Ten biznes narodził się sam. Kinga Król zafascynowała się modą obserwując przechodniów w Londynie.
Absolwentka filmoznawstwa, która w portfolio ma projekty realizowane w Sewilli i Kapsztadzie, torebki z koralików zaczęła robić podczas pandemii.
Król pochwaliła się swoim dziełem w mediach społecznościowych, a stąd poszło już szybko. Jedną z jej pierwszych orędowniczek została influencerka Aleksandra Rałowska, a gdy kolejnych zapytań o torebki było już tak dużo, że trudno było nadążyć jednocześnie z rękodziełem i odpisywaniem na wiadomości, Król postanowiła założyć internetowy sklep.
Ostatnio zainteresowały się nimi dziennikarze z brytyjskiej edycji Vogue’a.
Kinga Król traktuje swoje torebki jak małe dzieła sztuki. Inspiruje się modą lat dziewięćdziesiątych, dzięki czemu każda z nich nazwana jest imieniem jednej z ikon tamtych lat: Drew Barrymore, Winona Ryder czy Alicia Silverstone. Ze współczesnych artystek Kinga śledzi poczynania Peggy Gou, której zresztą słucha przy pracy nad kolejnymi torebkami.
Tworzy je z zarówno nowych, jak i używanych korali i produktów. Jako zagorzała przeciwniczka fast fashion stara się kupować jak najwięcej rzeczy z drugiej ręki, zarówno do szafy, jak i do produkcji.
Ostatnio zaczęła także malować zużyte buty. Największym wyzwaniem pozostaje czas, a dokładniej jego brak. Ręczna robota zajmuje dużo czasu, szczególnie, gdy wykonana jest z dbałością o najmniejszy detal. W przypadku materiału, jakim są koraliki, mowa o bezkompromisowym perfekcjonizmie, a może nawet pedanterii.
Wiadomości i słowa wsparcia, które dostaje na co dzień od swoich fanek i klientek, dodają jej determinacji i energii do tworzenia. I tego jej życzymy.
Sklep: www.kingakrol.com
/tekst: Cathy Nhung/


