Filip Szcześniak (znowu) miał rację
Około 97 kcal, bogata historia, wyjątkowa gama właściwości – tak w skrócie można opisać ofertę, którą serwuje nam gin. Dzięki zawartości olejków, flawonoidów, garbników i kwasów organicznych świetnie sprawdza się jako wzmacniacz smaku, a także całkiem sympatyczny sojusznik w nierównej walce z ciężkostrawnymi pozycjami podczas lunchu, czy późniejszej kolacji.
Co jednak w nieco bardziej dietetycznej (i sportowej) scenerii? Kiedy na „Marmurze” Taco Hemingway proponował „tonik gin”, aby „tańczyć mambo”, nie był całkowicie odklejony od rzeczywistości, jakby miały to sugerować dalsze wersy. Jagody jałowca przez stulecia stosowano jako środek znieczulający, a eko-wersją paracetamolu były niegdyś rodzynki moczone właśnie w ginie.
Potreningowy ból np. stawów nie jest większym wyzwaniem dla tytułowej propozycji. Gin jest nie tylko niskokaloryczny, więc nie zaprzepaści efektów wypracowywanych na siłowni, ale również pomoże rozluźnić mięśnie, pobudzi cyrkulację krwi oraz zmniejszy dolegliwości bólowe. Brzmi dobrze? To jeszcze nie wszystko.
Jak to się robi na Long Island?
Na tle konkurencji gin prezentuje się całkiem obiecująco m.in. ze względu na bardzo wyraźnie zarysowany naturalny sznyt. Eksperci radzą, aby do leżakującego alkoholu z jagodami jałowca, dodać jedynie nasiona kolendry, arcydzięgiel, kardamon, skórkę pomarańczy i cytryny, anyżek, lub kminek.
Takie połączenia cieszą się naprawdę poważnymi street creditsami, ponieważ znajdowały swoje miejsce na planie „Casablanki”, „Casino Royale”, czy nawet u Jaya Gatsby’ego na Long Island (nie mylić z Staten Island, gdzie rezyduje Pete Davidson). Co więcej, również w Polsce ranga ginu nie ogranicza się do grona miłośników brydża i filmów Xaviera Dolana. O możliwości dzisiejszej pozycji zapytaliśmy specjalistę, Grzegorza Chojnackiego z BZK Alco.
„– W Polsce mamy oczywiście bogatą ofertę lekkich, a przy tym ciekawych propozycji barowych, a gin tylko podwyższa poprzeczkę konkurencji. Faktycznie, tego typu oferta wchodzi już do mainstreamu i pojawia się zarówno na kameralnych spotkaniach, jak i w popularnych klubach czy barach. Najpewniej w kartach zagości jeszcze więcej propozycji z ginem w roli głównej” ocenia Grzegorz Chojnacki, Prezes BZK Alco.
Ginowe Bitter Sweet Symphony
Tak więc czy gin może być propozycją dla wszystkich? Najpewniej nie. Pomimo jego licznych zalet głównym zarzutem w kierunku ginu jest bardzo wyraźna gorzka nuta. W odpowiedzi na kręcenie nosem na myśl o drinku typu bitter pojawiają się na rynku również bazy pod warianty bitter-sweet. Oprócz propozycji zagranicznych producentów także polskie spółki proponują pozycje o delikatnym smaku, przyjemnym aromacie i ziołowej lekkości. Takim przykładem jest m.in. 9 Bridges.
„– Gin sam w sobie uchodzi za propozycję wymagającą, ale obecnie jest to daleko idący stereotyp. Na rynku możemy znaleźć naprawdę sporo propozycji, które z jednej strony nie zaburzą tradycyjnej nuty ginu, jednak z drugiej pozostawią sporo przestrzeni do eksperymentów dla początkujących. To właśnie jest magia ginu. Możemy nieco puścić wodze fantazji, ale w pewnych ramach, które kontrolują nasze drinkowe poczynania. Dzięki temu unikniemy recepturowej katastrofy, ale i tak dodamy kilka autorskich wątków” komentuje Grzegorz Chojnacki.
Aby jeszcze bardziej umilić początek przygody z ginem, warto również postawić na wcześniej wspomniane toniki. Te z kolei rozpoczęły swoją światową karierę grubo przed rekomendacjami rapera z Muranowa, zespołu The Verve czy nawet Marilyn Monroe. Kiedy dokładnie? Według pierwszych wzmianek o tego typu miksach tonik zagościł w towarzystwie już w roku... 1800!
Lepsze niż Diet Mountain Dew
Na czym jeszcze polega dietetyczna przewaga ginu? Tym razem musimy nieco wrócić do lekcji chemii, ponieważ leżakujące w drewnianych beczkach trunki zawierają antyoksydanty. Tym samym są źródłem przeciwutleniaczy, wzorem m.in. czerwonego wina. Ponadto, polifenole i furany zawarte w ginie mogą stanowić ochronę przed nadmiernym występowaniem wolnych rodników. Wolnych... co?
Innymi słowy, gin jest w stanie spowolnić proces starzenia. Taki wariant jest o wiele lepszą opcją niż popularne miksy ze słodzikami oraz sokami, a na drinki na bazie jałowca stawia m.in. królowa Elżbieta. W tym momencie również obalamy reptiliańskie teorie i wysuwam konkretne argumenty – przepis na długowieczność może być bliżej, niż myślimy.
Pokaźny skill set ginu w połączeniu z rozsądną oceną własnych możliwości to gotowy przepis na połączenie diety z regularnym bywaniem w popularnych punktach na weekendowej mapie miasta. Czy gin będzie hitem tegorocznego sezonu? Ma na to naprawdę spore szanse, a w obliczu bardzo obiecujących nowości na rynku – może liczyć na wysokie noty.