Żywe wciąż żywe. To ono zapoczątkowało boom na piwa niepasteryzowane
12-08-2021

W 2004 roku Polska weszła do Unii Europejskiej i zorganizowała pierwsze wybory do Parlamentu Europejskiego. Wtedy też w stolicy padła rekordowa wygrana w Dużym Lotku – nieco ponad 20 milionów złotych. W tym samym czasie z Pyrzowic wystartował pierwszy lot tanich linii lotniczych Wizz Air do Londynu, a w polskim piwowarstwie… wiało nudą. Co się zmieniło od tamtej pory? Powstało Żywe, piwo, które zapoczątkowało boom na piwa niepasteryzowane.

Żywe wciąż żywe

Na początku wieku na polskim rynku królowały piwa koncernowe o przedłużonej trwałości. Dopiero pojawienie się Żywego sprawiło, że zaczęto inaczej myśleć o tym trunku. Przydatność piwa niepasteryzowanego wynosi maksymalnie kilkadziesiąt dni. Żywego – 35 dni. To jeden z elementów, które wpłynęły na zwrot w stronę naturalności, tradycji oraz filozofii slow food.

– Warząc Żywe, zwróciliśmy się w stronę slow food, trendu dopiero raczkującego w naszym kraju. Interesowała nas naturalność oraz świadoma, powolna i zrównoważona konsumpcja. W takich właśnie produktach widzieliśmy swoje miejsce na rynku – wspomina Marek Skrętny, dyrektor marketingu i rozwoju Browaru Amber.

Od kontrowersji do popularności

Droga do sukcesu Żywego była jednak wyboista, a jego początki – mówiąc delikatnie – dość nieśmiałe. W pierwszych miesiącach sprzedawały się pojedyncze butelki. Niemniej piwo wywołało poruszenie, a nawet pewne kontrowersje wśród dystrybutorów i konsumentów. Po pierwsze, nie było to piwo tanie w porównaniu z popularnymi wówczas markami koncernowymi (m.in. zapomnianymi już piwami Gulczas czy Volt). Na forum Browar.biz zaraz po premierze pojawił się wpis: „Plusa przyznaję Amberowi za piwo, ale z ceną to grubo przesadzili. Znajomy kupował to piwko w sklepie no i butelka 0,5 l kosztowała 3,19 zł, przesada naprawdę” (źródło: piwolucja.pl).

W 2004 roku nie do końca było też wiadomo, do czego Żywe porównać. Obawy budził także krótki termin przydatności. Również dziś wymaga on od Browaru Amber zaawansowanej logistyki. Od razu po wyprodukowaniu piwo musi trafić na sklepowe półki. Każdy dzień jest na wagę złota.

Nazwa piwa, etykieta i umieszczony w centralnym miejscu napis „niepasteryzowane” działały jednak na wyobraźnię konsumentów. Z czasem Żywe zaczęło zyskiwać na popularności, stając się rozpoznawalne nie tylko na Pomorzu, ale też w Warszawie, Małopolsce czy na Śląsku.

Piwo zapracowało na swoją reputację m.in. dzięki obecności na różnych festiwalach kulinarnych. Po Żywe sięgnęli też restauratorzy, właściciele pubów i hoteli. Do dziś Żywe sprzedaje się bardzo dobrze. I to w czasach, gdy następuje odwrót od tego rodzaju piw, a kolejne niepasteryzowane marki zaczynają znikać ze sklepów.

alt text

Pierwszy plakat promujący Żywe.
 

Kolekcjoner tytułów

Żywe to jedno z najbardziej utytułowanych piw w Polsce. Pierwsze w kraju z rekomendacją Slow Food, międzynarodowej organizacji, która „chroni prawo do smaku” i wspiera niewielkich regionalnych producentów żywności.

– Współpraca ze Slow Food Polska to przełom na naszym rynku. Do momentu, gdy uzyskaliśmy rekomendację organizacji, nikt nawet nie myślał o piwie jak o produkcie mogącym stanowić część kultury, do której należą sery, pieczywo, wędliny czy przetwory pochodzące z małych rodzinnych manufaktur. Żywe to symbol pierwszej piwnej rewolucji w Polsce – przekonuje Marek Skrętny.

Żywe posiada także znak jakości Poznaj Dobrą Żywność przyznawany przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Certyfikat jest odnawiany co cztery lata.

– Za każdym razem należy wykazać, że produkt nie zmienił swojej receptury i wciąż jest wytwarzany w ten sam sposób, z tych samych składników i przez tych samych piwowarów – zapewnia Marek Skrętny.

udostępnij