Reinterpretacja mitu o Orfeuszu i Eurydyce w reżyserii Anny Smolar porusza temat żałoby w naszych czasach, gdzie tradycje i rytuały zostały pogrzebane razem ze zmarłymi. Jak radzić sobie ze stratą, gdy żałoba traktowana jest jako anomalia? Poruszający i niezwykle ludzki spektakl, który zostawia widza z poczuciem ulgi i zrozumienia.
Co Parandowski nam opowiedział?
Orfeusz, zrozpaczony po śmierci żony, wyrusza w podróż do Hadesu, aby spotkać się z królem świata umarłych i przywrócić swoją ukochaną do życia. Towarzyszy im Hermes, który ma za zadanie pilnować, aby Orfeusz nie odwrócił się, zanim nie dotrą na powierzchnię. Niestety, w chwili słabości Orfeusz spogląda za siebie, przez co traci Eurydykę na zawsze. Jak opowiedzieć mit, który wałkowaliśmy na języku polskim, w sposób, który nie będzie przywodzić na myśl szkolnego przedstawienia?
Anna Smolar (reżyseria, scenariusz i dramaturgia) i Tomasz Śpiewak (scenariusz i dramaturgia), przekładają mit na współczesne standardy, przekazując, że każdy z nas prędzej czy później stanie się Orfeuszem i Eurydyką. Aktorzy bez względu na płeć wcielają się w obie role, aby przyjrzeć się różnym sposobom i rodzajom przeżywania straty i wszechobecnej tęsknoty. Scenariusz jest ten sam: Eurydyka nie żyje, a Orfeusz musi sobie z tym poradzić.
Eurydyko, jesteś tam? Nie słyszę Cię.

Osobiście bardzo podobał mi się zabieg z rozprowadzeniem czerwonej nitki, po której dusza Eurydyki miałaby znaleźć drogę do świata podziemnego. Nić rozciąga się po całej scenie i widowni, zaczepiając o nogi i przeszkadzając w płynnym poruszaniu się. Wspomnienie kogoś, kto kiedyś był obecny.
Reżyserka skupia się na Orfeuszu, a właściwie na wszystkich Orfeuszach, którzy po stracie zostali sami i muszą sobie poradzić. Mit jest tylko pretekstem do tego, żeby zgłębić współczesne realia żałoby. Humorystyczne części scenariusza pozwalają nam na chwile wytchnienia i śmiechu, mimo tematu przewodniego.
Wdech, wydech…
Motywem przewodnim sztuki jest konfrontacja z tematem żałoby, który został społecznie zepchnięty na margines. Próba przywrócenia przeżywania emocji do strefy publicznej. Jak mówi autorka:
Każdy Orfeusz w spektaklu przedstawia inną reakcje na utratę bliskiej osoby, nie starając się ich hierarchizować, ani w żaden sposób oceniać. Moim zdaniem spektakl zostawia po sobie poczucie ulgi i zrozumienia ze względu na przedstawienie różnych sposobów radzenia sobie ze stratą.
Możemy zobaczyć siebie w Orfeuszu, który przeżywa szok i bunt lub zaczyna działać mechanicznie i zadaniowo – organizacja pochówku, przygotowanie miejsca na cmentarzu. Widzimy też Orfeusza pogrążonego w depresji, z poczuciem niemocy, nawet po roku od śmierci Eurydyki, dowodzącego, że żałoba nie ma daty ważności. Przeglądamy się w wyrzutach sumienia – pokłóciliśmy się, nie odebraliśmy telefonu, nie powiedzieliśmy miłego słowa. Widzimy niesprawiedliwości: wypadek, choroba bądź koszmar każdego rodzica. Nienaturalna kolej rzeczy, która nigdy nie powinna się zdarzyć.
Spektakl przekazuje silne przesłanie, sugerując, że w dzisiejszym społeczeństwie zagubiliśmy umiejętność przeżywania własnych emocji. Stało się to społecznie nieakceptowalne; oczekuje się od nas, abyśmy tłumili uczucia, ignorowali traumy i potrafili wrócić do codzienności. Strach przed izolacją uniemożliwia nam refleksję nad własnymi przeżyciami. Nie mamy czasu na identyfikację tego, co czujemy i co straciliśmy, co prowadzi do braku pełnej akceptacji tych zdarzeń. Żyjąc w wyparciu lub pod presją, pozostajemy w stanie ciągłego półwdechu, nie dając sobie szansy na oddech pełną piersią.
Reżyserka stara się przekazać bardzo prosty komunikat: wdech, wydech. Poczuj, popłacz, przepracuj. To wezwanie do autentycznego przeżywania emocji i ich akceptacji, co jest kluczowe dla zdrowia psychicznego i emocjonalnego.
tekst: Zuzia Groszyńska
![Dlaczego Orfeusz się odwrócił? Premiera w TR Warszawa [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F6790e6fa1af270031699c6a1%2Ftr-warszawa-orfeusz-rez-anna-smolar-fot-karolina-jozwiak-17-1.jpg&w=1920&q=75)