Obecnie na stronie internetowej Balenciagi zamówić można preorder poszarpanych butów “Paris Sneaker”, sprawiających wrażenie, jak gdyby miały się zaraz rozpaść. Oczywiście spotkało się to z wieloma głosami protestu, dotyczącymi między innymi kwestii ekologii, wyśmiewania przez hiszpańską markę swoich klientów czy też po prostu złego stanu mody wysokiej. Jednym z protestujących był Michał Zaczyński - bloger i ekspert branży mody, który skomentował tę kontrowersyjną kolekcję na Facebooku:
Moda a sztuka
Jeśli spojrzeć na zabieg Balenciagi jak na sztukę, do której przecież większość z nas modę zalicza, może okazać się on znacznie ciekawszy, niż się pozornie wydaje. Po pierwsze, wzbudza wśród ludzi bardzo szerokie spektrum emocji - od zachwytu po wściekłość. Do tego jest niewygodny - nie wiemy, jak się z tym do końca czuć, czy jest to moralnie poprawne i jaka kryje się za tym myśl. Wszystko to skłania nas do głębszego zastanowienia się oraz sprawia, że zniszczone, chorobliwie drogie buty nie mogą nam wyjść z głowy. A na takim efekcie przecież często zależy artystom - chcą wywoływać w odbiorcach swojej pracy różne odczucia, skłaniać do refleksji oraz nie tworzyć w zbyt oczywisty, prosty sposób. Dla wielu z nich coś niezrozumiałego, a może i niekomfortowego, jest najbardziej pożądaną w sztuce wartością.
Kontrowersyjny ruch domu mody z Demną Gvasalią na czele, nie wydaje się poważną propozycją wiosennego urozmaicenia swojej garderoby. Przeciwnie - wydaje się żartem wymierzonym w zamożną część społeczeństwa. Z pewnością wielu z klientów czy klientek luksusowych domów mody oburza fakt, że wśród świata drogich materiałów, estetyki i elegancji pojawiły się takie produkty. Wprowadzenie tak kontrastującego czynnika, zaburzającego ułożony świat wyższych sfer przywodzi na myśl słynny ruch Marcela Duchampa sprzed stu lat, gdy postawił pisuar w środku wyrafinowanej paryskiej galerii. Być może nowe buty hiszpańskiego domu mody są tym gestem zainspirowane, zwłaszcza, że nazywają się “Paris Sneaker”. Ponadto, jeśli rzeczywiście są to zniszczone trampki stworzone wcześniej w Chinach, to można zakwalifikować je do charakterystycznych dla dadaizmu readymades.
Gest Duchampa był nie tylko żartem z eleganckiego świata arystokracji, lecz także bodźcem skłaniającym nas do zastanowienia się nad tym, czym właściwie jest sztuka. Do podobnej refleksji skłania nas teraz Demna Gvasalia: czym jest moda?
Co jest haute couture?
Jak to opisał Gombrowicz w słynnej lekcji języka polskiego z “Ferdydurke”, często wyróżniamy twórców “wysokich”, bo tak ktoś kiedyś ustalił. Podobnie jest w malarstwie - nikt nie kwestionuje, że Leonardo da Vinci tworzył sztukę, jednak jeśli określiłoby się tym terminem “Fontannę” Duchampa czy działalność wielu twórców współczesnych, spotkałoby się to z pewnością z wieloma protestami. Tak samo kontrowersyjną i niewygodną kwestią są nowe, limitowane buty od Balenciagi.
Według instytucjonalnej definicji sztuki, staje się nią to, co znajduje się w jej świecie, czyli w najprostszym rozumieniu w przestrzeni muzealnej. Jeśli przełożyć to na “modę wysoką”, to jej światem sztuki są kolekcje luksusowych marek. Może więc przez swoją nową kolekcję Balenciaga próbuje przekazać, że moda to tak naprawdę to, co popularne, tak jak zresztą pierwotnie rozumiało się to słowo. A może, że moda wysoka to właściwie to, co noszą wszyscy, tylko w znacznie droższej wersji oraz z innym logo? Jakakolwiek myśl rzeczywiście stoi za tą kolekcją, z pewnością skłania ona do mnóstwa refleksji czy reakcji - także tych negatywnych, jednak na tym właśnie sztuka również polega.
/tekst Michalina Reising/
