Dewastujące pożary w Australii wstrząsnęły opinią publiczną oraz sprawiły, że ludzie z całego świata połączyli siły, organizując zbiórki i wpłacając pieniądze na pomoc zwierzętom i mieszkańcom, którzy stracili swoje dotychczasowe domy. Wystarczy zresztą przypomnieć Polki szyjące pod szyldem grupy ARCCG torby dla kangurów, o których pisaliśmy w lutym.
Jak się okazuje, ten rok może być gorszy, a nie jesteśmy nawet na półmetku. Podczas gdy na świecie trwa pandemia koronawirusa, od niedzieli pożar trawi największy, polski park narodowy. Pieniądze na gaszenie ognia skończyły się w poniedziałek i dyrektor wystosował przejmujący apel o wsparcie. To największy pożar w parku od 17 lat.
Płonie nasze dobro narodowe
Pożar rozpoczął się w niedzielę ok. 17.00, a Służby Parku oraz strażacy spędzili noc na gaszeniu turzycowisk i trzcinowisk. W poniedziałek nad ranem zaangażowano samoloty gaśnicze z Białegostoku i Olsztyna. Już wtedy straty szacowano na około 1000 hektarów. Wczoraj rano informacje o dalej trwających pożarach potwierdziły patrole z różnych stron Parku: z wieży na Wilczej Górze, z tzw. "trójkąta", z Grząd, z Dolistowa, z Kopytkowa i Polkowa oraz od strony Wrocenia. Najgorzej sytuacja przedstawiała się w rejonie pomiędzy lasem wroceńskim a Wilczą Górą. Cała trudność akcji ratowniczej polega na tym, że palą się nieużytki, zarośla wierzbowe i trzcinowiska, do których nie ma dróg dojazdowych. Tam gdzie da się dojechać, pracownicy Parku dogaszają pożarzyska wodą z beczkowozu.
Walka z żywiołem trwała wczoraj nie tylko w dzień, ale także w nocy. To prawdziwe wyzwanie logistyczne, zwłaszcza, gdy strażacy i Służby Parku muszą dostać się do miejsc, gdzie nie ma mostów. Właśnie dlatego prom we Wroceniu rozpoczął przewóz aut. Wczoraj popołudniu pożar dotarł do wydm Tchórze Grzędy i na uroczyska Nowy Świat. Wieczorem dotarł już przez całą dolinę aż na Grzędy i wszystkie siły skupiono na próbie powstrzymania linii ognia, aby ogniem nie zajęły się lasy na Grzędach i Czerwonym Bagnie. Najgorzej było za lasem wroceńskim w stronę rzeki Ełk. W nocy natomiast ogień rozprzestrzeniał się w kierunku zachodnim (Dawidowizny, Wólki Piasecznej, Goniądza).
Jak możemy pomóc?
Przyczyną pożarów jest prawdopodobnie wypalanie traw. Choć roczny budżet Biebrzańskiego Parku Narodowego na walkę z pożarami wyczerpał się, pomoc finansują Lasy Państwowe i Ministerstwo Środowiska, a akcją gaśniczą dowodzi Państwowa Straż Pożarna. Jak wynika z wtorkowej aktualizacji Lasów Państwowych wysłano 4 Samoloty Dromader Lasów Państowych, podczas gdy pożar objął już 1400 hektarów parku. Na tę chwilę wiadomo, że zniszczenia są dużo większe i spłonęło już ponad 3000 hektarów.
Dzisiaj wysłano helikopter gaśniczy airbus AS350. Minister Woś zapowiedział, że pieniędzy nie zabraknie, a Piotr Müller poinformował, że premier Morawiecki zarządził dziś odprawę służb do pomocy oraz podjął decyzję o przekazaniu dodatkowych środków finansowych, ale wiele osób traktuje te obietnice z nieufnością. Trudno się dziwić, priorytety naszego rządu często pozostawiają sporo do życzenia.
Zwłaszcza, że dyrekcja Parku Biebrzańskiego poprosiła o pomoc:
Cały post znajdziecie poniżej:
Dzisiaj powstała także zbiórka na portalu Siępomaga i dotychczas udało się uzbierać ponad 20 tysięcy złotych. To wspaniała wiadomość, ale należy pamiętać o jak dużym terenie mówimy i z iloma trudnościami logistycznymi mierzą się strażacy. Warunki są trudne, panuje susza, dodatkowo trzeba pamiętać o środkach ostrożności związanych z pandemią koronawirusa i bez względu na to, co deklaruje polski rząd - Biebrzański Park Narodowy potrzebuje naszego wsparcia.
Ciężko oszacować dokładną liczbę ofiar, ale sama myśl o setkach zwierząt płonących żywcem żywcem sprawia, że serce się kraja.


