W ciemności Central Parku, 26 sierpnia 1986 roku, odnaleziono ciało Jennifer Levin. Jej morderca, Robert Chambers, znany później jako „The Preppy Killer”, przyznał się do zabójstwa. Trzydzieści lat później Brandon Flowers, frontman zespołu The Killers, wskrzesza jej historię w utworze „Jenny Was a Friend of Mine”.
Fascynacja zbrodniami seryjnych morderców nie jest nowym zjawiskiem kulturowym, choć ostatnia dekada przyniosła jej wyraźną intensyfikację. Każdego tygodnia na Netfliksie pojawia się kolejny dokument, obiecujący nowe dowody w sprawie niesławnego zabójcy lub wydobywający z mroku niepamięci postać dotąd nieznaną szerszej publiczności. Jednak długo przed erą streamingu, gdy naszą uwagę pochłaniały bingewatche dokumentalnych serii, muzycy już eksplorowali mroczne zakamarki ludzkiej natury, tworząc muzyczne kroniki najokrutniejszych zbrodni.
Oto 10 piosenek o prawdziwych zbrodniach:
1/10
„Jeremy” Pearl Jam
Jeremy opowiada historię inspirowaną prawdziwym wydarzeniem z 1991 roku, kiedy to 15-letni Jeremy Wade Delle popełnił samobójstwo na oczach swojej klasy w szkole w Richardson w Teksasie. Piosenka porusza tematykę zaniedbania, znęcania się i alienacji społecznej, które mogły doprowadzić nastolatka do tego desperackiego czynu. Zapewne nigdy nie dowiemy się, dlaczego J.W.D. to zrobił. Policja odnalazła list pożegnalny, który jednak nie został nigdy ujawniony i najpewniej nie będzie – sprawa ma już ponad 24 lata.