Kiedy zamknęła swój sklep internetowy, to już wiadomo było, że coś się dzieje. Od kilku dni dostarczała nam tajemniczych wskazówek, aż w końcu 16 czerwca serwis streamingowy Tidal poinformował na Twitterze, że nadchodzi „Renaissance”.
Beyoncé wraca z nowy albumem po 6 latach przerwy. Jest to jej pierwsza solowa płyta od czasu świetnie przyjętego „Lemonade”. Jej poprzedni album ukazał się w 2013 roku. Oba krążki pojawiły się raczej niespodziewanie, a jedyną wskazówką była aktywność artystki w sieci. Kiedy więc Queen Bee zaczęła usuwać swoje zdjęcia profilowe z mediów społecznościowych, można było wnioskować, że idzie nowe.
Wyczekiwany powrót
Premierze nowego krążka towarzyszy także sesja dla brytyjskiego „Vogue’a”. Jest eklektycznie, innowacyjnie, futurystycznie i odważnie. Beyoncé pozuje raz z motocyklem, raz z koniem. Innym razem siedzi na gigantycznej kuli dyskotekowej. Wszystko to zostało uwiecznione przez fotografa Rafaela Pavarottiego. Czy jednak estetyka sesji będzie łączyć się z tym, co usłyszymy już niedługo? Tego na razie nie wiadomo.
Wszystko, co wiemy o nowej płycie
Grafika udostępniona na profilu Tidala wskazuje na to, że album jest częścią większego projektu, a „Renaissance” to zaledwie „Akt I”. Ponadto brytyjski „Vogue” zdradza, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się „ekscytujących obfitości” od 28-krotnej zdobywczyni Grammy.
Można już także zamawiać preorder płyty. Stąd wiemy, że na nowym albumie znajdzie się aż 16 utworów. Jak twierdzi brytyjski „Vogue”, Beyoncé, tym razem skupiła się głównie na brzmieniach amerykańskiej muzyki końca XX wieku. Według magazynu jest to jej najbardziej ambitny projekt muzyczny.
Portal „Variety” ustalił natomiast, że na płycie znajdziemy zarówno utwory taneczne, jak i utwory w country. W tworzenie krążka miał być zaangażowany Ryan Tedder z OneRepublic, który współpracował z Bey przy „Halo”.
/tekst: Julia Czerniak/


