39-letnia Britney Spears z powodu swoich problemów psychicznych od 13 lat jest pod kuratelą ojca. Oznacza to, że dysponuje jej wielomilionowym majątkiem i podejmuje za nią wszelkie decyzje. Fani już od dawna niepokoili się jej sytuacją, ale piosenkarka zaprzeczała, jakoby było coś nie tak. Ostatnio w sądzie w swoim dwudziestominutowym przemówieniu wyznała, jak jest naprawdę. Chce odzyskać swoje życie i pieniądze.
Rzeczywistość gorsza niż przypuszczenia
Piosenkarka wypierała się swojego nieszczęścia.
Artystka przemawiała przez 24 minuty. W tym czasie opowiadała szczegółowo o powodach, dla których chce, aby Jamie Spears przestał mieć kontrolę nad jej życiem. W emocjach mówiła tak szybko, że sąd poprosił ją, by mówiła wolniej, bo sądowa stenotypistka nie nadążała za notowaniem jej wypowiedzi. Britney miała świadomość, że po raz pierwszy od lat media będą znały prawdę o jej sytuacji.
O czym opowiedziała? O tym, że ojciec cieszy się z jej łez, kiedy jest w rozpaczy, a płacze każdego dnia. Że zmusza ją do zwiększania liczby spotkań u terapeuty, gdzie czekają na nią zawsze paparazzi, co jeszcze bardziej ją dobija. Prosiła sąd o przyznanie terapii domowej, aby mogła ją odbywać bez świadków.
Britney chce wziąć ślub ze swoim chłopakiem i mieć z nim dziecko, ale Jamie Spears zmusza ją do stosowania antykoncepcji.
Ojciec zmuszał ją też do brania leków, które jej szkodziły, m.in. litu. Miało to być karą za to, że artystka nie chciała wyruszać w kolejne trasy koncertowe. Musiała występować, nawet kiedy nie czuła się na siłach. W dodatku nie miała dostępu do swojego paszportu, karty kredytowej ani gotówki. Ojciec w pełni dysponował jej majątkiem, a ten, jak podaje „Forbes”, jest oszacowany na 60 milionów dolarów.
Britney przeprasza
Dzień po rozprawie piosenkarka ponownie zabrała głos, tym razem na swoim Instagramie. Odniosła się do informacji o rozprawie w mediach i stwierdziła, że jej życie wcale nie jest tak bajkowe, jak może się to wydawać z jej Instagrama.
/tekst: Marta Porwich/


