Mistrz opowieści, w których pozytywny bohater niekoniecznie odnosi zwycięstwo, powróci w nowym filmie. Film „The Killer” powstanie na motywach francuskiej powieści graficznej. Jak to bywa u Davida Finchera, w historii będziemy śledzić losy antybohatera – zimnokrwistego płatnego zabójcy zmagającego się z wewnętrznymi demonami, w moralnie szarym świecie. Koncept wpisuje się w dorobek reżysera, który ma na swoim koncie psychologiczne labirynty pokroju „Gry”, „Podziemnego Kręgu”, „Zaginionej Dziewczyny” czy „Zodiaku”. Możemy zatem spodziewać się crossgatunkowego majstersztyku łączącego w sobie mroczny dreszcz thrillera, dopracowaną głębię bohaterów kina psychologicznego, oraz klasyczną elegancję obrazów noir.
Kino według Finchera
W rozmowie dla magazynu „The Rolling Stone”, David Fincher dzieli się spostrzeżeniami na temat kondycji współczesnej kinematografii.
Etykę pracy reżyser przejął po matce, która zwykła mawiać: cokolwiek robisz, przykładaj się do tego, rzeczy robione na pół gwizdka, nigdy nie są robione dobrze, oraz po ojcu, którego kompulsywne próby zrozumienia magicznych sztuczek nieraz doprowadzały go do bezsenności.
Tę zapalczywość i obsesyjną fascynację Fincher odwzorował w postaci Roberta Graysmith'a w „Zodiaku”.
Pod koniec ubiegłego roku Fincher podpisał z Netflixem czteroletni kontrakt na wyłączność. Wtedy również na platformie pojawił się „Mank” – historia Hermana Mankiewicza, scenarzysty „Obywatela Kane'a”. W nowym projekcie Fincher znów połączy siły z Andrew Kevinem Walkerem, scenarzystą, z którym uprzednio współpracował na planie „Siedem”. Do roli komiksowego zabójcy nieoficjalnie brany jest pod uwagę Michael Fassbender („Bękarty Wojny”), a producentką zostanie Ceán Chaffin, która uprzednio współpracowała z Fincherem przy takich kultowych produkcjach jak choćby „Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona” czy
„The Social Network”.
/tekst: Aleksandra Adamiak/


