5 artystów, dla których warto wybrać się na Tauron Nowa Muzyka Katowice 2021

24-07-20211 min czytania
5 artystów, dla których warto wybrać się na Tauron Nowa Muzyka Katowice 2021
fot. materiały promocyjne
W tym roku Tauron Nowa Muzyka Katowice to jeden z niewielu festiwali, które odbędą się w kształcie zbliżonym do tego, który znamy z przeszłości. Może artystów i scen będzie na nim trochę mniej, a zaszczepieni będą musieli okazać przed wejściem na teren imprezy swój szczepionkowy paszport, ale co z tego, skoro finalnie festiwal zapowiada się nie gorzej niż w poprzednich latach? Wystarczy spojrzeć na obiecujący, bardzo ciekawy line-up, żeby naszła człowieka ochota na zakup karnetu i wyjazd do Katowic na przełomie lipca i sierpnia (festiwal, którego nie byłoby, gdyby nie pomoc miasta Katowice i firmy Tauron odbędzie się w dniach 29.07-1.08).
A jeśli kogoś ta ochota nie nie naszła do tej pory, to prawdopodobnie najdzie zaraz, bo przygotowaliśmy dla was zestawienie pięciu artystów, których koncerty nie tylko sprawiają, że z przyjemnością udamy się na Górny Śląsk, ale wręcz, że już nie możemy się tego doczekać. Słuchajcie i nie dziękujcie.
1/5
Floating Points
Chyba główny headliner tegorocznej imprezy. I nic dziwnego – Sama Shepherda musi kojarzyć każdy, kto choć trochę interesuje się muzyką elektroniczną i nie spędził ostatniej dekady w śpiączce. Floating Points znany jest z podkopywania granic między taneczną elektroniką, jazzem, a nawet muzyką klasyczną (choć nie dajcie się zwieść pozorom – Shepherd potrafi zagrać także mocniej, wystarczy przypomnieć sobie album "Crush" z 2019 roku). Ostatnio jednak Floating Points poszedł w jazz i muzykę klasyczną całkiem dosłownie – wydany w marcu album "Promises" nagrał we współpracy z sędziwym już mistrzem spiritual jazzu Pharoahem Sandersem oraz orkiestrą London Symphony Orchestra. Skutek jest taki, że mamy już koniec lipca, a to wciąż jedna z najciekawszych płyt tego roku. Bardzo jesteśmy ciekawi, co właściwie Shepherd pokaże w Katowicach, tym bardziej że przyjedzie przecież bez Sandersa i LSO. No cóż, jest tylko jeden sposób, żeby się tego dowiedzieć...
GusGus
GusGus to jeden z najbardziej znanych islandzkich zespołów, a przy tym prawdziwa instytucja na scenie... no właśnie, na jakiej właściwie scenie? Trudno powiedzieć, bo muzyka grupy – mimo że przecież przystępna – od lat wymyka się sztywnym klasyfikacjom. Na pewno sporo w niej popu, ale z drugiej strony nie mniej dziedzictwa IDM-u. Zespół nie boi się także sięgać po ambient, techno, trip-hop czy house i dosłownie wszystko, co jest mu potrzebne do uzyskania zamierzonego efektu. Ten zaś można określić w zaokrągleniu jako melancholijną, choć przeznaczoną do tańca muzykę pop przyszłości. A z racji, że piszemy tu o festiwalu, musimy jeszcze wspomnieć o tym, że koncerty GusGus wykraczają daleko poza to, co zwykle rozumiemy pod hasłem "koncert". Bliżej im raczej do wykorzystujących wiele mediów performensów.
Acid Arab
Nazwa grupy nie jest przypadkowa – Acid Arab za punkt honoru stawia sobie przemycenie do świata muzyki elektronicznej jak największej dawki kultury arabskiej. Innymi słowy można powiedzieć, że muzyka tego francuskiego zespołu to dźwiękowe odbicie kulturowego tygla, jakim jest Paryż. W końcu w stolicy Francji kultury arabskiej nie brakuje! Ale tygiel kulturowy tyglem kulturowym, a tymczasem Acid Arab to zespół, który najzwyczajniej w świecie rozkręca na parkiecie ognistą imprezę. Czyli robi coś, co lubimy (prawie) wszyscy, niezależnie od tego, jakie zdarzyło nam się mieć korzenie.
Jennifer Cardini
Ta francuska DJ-ka mieszkająca na co dzień w Kolonii to już dziś chodząca legenda muzyki elektronicznej. W swoich propozycjach miesza techno, electro i house, a wszystko po to, żeby wyczarować z nich energetyczną imprezową bombę – tylko najtwardsi zdołają nie poruszać choćby tylko jedną nogą, kiedy gra Jennifer. Ale nie starajcie się być twardzi. Zamiast tego po prostu dajcie się porwać brzmieniom, które na co dzień wypełniają tak słynne miejsca jak Panorama Bar czy Fabric, w których regularnie występuje artystka. Jeśli nie chcecie zatracić się w tańcu, nawet nie przechodźcie obok sceny, na której gra Cardini. Żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy!
Zdechły Osa
Dawno nie było takiego debiutu na polskiej scenie! Osa to niby raper, ale jakiś inny niż pozostali raperzy – w swoich utworach nie tylko rapuje, ale też krzyczy, skanduje i śpiewa (choć nie umie). Stylistycznie jest zupełnie poza szufladkami – nie boi się sięgnąć ani po niewybredny drum and bass ani po punk rocka (po ten drugi gatunek sięga właściwie cały czas). Jego muzyka jest niełatwa do opisania, ale jeszcze trudniejsza do zapomnienia, a teksty bystre i autentyczne, często przezabawne (choć operujące specyficznym humorem) i bezkompromisowe. Choć sam przyznaje, że nie przepada za hip-hopem, nie przeszkadza mu to być obecnie jednym z najciekawszych raperów w Polsce. A nie zapominajmy, że przecież dopiero co wydał debiutancki album (nazywa się "Sprzedałem dupe", posłuchajcie koniecznie!). Uwaga: jego koncerty są dzikie, więc pod sceną radzimy na siebie uważać.
FacebookInstagramTikTokX