Pin Up Candy: Burleska w takim wydaniu, w jakim znamy ją teraz, pojawiła się dopiero na początku XX wieku. Wcześniej była krótką formą, żartem scenicznym, od włoskiego słowa „burlo”, które oznacza żartować. Była to prześmiewcza forma skeczu przedstawianego na plebejskich scenach. Wyśmiewała głównie władców, wyższe formy artystyczne. Generalnie [burleska] komentowała otaczający nas świat.
Burleska to taki współczesny stand-up?
Bardziej sexy kabaret skeczowy. W tych występach pojawiało się słowo, ale burleskę robił też Charlie Chaplin i tu zaczyna się niema forma tej sztuki. Jest to jak najbardziej burleskowe. Wtedy było podejście – śmiejemy się z siebie, śmiejemy się ze wszystkiego.
fot. Agnieszka Andrzejewicz
Współczesna burleska jest opowieścią o kobiecości i jej uwielbieniem. Jej pierwotna, striptizowa forma, pojawiła się w momencie rozwoju rynku w Stanach Zjednoczonych, kiedy biedne dziewczyny przyjeżdżały z Europy i starały się znaleźć tam pracę. Najłatwiej było znaleźć ją oczywiście w klubach, tańcząc dla mężczyzn. Zdarzały się trupy Brytyjek, które wyjeżdżały do Stanów robić karierę. Określało się je mianem „British Girls” i na dobrą sprawę były pierwszymi zespołami burleskowymi. Z zabawnych rzeczy mogę dodać, że większość dziewczyn zajmujących się wtedy (początek XX wieku) burleską było brunetkami i utarło się przekonanie, iż tylko brunetki się tym zajmują.
Właśnie miałam pytać, czy kolor włosów odgrywa tutaj istotną rolę.
Oczywiście, że kiedyś odgrywał! Teraz jesteśmy dużo bardziej inkluzywni, wszystko jest dozwolone na burleskowej scenie. To była historia, a my tworzymy nową formę tej sztuki. W momencie, w którym pojawiła się nagość na scenie burleski (co zostało zapamiętane jako rozpięcie kołnierzyka przez jedną z performerek) publika nagle zareagowała gromkimi brawami. Okazało się, że tym sposobem performerki sprowadzały najwięcej widzów przed scenę, a to było najważniejsze. Dlatego dziewczyny zaczęły wprowadzać w swoje występy elementy striptizu, ale też nietypowe rekwizyty – ogromne wachlarze z piór czy przezroczyste wanny. Chodziło o to, aby pokazać ciało, ale nie podawać wszystkiego na tacy. Takim pokazom towarzyszyła tajemnica, zakryte sutki czy zarysowany cień nagiego ciała. Jeśli mówimy o dzisiejszej burlesce, to mówimy o burlesce, która narodziła się po rewolucji seksualnej. Po pojawieniu się na rynku wszechobecnej pornografii nagość sceniczna i jej magia zostały zabite. Mamy wiele magazynów, które przedstawiają półnagie kobiety, a w Internecie znajdziesz właściwie wszystko. We współczesnej burlesce nie ma dosłowności. Dlatego ta sztuka sceniczna, która odkrywa niektóre części ciała, ale w sposób artystyczny, święci swoje triumfy ponownie. Śmiejemy się ze znajomymi, że udało nam się zrobić obrót o 180 stopni – z show stricte striptizowego, udało nam się zrobić rewolucję i używamy jej, by wyrazić swoją kobiecość i siłę. Klasyczna burleska, którą ja się zajmuję, to całkowite wyzwolenie kobiecości i decydowanie o swoim ciele.

fot. Agnieszka Andrzejewicz
Dla mnie burleska nie była interesującą formą sztuki, dopóki nie spotkałam Ciebie. Jak na polskim rynku wygląda jej sytuacja?
Burleska w Polsce rozwija się od niecałych 13 lat. To jest bardzo krótki okres. Nie było w naszym kraju miejsca na takie rzeczy. Burleska rozwijała się na całym świecie, a my byliśmy wtedy krajem komunistycznym, w którym nawet rock'n'roll był zakazany. W latach osiemdziesiątych dozwolony był jedynie striptiz w Victorii, który miał pewne znamiona show w stylu Moulin Rouge, bo dziewczyny występowały tam, chociażby w piórach. Nie była to jednak burleska, nie było tam żadnego przekazu oprócz rozrywkowego. Oczywiście burleska też jest rozrywką i zawsze będę to podkreślać, ale musi nieść ze sobą coś więcej. Osobiście wzięłam udział w pierwszym prawdziwym występie burleski w Polsce. To był mój duet z Betty Q, która wybrała trochę inny kierunek niż ja, ale też bardzo rozwija nasz rynek. Obie jesteśmy świadkami zmian w postrzeganiu tej sztuki, co nas cieszy, bo początki były tragiczne...
Inspiracje musiałam czerpać z Internetu, bo w Polsce zwyczajnie burleski nie było. Uczyłam się, podpatrując koleżanki zza granicy. Nie znałam najprostszych burleskowych tajników, np. jak przykleić pasties do piersi. Wszystkiego uczyłam się metodą prób i błędów. Takim sposobem wprowadzałam burleskę krok po krok do nas. Na początku managerowie lokali nie wiedzieli, z czym mają do czynienia, gdy przychodziłam do nich z propozycją zorganizowania wydarzenia. Wiele razy pytali się o to, czy mogę im przetłumaczyć słowo burleska na polski. Nawet Jarosław Kaczyński powiedział kiedyś „przestańcie robić tę burleskę”. Nie było to co prawda o nas, a o opozycji, ale – tak czy siak – nie zamierzamy przestawać, a rynek burleski rozwinął się ogromnie. Wydaje mi się, że w Polsce burleska przeżywa swój rozkwit. 1 czerwca mieliśmy premierę serialu „Nago Głośno Dumnie” i będzie o nas jeszcze głośniej! Serial dostępny jest na platformie HBO i opowiada o polskiej scenie burleski i drag queens. Jest przełomowy, bezkompromisowy, opowiada historię prawdziwych ludzi, którzy przez swoją cielesność i performatywność wyrażają siebie i mówią o ważnych rzeczach w kontekście Polski. Wiesz, że już trzeci rok z rzędu zostaliśmy określeni najbardziej homofobicznym krajem w Europie? Przypominam, że Polska kiedyś byłą kulturowym tyglem. W serialu zobaczysz kolorowe ptaki, które nie boją się powiedzieć „To też jest mój kraj”.
Zainteresowanie burleską widać też po kalendarzach dziewczyn, które zajmują się tym na poważnie. Ja utrzymuję się z burleski od 2012 roku, kiedy zrezygnowałam z pracy w korpo – byłam tam bardzo nieszczęśliwa, bo czułam, że mój artystyczny i kobiecy duch jest zabijany. Nie chciałam żyć i być oceniana według odgórnie narzuconego kodeksu. Napisałam swoją własną profesjonalną ofertę i wzór umowy, zaczęłam działać. Mogę się pochwalić, że jestem jedną z lepszych bizneswoman w tym burleskowym świecie, ale uczę też dziewczyn, że mogą to traktować poważnie, a nie tylko jako formę relaksu czy odskoczni od normalnego życia. Uważam, że w polskiej burlesce trzeba pracować nad publicznością tak, żeby osoby, które widzą pokaz po raz pierwszy, wiedziały, na co patrzą. Idealną formą pierwszego kontaktu z burleską jest jej klasyczna forma. Piękna w przekazie i ozdobiona kostiumami, czerpiąca z retro ideałów, a na dodatek jest bardzo przystępna w swojej formie, a zarazem fascynująca. Jest świetną rozrywką dla kobiet, które w Polsce są pozbawione dostępu do erotyki, ponieważ wszystkie gazety, portale i miejsca, które tę erotykę sprzedają, są przeznaczone dla mężczyzn. Nie ma praktycznie przestrzeni, do których mogą pójść grupki dziewczyny, albo nawet kobiety ze swoimi partnerami i napić się wina, obcując z czymś pięknym, co wpływa na aspekt budowania ich tożsamości seksualnej. Jestem zdania, że burleska nie powoduje, że zaczynasz siebie akceptować, ona uświadamia cię, że jesteś najlepszą wersją siebie. Dzięki niej kobiety poznają swoją wartość. Ja jestem 10/10 i nie obchodzi mnie co myślą inni. Burleska to też cudowne pole modowe zarówno dla artystów plastyków, jak i kostiumografów. Każdy może wyrazić siebie.
To, co mówisz, to piękny manifest kobiecości i pewności siebie na wielu frontach. To twój prywatny manifest, czy założenia burleski?
Mam nadzieję, że to jest ogólny manifest dla burleski. Ta ciałopozytywność jest w nią wpisana. Zawsze powtarzamy, że każde ciało nadaje się na scenę i każde ciało może być na scenie. Nie liczy się rozmiar czy kolor skóry. Każdy może występować. Ja uważam, że tym moim manifestem jest mega świadoma kobiecość. Ja do tego dochodziłam w mojej burleskowej drodze. Przecież też nie urodziłam się całkowicie pewna siebie. Do tego, dosyć ciemny kolor skóry, który mam, był powodem wielu naprawdę nieprzyjemnych sytuacji w dzieciństwie. Dało mi to dużo, jeśli chodzi o akceptację innych. Staram się zarażać swoją misją dziewczyny, które zmagają się ze swoimi problemami.
Ciekawi mnie taniec, choreografia i ruch. Do jakiej formy nawiązuje burleska w swojej stylistyce?
Najpiękniejsze w burlesce jest to, że jesteśmy inkluzywni nie tylko względem człowieka, ale i względem sztuki. Swoją burleskę możesz oprzeć na osobistych talentach, bo tak też to wyglądało na początku. Jeśli jedna dziewczyna potrafiła żonglować, to to robiła, jeśli inna miała talent do ruszania piersiami to też to robiła. W burlesce możemy śpiewać, robimy pantomimę, w burlesce możemy tańczyć, ale nie do końca nazywamy się tancerzami. Jesteśmy bardziej performerami. Każdy z nas stara się jak najbardziej wyrazić siebie na scenie. U panów, w boylesce, możemy oglądać dużo akrobatyki, współpracuję też z cudownym choreografem high heels. Jeśli chodzi o włączenie tańca do performansu, to mogę o tym opowiedzieć na swoim przykładzie. Wyróżniłabym w moich pokazach trzy rodzaje. Pierwszym na pewno będzie taniec brzucha, to pierwsza forma seksualnego tańca, który dał mi dużo świadomości. Drugim była samba, bo pozwala poruszyć całe ciało i a mój kolor skóry pasuje do egzotycznych występów. Trzecim rodzajem jest taniec współczesny, który daje poczucie władania sceną, pozwala świadomie rozplanować ruch sceniczny i odkrywanie się przed publicznością. W burlesce mamy też sporo byłych baletnic, które u nas znajdują bezpieczne miejsce do wykorzystania swojego talentu.

fot. Agnieszka Andrzejewicz
Pracujesz razem z mężem. Tomek zawsze ma błysk w oku, kiedy o tym mówi. Jak wciągnęłaś swojego mężczyznę w tak intymny świat?
To jest bardzo wrażliwy temat dla większości artystycznych par. Burleska albo twoją relację wzmocni, albo ją zniszczy. Nie ma nic pomiędzy. To jest też bardzo ciekawa weryfikacja, bo mężczyzna spotykający na swojej drodze artystkę burleski staje przed egzaminem. Na szczęście ja i mój mąż pochodzimy ze środowisk artystycznych, choć bardzo różnych. On jest ze środowiska hip-hopowego, które nie jest inkluzywne, do tego pełne skrajności. Mamy w nim bardzo świadome osoby, reprezentujące głównie młodych raperów, które akceptują wszystkie zmiany, ale są też osoby nastawione negatywnie, a czasem i wypowiadające się otwarcie przeciwko inności i osobom LGBTQ+. Jeśli jednak ja prezentuję siebie i swoją szczerą sztukę na scenie, to uważam, że nie można z tym dyskutować. Jeśli stykam się z osobami, które są nastawione negatywnie do tego, co robię, a mimo to nie komentują burleski negatywnie, to albo widzą moją autentyczność, albo właśnie w ich głowach zachodzi rewolucja. Tomek, znany jako raper CNE, znalazł swoje miejsce w burleskowej rzeczywistości jako konferansjer, przed poznaniem mnie był profesjonalnym MC, ma doświadczenie w dziennikarstwie muzycznym, to wszystko do siebie pasowało. Od pięciu lat zapowiada nasze występy. Co też ważne, ma styczność z osobami niebinarnymi i ogólnie ze środowiskiem LGBTQ+ i widzę, że podchodzi do artystów z niesamowitym szacunkiem. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczna.
Mieliście wspólny występ?
Tak! Jest gdzieś pewnie nawet nagranie tego, jak Tomek robi freestyle, a ja robię do tego burleskę z wachlarzami. Można nas porównać do Jay Z i Beyonce (śmiech).
Czy jest szansa zobaczyć to na żywo?
Jest taki plan, by wystąpić niedługo w Warszawie. Ciężko byłoby to wpleść taki występ w klasyczną Rewię Burleski, ale mamy wieczory z bardziej odjechanymi i nowoczesnymi pokazami. Takie połączenie nowej formy muzycznej i klasyki burleskowej jest bardzo festiwalowe. Festiwale w burlesce są niezwykle ważne, można wygrać koronę i tym zyskać uznanie w środowisku. Mnie udało się to na jednym z europejskich festiwali.
Według jakiego klucza wybieracie fantazje waszych widzów?
Ja jestem stałą bywalczynią fetyszowych wydarzeń w Polsce. Te doświadczenia wykorzystuję na scenie. Na takich imprezach bardzo popularny jest trampling, czyli deptanie ludzi, ale i biczowanie. Różne formy poddania, bonding. Pamiętam, jak zabrałam mojego męża, gdy jeszcze był moim chłopakiem na takie wydarzenie. Tomek wtedy stwierdził, że z reżyserskiego punktu widzenia jest to bardzo ciekawe doświadczenie. Najbardziej mu się podobało, gdy partner jednej z dziewczyn zaprosił nas do pogłaskania swojego zwierzątka. Zwierzątkiem, rzecz jasna, była jego partnerka zamknięta w klatce. Oczywiście pogłaskaliśmy ją i to było cudowne, że oni byli w tym razem i robią wszystko w wyznaczonych granicach. Bardzo często w takich sytuacjach (co może zdziwić) to „sługa” decyduje. W moim pokazie z ogromnym, skórzanym butem prezentuję różne rodzaje fetyszu. Możecie też zobaczyć je w teledysku do mojej klubowej piosenki „You know what I mean”.
Opowiedz mi jeszcze o jakimś wydarzeniu, na które możemy zaprosić czytelników, żeby mogli Cię zobaczyć.
Bur: Mamy regularne pokazy w Warszawie i większych miastach w Polsce. Przedstawiamy dwa rodzaje wieczorów. Rewia Burleski to kilkunastoosobowy projekt z solistami i formacją taneczną, śpiewem. Na rewii można zobaczyć też mój oryginalny pokaz z gigantycznym kielichem szampana. Wprowadziłam do niego element dymu i jest po prostu magiczny. Mniejsze wieczory „Burlesque Exclusive” to burleska o zmieniającej się tematyce. Mamy pokazy neoburleski i wieczory z fetyszem. Jest bardzo różnorodnie. Zapraszam do klubu Le Cabaret 11 sierpnia, Gdańsk już 14 lipca, Kraków 12 sierpnia i jeszcze Wrocław 4 sierpnia. Wszystko znajdziecie na moich social mediach albo stroniewww.burleska.pl. Nie mogę też nie wspomnieć o festiwalu burleski, Slavic Burlesque Festival, który organizuję od 2016 roku. Jest to święto tej sztuki, do Warszawy przyjeżdżają artyści z całego świata (m.in. Japonia, Australia, USA), a naszym celem jest promocja burleski i boyleski w krajach postkomunistycznych. Współpracujemy z festiwalami w Czachach czy artystami ze Słowacji. W tym roku gościliśmy nawet performera z Białorusi, cieszy mnie, że mamy platformę, na której możemy rozwijać tę sztukę. Wy też musicie ją sprawdzić.