Rzeczywiście, jeśli osoby, które widzisz po raz pierwszy witają cię po imieniu, a jedyny działający kanał telewizyjny nadaje obraz mężczyzny, który zwraca się do ciebie po imieniu, prosząc, żebyś do niego zadzwoniła, to nie masz wątpliwości, że świat stanął na głowie. Jednocześnie wszyscy się szanują, są wobec siebie mili i uczynni i działają wedle jakiegoś nieznanego wzorca. Nadmierna gorliwość w uszczęśliwianiu może budzić niejakie podejrzenia – szczególnie jeśli jest się mizantropem.
Serial o tym, jak wyglądałby świat, gdyby władzę przejął Adrian Zandberg
Tak „Jedyną” przedstawił mi mój tata. Pierwszy odcinek nie pozwolił mi zrozumieć tego komentarza. Ale im bardziej zagłębiałam się w serię, tym więcej widziałam w nim sensu.
Widzimy świat, który świetnie funkcjonuje. Ludzie dobierani są do zadań na podstawie predyspozycji, a dostają tyle, żeby spełnione były ich wszystkie potrzeby. Nie ma złości, nie ma agresji i wszyscy są szczęśliwi. Zredukowane są nierówności społeczne, nikt nie cierpi głodu, nie żyje w biedzie i nie musi brać kredytu na leczenie. A do tego ziemia ma się lepiej niż kiedykolwiek, bo znika problem konsumpcjonizmu, nadmiernego zużycia energii czy niesegregowanych śmieci. A do tego procent popełnianych przestępstw spada do zera.
Jedyny haczyk? Brak indywidualności. Wszyscy mówią w liczbie mnogiej, a zapytani o preferencje konkretnej osoby odnoszą się do niej jako „jednostki". Brzmi znajomo, towarzyszu? Brak prywatności, połączone umysły i wspólny cel – w egoistycznym, nastawionym na władzę świecie robi się z tego „1984” Orwella. Ale jeśli rzeczywiście wszyscy są równi, buduje się komunistyczna idylla. Tylko czy rzeczywiście tak jest?
Nie według Carol. Najbardziej amerykańska Amerykanka, jaką można sobie wyobrazić, autorka bestsellerowych romansów, gardząca swoimi fanami. Alkoholiczka i dekadentka z depresją, starająca się wyzwolić świat od wszechobecnego szczęścia. Bo po co komu szczęście, jeśli nie ma indywidualności?
Polka jako uosobienie ideału
Zintegrowanej przez działanie wirusa społeczności bardzo zależy na opinii Carol. Pierwszym krokiem do oswojenia jej ze sobą jest wysłanie starannie wyselekcjonowanej przedstawicielki – Zosi, granej przez Polkę, Karolinę Wydrę.
Zosia wybrana została przede wszystkim na podstawie opisu głównego obiektu westchnień w książkach Sturki i dopasowana do jej preferencji romantycznych. I to działa – autorka romansów po zobaczeniu Zosi otwiera usta ze zdziwienia (i zachwytu).
W dalszej części serialu znajdzie się też Easter Egg dla polskich widzów.
Ukrytych smaczków jest więcej
Vince Gilligan ma już na swoim koncie kilka sukcesów – przede wszystkim „Breaking Bad” i „Better Call Saul”. Akcja obu toczy się w Albuquerque w Nowym Meksyku. Tam też toczy się akcja „Jedynej”. Zbieżność lokacji pozwala mu na przemycenie kilku niespodzianek, co widzimy już w pierwszym odcinku, w wypowiedzianych po rozpoczęciu chaosu słowach Carol: „wszyscy widzieliśmy ten film i wiemy, że nie kończy się dobrze”.
Napisy po każdym odcinku kończą się uwagą: „Ten serial został stworzony przez ludzi”. Z jednej strony gra konwencją sci-fi i komentarz do treści, a z drugiej zwrócenie uwagi na problem, jakim bywa generowana przez sztuczną inteligencję treść.
Serial nie bez powodu zyskał miano najlepszej produkcji 2025 roku. Trzymający w napięciu, komentujący postawy społeczne i dający pożywkę dla myśli. Otwarte zakończenie sugeruje, że nadejdzie drugi sezon – w którym może dowiemy się, po której stronie barykady jest autor. Do tego czasu warto samemu zagłębić się w uniwersum i zastanowić, z którymi postaciami sympatyzujemy i co to o nas świadczy.