W sierpniu Ania Wendzikowska, dziennikarka znana z przeprowadzania wywiadów z zagranicznymi gwiazdami poinformowała, że odchodzi z „Dzień Dobry TVN”. Teraz poznaliśmy szokujące szczegóły jej odejścia.
Ania Wendzikowska to popularna aktorka, dziennikarka i prezenterka. Przez 15 lat była reporterką „Dzień Dobry TVN” i ma na koncie rozmowy z gwiazdami takimi jak Jennifer Lopez, Brad Pitt, Margot Robbie, Joaquin Phoenix czy Nicolas Cage. I choć wydawałoby się, że praca Wendzikowskiej to spełnienie marzeń, teraz okazuje się, że za kulisami działo się wiele niepokojących rzeczy.
Kulisy sławy
„Kochani, dziękuję za troskę, nikt mnie nie zwolnił” – napisała w sierpniu Wendzikowska. Dlaczego zatem zdecydowała się na odejście z pracy, którą kochała? Ostatnio dziennikarka opowiedziała o okolicznościach swojego odejścia. Wyznała m.in., że miała depresję i że przez długi czas zakładała maskę, aby nikt nie pomyślał, że coś jest nie w porządku. „Wydawało mi się, że kiedy ja, która z pozoru ma takie piękne życie, powiem, że coś jest nie tak, to nikt nie zrozumie. Że zostanę wyśmiana” – wyznała.
Wendzikowska wymieniła kilka przykładów złego traktowania. „Kiedy zdjęto z anteny moje wejścia, w studio usłyszałam: sorry, Anka, nie oglądasz się. Pomyślałam, cóż, trudno, chodzi o dobro programu. W momencie mojego wyjścia wykres oglądalności pikował w górę. Wtedy usłyszałam, że oglądalność nie jest najważniejsza” – wspominała.
Jak zdradziła, w pewnym momencie ze względu na dzieci poprosiła o pomoc z montażem lub tłumaczeniami. Zapytała także, czy mogłaby montować materiały zdalnie. „Usłyszałam: nikt tu nie ma specjalnych praw. Ja chyba miałam 'specjalne prawa', ale takie represyjne. Jeśli mój materiał nie był gotowy na 48 godzin przed emisją, z nagranym tłumaczeniem, podpisami, to spadał z emisji, a ja nie dostawałam pieniędzy. Dla porównania inni reporterzy kończyli swoje materiały w ostatniej chwili, czasami późno w nocy, tuż przed porannym programem. Czy to mobbing? Teraz wiem, że tak. Takich sytuacji były dziesiątki, jeśli nie setki. To materiał na książkę, a nie na post" – napisała.
Wendzikowska podkreśla, że to nie jest historia o tym, jak była źle traktowana, ale o tym, dlaczego w tym trwała. Jej zdaniem przyczyną sytuacji w pracy były liczne nieuleczone traumy i schematy, które sprawiły, że akceptowała takie traktowanie. „A depresja to był bezpiecznik. Wywaliła, żebym zwróciła uwagę na to, co się ze mną dzieje” – wyjaśniła.
W końcu dziennikarka zaczęła szukać sposobów, które pomogłyby jej w walce z traumami i szkodliwymi schematami wyniesionymi z dzieciństwa. Słuchała podcastów, oglądała video wywiady, medytowała, ćwiczyła jogę, robiła afirmację, hipnozę, morsowanie czy ćwiczenia oddechowe. Przełomem okazał się wyjazd do Gwatemali, gdzie podjęła decyzję o odejściu z „Dzień Dobry TVN”.
Przed opuszczeniem Gwatemali natknęła się na komentarz byłej koleżanki z redakcji pod postem na temat mobbingu w organizacji medialnej. Wtedy postanowiła napisać maila, który zapoczątkował dochodzenie skutkujące licznymi zwolnieniami. „Nie, to nie tylko moja historia to spowodowała. Tych historii było kilkadziesiąt i moja wcale nie była najgorsza. Działanie tym razem było szybkie i zdecydowane. Ale dla mnie nie było odwrotu” – podsumowała.
A co na to stacja TVN?
Poruszające wyznanie Wendzikowskiej zainspirowało inne osoby do podzielenia się swoimi historiami, które dziennikarka opublikowała na InstaStories. Dopiero to pokazało, jak duża była skala mobbingu w stacji.


