Długo nie było Was słychać, martwiliśmy się.
E: Nigdy nie myśleliśmy o tym, żeby zrezygnować z muzyki. Przerwa była spowodowana kilkoma czynnikami, między innymi pandemią. Graliśmy cały czas, ale nasz stosunek do tego, co chcemy grać nieco się zmienił. Dorastamy /śmiech/.
M: Mieliśmy też zmianę wytwórni, w zasadzie transformację - podpisaliśmy się z sub-labelem Universala, w którym byliśmy do tej pory.
Ta zmiana jest bardzo interesująca, ponieważ dostaliśmy przed chwilą podpowiedź, że jest jest to label dla młodych ludzi, młodych artystów. To jak z tym dorastaniem?
E: Island Records dopiero startuje, jest świeża energia, są tam super ludzie. Wiadomo, że my jesteśmy trochę inni konceptualnie od większości projektów muzycznych w Polsce, ponieważ śpiewamy po angielsku i po francusku.
To prawda, ale świetnie mówicie po polsku. Czy ta zmiana pociągnęła za sobą zmianę Waszego myślenia o tym, jaki materiał będzie na nowej płycie?
M: Niezupełnie, ale na pewno było jakieś twórcze dorastanie przez te kilka ostatnich lat, był czas, żeby próbować nowych rzeczy, wybrać kierunek i my też zmieniliśmy się jako ludzie od premiery naszej pierwszej płyty. To dosyć naturalne zmiany.
Opowiedzcie o nowej piosence. Powstała wiele lat temu, prawda?
M: Ta piosenka nazywa się „Six Seconds”, stworzyliśmy ją w 2017 roku. Powstała w 20 minut, na parkingu wytwórni, przy okazji współpracy z brytyjskim muzykiem Danielem Shah. Była grana na wielu koncertach w różnych wersjach, bo tak szczerze to dojrzewała z nami, więc i ona się pozmieniała. Zawsze na koncertach była grana inaczej, nawet kiedyś w barze w Paryżu zaśpiewaliśmy ją na jam night. To był open mic, graliśmy pod zupełnie inną nazwą, udawaliśmy, że jesteśmy innymi ludźmi. Zrobiliśmy testowanie piosenek na francuskiej publiczności.
Skoro za każdym razem graliście ten singiel w trochę innej wersji, to która znajdzie się ostatecznie na płycie?
Dusza tej piosenki zawsze jest ta sama, szkielet zawsze ten sam. To jest ta rzecz, która zostaje i podoba się słuchaczom pomimo zmian.
Wspomnieliście o tym, że śpiewacie w kilku językach, „ 6 seconds” jest po angielsku. Z którym językiem lubicie pracować najbardziej?
M: Ja uważam, że to jest fajne móc pracować w kilku językach. To sprawia, że mózg staje się bardziej elastyczny. Jest to zarówno ćwiczenie, jak i więcej możliwości, narzędzi do pracy.
E: Ten kawałek jest po angielsku, bo stworzyliśmy go z Brytyjczykiem, nie mogło być inaczej. Na nowej płycie będziemy śpiewać po francusku.
Piękny teledysk to Wasze dzieło?
M: Tak! Było przy nim ogromnie dużo pracy – zdjęcia kręciliśmy w trakcie pandemii, ale post produkcja trwała tygodniami. Bardzo dużo efektów, kolorów, przejść. Wydaje nam się, że wygląda dobrze, mamy nadzieję, że spodoba się odbiorcom.
E: Tego jeszcze nie wiemy. Obecnie na świecie wydaje się sporo singli przed wydaniem albumu i tym tropem chcemy pójść. Dzisiaj „6 Seconds”, a już wkrótce kolejna, nowa piosenka. Stay tuned!
rozmawiała: Agnieszka Sielańczyk