Zryw społeczny może gasnąć wraz z upływem czasu, potrzeba pomocy wręcz przeciwnie. Dopóki inicjatywy oddolne są tak silne, pomoc będzie funkcjonować. Mimo wielkich chęci, wolontariusze będą musieli przecież kiedyś wrócić do swoich obowiązków i rodzin. O pomysł na kolejne dni i miesiące zapytała w liście otwartym do Prezydenta współzałożycielka projektu „Ubrania do oddania” Zofia Zochniak. Wraz w wybuchem wojny, ich magazyn przy ul. Bokserskiej 64 w Warszawie zamienił się w ogromny punkt zbiórki darów, którą koordynują.
„– Panie prezydencie. Będę mówiła we własnym imieniu, ale myślę, że mój głos to głos tysięcy Polek i Polaków. Od 10 dni praktycznie nie widziałam córek, odwołałam spotkania w pracy, mało spałam i jadłam, magazyn mojej firmy, który daje zatrudnienie i poczucie finansowego bezpieczeństwa 50 osobom, stał się punktem pomocowym, a później azylem dla osób przybywających z Ukrainy. Tak jest do dziś” zaczyna list koordynatorka zbiórki.
W dalszej części Zofia Zochniak mówi o dużej ilości pytań „co dalej?”, którą otrzymuje od pomagających osób. Przybliża też działania wolontariuszy na przestrzeni ostatnich dziesięciu dni.
„– Może Pan zobaczyć, co Polacy zrobili z Bokserską i okolicą, gdy państwo zastanawiało się co robić. Panie prezydencie, chcemy wracać do pracy, do dzieci, mamy rachunki i kredyty, które musimy płacić, mamy pracowników, którzy chcą normalnie pracować. Musimy rozwijać gospodarkę, aby dać zatrudnienie milionom osób oczekujących od nas możliwości DZIAŁANIA i USAMODZIELNIANIA SIĘ. Rozumiem, że ma Pan doradców, sztaby, specjalistów, bo jest wojna. Tym razem trzeba też posłuchać ludzi takich jak ja - tych, którzy wpuścili do życia chaos, którego mianownikiem jest ratowanie ludzi” kontynuuje list.
„– Przez 10 dni ulokowałam 500 osób w Warszawie i okolicach. Nie chcę liczyć, ile wydałam pieniędzy, nie chcę liczyć, ile pieniędzy wydali Warszawiacy, którzy w sobotnią noc zakorkowali wszystkie ulice prowadzące do Bokserskiej 64. Potrafimy się zjednoczyć. Z Bokserskiej rękami 200 wolontariuszy spakowaliśmy 40 transportów produktów, które ruszyły w głąb Ukrainy. Chcę żeby mnie Pan usłyszał i wysłuchał. Mamy know how, którego nie uczą na studiach, mamy bazy, mamy rozwiązania i procedury. Chcemy połączyć z Wami siły, wszystko usystematyzować, bo chcemy wracać do własnych rodzin i obowiązków, ale nie chcemy być obojętni na ten dramat” apeluje do prezydenta.
Zofia Zochniak zaznacza, że nie chce odcinać się od problemu i porzucać działania. Chce połączyć siły, pomagać, ale od państwa oczekuje koordynacji i wprowadzenia systemowych rozwiązań.
„– Cała Polska zna ten adres, pora, aby i Pan go poznał – Bokserska 64 magazyn 5. Zapraszam Pana – bez aparatów i kamer. Pogadajmy, jeszcze jest czas. Jestem tam codziennie – powiemy Panu »co dalej«. Sława Ukrajini” kończy swój list.