Choć optymiści twierdzą, że pandemia, a dokładnie jej konsekwencje, przyspieszyły wdrażanie nowoczesnych i zrównoważonych rozwiązań w modzie, spora część branży będzie wspominać 2020 rok w kategoriach improwizowanego wiązania końca z końcem. Kryzys i skrajne emocje udzieliły się także polskiej modzie. Wielu poległo. I wątpliwym pocieszeniem jest fakt, że Topshop, Muji czy J.Crew podzieliły ich przykry los.
Wierzymy jednak, że w polskiej modzie „jeszcze będzie przepięknie”. Nie tylko na lokalnym podwórku, bo lista polskich nazwisk i marek, którym na dobre udało się przekonać do siebie międzynarodowy rynek mody, staje się coraz dłuższa i bardziej zróżnicowana. Wybraliśmy dziesiątkę, która nie dała się 2020 i pokazuje, że na przekór zarazie trzeba po prostu robić swoje.
/tekst: Cathy Nhung/

„Obecny czas wymaga od nas przewartościowania zarówno swojego życia prywatnego, jak i zawodowego”, mówiAnia Kuczyńska. Gdy w marcu uderzyła pierwsza fala epidemii, projektantka wsparła finansowo szpital MSWiA w Warszawie, przeznaczając 10% zysku ze sprzedaży na leczenie chorych. Kto choć raz coś w Polsce uszył i sprzedał (albo zdecydował się na garbowanie skóry za pomocą roślin) wie, że nie była to łatwa decyzja. Podobnie jak ta o zamknięciu butiku. Tuż po tym Kuczyńska zabrała się za stworzenie nowej kolekcji, w której zawarła „gwiazdy, nadzieję, marzenia i miłość” z filmów włoskiego neorealizmu. Gdy granice naszej wytrzymałości – tym razem także psychicznej – zostały poddane kolejnym próbom, projektantka ruszyła z trzecią edycją projektu Ania Kuczyńska Solidarnie, w ramach której przekaże część przychodu z zakupów online w dniach 10-24 grudnia 2020 na rzecz Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. „Wolność i możliwość wyboru powinny być podstawowe”, mówi Kuczyńska. Do współpracy zaangażowała m.in. Cleo Ćwiek, Martę Dyks i Paulinkę Puchalską, którym zdjęcia robiła Alicja Lesiak, autorka najsłynniejszych fotografii z tegorocznych protestów o prawa kobiet.


