Menu
K MAG Logo
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Ludzie
  • Sklep
K MAG Logo
FacebookInstagramTikTokX
  • K MAG Logo
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Ludzie
  • Sklep
  • Search
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
K MAGKup nowy numer
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Fundacja K MAG
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film

13 znakomitych, mało popularnych filmów z festiwalu Sundance

Autor: Monika Kurek
26-01-2020 • 2 min czytania
13 znakomitych, mało popularnych filmów z festiwalu Sundance
13 znakomitych, mało popularnych filmów z festiwalu Sundance
"Przed wschodem słońca", fot. Colombia Pictues
Każdego roku w styczniu w Stanach Zjednoczonych odbywa się święto filmów niezależnych, czyli festiwal Sundance. Po raz pierwszy odbył się w 1978 roku z inicjatywy Roberta Redforda i od tamtej pory regularnie dostarcza miłośnikom kina mnóstwo znakomitych, wartościowych tytułów. Ponieważ 24 stycznia rozpoczęła się tegoroczna edycja Sundance, przygotowaliśmy przegląd najciekawszych filmów z poprzednich lat.

Małe wielkie kino

Do Utah zjeżdżają się nie tylko gwiazdy promujące swoje filmy oraz widzowie, ale także potencjalni nabywcy wyświetlanych filmów. Studia filmowe, platformy streamingowe i duże koncerny, które są zainteresowane dystrybucją poszczególnych pozycji. Przykładowo, w 2019 roku A24 kupiło "Kłamstewko" za 6 milionów dolarów, Amazon wyłożył 5 milion dolarów na "Słodziaka" i 14 milionów dolarów na "Raport" z Adamem Driverem, a Netflix za niecałe 3 miliony dolarów nabył prawa do dokumentu małżeństwa Obama "American Factory".
Choć sam festiwal jest dość niszowy, niektóre pozycje zdołały zdobyć niemałą popularność, a nawet zwrócić uwagę Akademii. Dobrymi przykładami są "Whiplash", "Tamte dni, tamte noce" (których nie wymieniliśmy właśnie ze względu na popularność) czy "Manchester by the Sea". Inne po prostu zapisały się w popkulturze, jak np. "500 dni miłości" z Josephem Gordonem-Levittem i Zooey Deschanel, "Heathers" z Winoną Ryder lub "Mała miss".

Śmiech przez łzy

Ponadto należy w tym miejscu wspomnieć, że podczas Sundance 1992 swoją premierę miały "Wściekłe psy" Tarantino, a w 1994 roku "Sprzedawcy" Kevina Smitha. Na niepozornym festiwalu debiutował także przełomowy "American Psycho" z Christianem Bale'em, pierwsza część "Piły", dziwaczne "Zęby" o nastolatce z zębami na pochwie, kultowy "Blair Witch Project" oraz niepokojąca "Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii" Roberta Eggersa. Przekrój jest więc naprawdę imponujący.
Festiwal może poszczycić się bardzo specyficzną reputacją w przemyśle filmowym. Utarło się nawet powiedzenie, że dany film jest w stylu Sundance. Przykładowo, w niemal każdej recenzji "Córki trenera" z Jackiem Braciakiem i Karoliną Bruchnicką padało przyrównanie do Sundance. I rzeczywiście - poczucie nostalgii, ulotności, długie romantyczne kadry, nieoczywiste tematy, śmiech przez łzy i zabawa światłem są znakiem rozpoznawczym wielu produkcji wyświetlanych podczas tego wydarzenia.
Tak jak nie sposób przepłynąć ocean, tak również nie jesteśmy w stanie wskazać wszystkich najlepszych filmów w długiej historii festiwalu Sundance. To jednak dobra wskazówka, by przyjrzeć mu się nieco bliżej.
Poniżej prezentujemy 13 najciekawszych, mało popularnych pozycji z festiwalu Sundance:
1/13
Przed wschodem słońca (1995, reż. Richard Linklater)
Czasem jedna chwila może zaważyć na całym życiu. Przekonują się o tym bohaterowie "Przed wschodem słońca", Celine (Julie Delpy) i Jesse (Ethan Hawke), którzy poznają się podczas podróży pociągiem. Pod wpływem impulsu i wzajemnego zauroczenia decydują się wysiąść w Wiedniu i spędzić tam jedną noc. Choć nie przydarza im się nic specjalnego (próżno szukać tutaj samochodowych pościgów czy kryminalnych intryg), chemia pomiędzy Francuzką a Amerykaninem jest niesamowita. Od połowy filmu coraz bardziej dojmujące jest poczucie nieuchronności, bo doskonale wiemy, że w końcu para musi się rozstać. Linklater znakomicie przedstawił kiełkujące uczucie i zakochanie od pierwszego wejrzenia, z łatwością zamykając piękną, ale i w pewien sposób tragiczną historię miłosną na przestrzeni zaledwie jednego dnia.
Trzynastka (2003, reż. Catherine Hardwicke)
Można odnieść wrażenie, że po serialach takich jak "Skins", "Plotkara", "Skam" czy "Euforia" portretowanie dojrzewania w oparciu o doświadczenia seksualne oraz eksperymenty z narkotykami już nie jest w stanie zaskoczyć dorosłej widowni. Jednak w 2003 roku, gdy miała miejsce premiera "Trzynastki" w reżyserii Catherine Hardwicke ("Dziewczyna w czerwonej pelerynie", "Zmierzch"), film był prawdziwym szokiem i podzielił widownię.
Tracy (Evan Rachel Wood) szuka różnych sposobów, by zwrócić uwagę swojej matki, zajętej nowym chłopakiem. Tak trafia na popularną Evie i wkrótce dziewczyny zaczyna łączyć toksyczna, destrukcyjna przyjaźń, która doprowadza je obie na sam skraj. Uciekają w ten sposób od niechcianych uczuć, problemów oraz pretensji niczego nie rozumiejących dorosłych. Jest ponuro, gorzko i realistycznie. W tle mocno wybrzmiewają relacje z matkami, a choć w "Trzynastce" nie brakuje śmiechu, jest to śmiech płytki i podszyty rozpaczą.
Zły dotyk (2004, reż. Gregg Araki)
2005 rok był świetnym rokiem dla Josepha Gordona-Levitta. Oprócz premiery "Złego dotyku", do konkursu zakwafilikował się kryminał noir "Kto ją zabił" z Lewittem w roli głównej, który został również dobrze przyjęty przez recenzentów i publiczność. "Zły dotyk" został nakręcony na podstawie powieści Scotta Heima pod tym samym tytułem i opowiada o nastoletnim Bryanie, który próbuje rozwikłać zagadkę luki w swojej pamięci obejmującej czasy dzieciństwa. W swoich snach widzi głównie kosmitów i innego chłopca, mogącego być kluczem do jej rozwiązania. Jest nim Neil, zarabiający jako męska prostytutka. Co takiego wydarzyło się kilka lat wcześniej, od czego pomimo usilnych starań obaj nie mogą uciec? Gordon-Lewitt jest bezbłędny, "Zły dotyk" zostawia po sobie druzgocące poczucie niesprawiedliwości, niepokoju i złości, a finalna sekwencja wgniata w fotel.
Na śmierć i życie (2013, reż. John Krokidas)
Daniel Radcliffe i Dane DeHaan ("Lekarstwo na życie", "Life", "Two Lovers and a Bear", "Tulipanowa gorączka") dają popis swoich umiejętności aktorskich w opowieści o słynnych beatnikach. Zadymione puby, poezja i wielkie postacie, które znamy z kart historii. Krokidas zresztą wzorował się na prawdziwych wydarzeniach. Oprócz pogoni Jacka Keroucka i Allana Ginsberga za inspiracją, to również historia o obsesji i pożądaniu w czasach, w których homoseksualizm był karany więzieniem i nieakceptowalny społecznie. Kiedy Ginsberg (Radcliffe) poznaje Luciena Carra (DeHaan) jest zafascynowany jego wizjonerstwem, kreatywnością i bezpośredniością. Wydaje mu się geniuszem, choć sam Carr nie pisze ani fikcji ani poezji. Dzięki swojej charyzmie świetnie odnajduje się w gronie twórców, w rzeczywistości szukając ucieczki przed swoim prześladowcą, podążającym za nim od kiedy był nastolatkiem. Imprezy i jazz przeplatają się tutaj z echem przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć.
Przechowalnia numer 12 (2013, reż. Destin Daniel Cretton)
Zanim Brie Larson i Rami Malek otrzymali Oscary, wystąpili w poruszającej "Przechowalni numer 12", która zadebiutowała i została nagrodzona podczas festiwalu Sundance. Film otwiera scena, w której półnagi chłopiec wybiega z domu sprintem z amerykańską flagą na plecach w rytm gwizdów i krzyków, co świetnie obrazuje codzienną rzeczywistość w ośrodku dla trudnej młodzieży prowadzonym przez Grace (Larson) i Masona (John Gallagher, Jr). Choć Grace i Mason są parą od wielu lat, dziewczyna ma duże problemy z otworzeniem się i pełnym zaufaniem drugiej osobie. Na ich relacje wpływają również problemy mieszkańców ośrodka, którym starają się pomóc. "Przechowalnia numer 12" uderza tam, gdzie boli najbardziej. Nastolatka pisze wierszyk o ośmiornicy i rekinie, będący metaforą molestowania seksualnego przez ojca, zaś czarnoskóry chłopiec rapuje o nieznajomości normalnego życia. Tutaj nadzieja to małe kroki, jak wypełnienie formalnej skargi czy zapisanie się do terapeuty. To mocny obraz, który na długo zostaje w pamięci.
Manchester by the Sea (2016, reż. Kenneth Lonergan)
Dzieło Lonergana dokonało tego, czego wielu filmom się nie udało. "Manchester by the Sea" skutecznie przebił się do szerszego grona odbiorców, docierając do samej Akademii przyznającej nominacje do Oscarów. Casey Affleck wciela się w rolę pozbawionego perspektyw i chęci do życia woźnego, na którego nieoczekiwanie spada obowiązek opieki nad synem brata (Lucas Hedges). Musi przez to zmierzyć się z demonami przeszłości oraz powodem, dla którego opuścił rodzinne miasto i rozwiódł z żoną (Michelle Williams). Lonergan jakimś cudem unika patosu i melodramatyczności, serwując poruszającą przypowieść o relacjach międzyludzkich, błędach, wybaczaniu oraz emocjonalnym samobiczowaniu. Nie ma tutaj otwarcia ani nawet zamknięcia, nie ma fajerwerek ani jednoznacznych rozwiązań, po prostu towarzyszymy bohaterom podczas danego fragmentu ich życia, odczuwając wraz z nimi zagubienie, niepewność i gorycz.
Earl i ja, i umierająca dziewczyna (2015, reż. Alfonso Gomez-Rejon)
"Gwiazd naszych wina" zapoczątkowało nowy nurt romantycznych filmów dla nastolatków, w których jeden z głównych bohaterów umiera na cieżką, nieuleczalną chorobę, zostawiając swoją zakochaną drugą połówkę. "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" jest tego wszystkiego zaprzeczeniem, oferując świeże spojrzenie na temat choroby w tak młodym wieku. Główny bohater jest egoistą i wcale nie zakochuje się w Rachel. Spotyka się z nią na polecenie matki i kręci dla niej film na prośbę najładniejszej dziewczyny w szkole. Swój czas spędza głównie na robieniu parodii klasycznych filmów ze swoim szkolnym kolegą, Earlem, z którym nie ma zbyt wielu wspólnych zainteresowań. Nieoczekiwanie to właśnie on staje się największym czarnym koniem produkcji. Gomez-Rejon tchnął w swoich bohaterów pewien urok, czerpiąc garściami z czarnego humoru i nadając tragedii tak lekką formę, na ile to możliwe, przy zachowaniu realizmu.
Florida Project (2017, reż. Sean Baker)
Ach, jakiż ten film ma w sobie urok! Halley (Bria Vinaite) ma kolorowe włosy, nosi krótkie szorty, nie ma stałej pracy i mieszka w fioletowym motelu z basenem, Magic Castle, nieopodal amerykańskiego Disneylandu. Ma również malutką córeczkę, Moonee (Brooklynn Prince), która ma nieskończone pokłady energii do zabawy i psot. Kontrast skrajnego ubóstwa z milionerami odlatującymi kawałek dalej helikopterami do parku rozrywki uchodzącego za symbol szczęśliwości jest niesamowicie porażający. Wydarzenia obserwujemy właśnie z perspektywy Moonee, a motel zamieszkują zarówno osoby żyjące tam od lat (jak Moonee i Halley), jak i turyści planujący wycieczkę do Disneylandu.To debiut akorski zarówno Vinaite, jak i Prince, i obie grają znakomicie. W zarządcę motelu wciela się natomiast Willem Defoe, który za swoją rolę otrzymał Oscara. Jest tutaj dużo krzyku, kolorów, emocji i dopiero po przebiciu się przez tę warstwę docieramy do esencji, czyli biedy i patologii. Baker zręcznie dekonstruje american dream, kończąc jednak swoje dzieło bardzo amerykańsko. Pozycja obowiązkowa.
A Ghost Story (2017, reż. David Lowery)
To nie jest film dla wszystkich, bo dzieje się w nim stosunkowo niewiele. Zwłaszcza sporo żartów generuje scena jedzenia ciasta przez M. (Rooney Mara), która trwa około czterech minut. W "Ghost Story" Mara wciela się w bohaterkę, która traci swojego ukochanego, C. (Casey Affleck). Od tego momentu narrację przejmuje... jego duch, obserwujący M. podczas codziennych czynności. Ten duch jednak nie mówi, nie je, nie ma żadnej mocy, ani nawet ludzkiej postaci. Lowery mierzy się z pytaniem, co właściwie dzieje się z nami po śmierci i nie da się ukryć, że jego interpretacja może być jedną z najbardziej trafnych w kinematografii. To dzieło, może nawet arcydzieło, o odchodzeniu, ulotności oraz traumie po stracie bliskiego. W pewnym momencie zmienia się układ sił, gdy M. wyprowadza się, a uwiązany duch C. pozostaje w ich domu, do którego wprowadza się nowa rodzina. Trudno zakończyć ten seans bez poczucia złamanego serca.
Assasination Nation (2018, reż. Sam Levinson)
Jak wyglądałoby polowanie na czarownice we współczesnych czasach? Choć "Assasination Nation" to połączenie estetyki Tumblra i Instagrama, grają w nim internetowe gwiazdy, jak Bella Thorne, Suki Waterhouse czy Hari Nef (a partneruje im przystojny Bill Skarsgård), film ma do zaoferowania dużo więcej. Miasteczko Salem z wizji Levinsona jest prześladowane przez hakera, który niszczy życie kolejnym mieszkańcom, udostępniając w internecie ich prywatne dane i wiadomości. W końcu spotyka to również główną bohaterkę, Lily (Odessa Young), a wyjście na jaw jej relacji ze starszym mężczyzną robi z niej łatwy cel. Sprawy szybko wymykają się spod kontroli i okazuje się, że Lily nie jest jedyną dziewczyną, której przyjdzie o siebie walczyć. Punktem zwrotnym jest właśnie złapanie za broń i przeciwstawienie się prześladowcom. Bunt Lily staje się pretekstem do powstania, a dziewczyny Salem wychodzą na ulice. Co najlepsze, "Assasination Nation" pomimo epatowania seksualnością, jest bardzo feministycznym filmem. To także współczesna, bezlitosna satyra na social media, podwójne standardy oraz absurdalne oczekiwania wobec kobiet.
Przepraszam, że przeszkadzam (2018, reż. Boots Riley)
Ironiczna, satyryczna, absolutnie odjechana czarna komedia o żmudnej drodze na szczyt w korporacji. Jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by odnieść sukces? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć sobie główny bohater, Cassius, grany przez Lakeith Stanfielda, który otrzymuje posadę telemarketera. Początkowo idzie mu kiepsko, co zmienia się dopiero wtedy, gdy kolega z pracy zdradza mu pewien sekret. "Przepraszam, że przeszkadzam" to wielowymiarowa krytyka kapitalizmu, dotykająca kwestii takich jak biały przywilej czy rola social mediów. Punktem wyjścia wszelkich wynaturzeń jest współczesny świat. Czy w przyszłych reality-show uczestnicy dadzą się pobić w zamian za walizkę pieniędzy? Czy duże koncerny znajdą jakiś sposób, by pracownicy mogli pracować dłużej i wydajniej jeszcze mniejszym kosztem? Odpowiedzi są dość intrygujące, lecz nie zdradzamy więcej, by nie zepsuć seansu.
Przedszkolanka (2018, reż. Sara Colangelo)
Znakomita Maggie Gyllenhaal w roli przedszkolanki, Lisy, która odkrywa w swoim uczniu niezwykły talent poetycki. Lisa traktuje to bardzo poważnie, ponieważ od jakiegoś czasu sama próbuje sił w pisaniu na zajęciach poetyckich, lecz nie idzie jej najlepiej. Rekompensując własne braki, jej obsesją staje się uczynienie pięcioletniego Jimmy'ego wielkim artystą, co z czasem zaczyna wzbudzać zaniepokojenie otoczenia. Gyllenhaal cały czas balansuje na granicy natchnionej nauczycielki i podstarzałej kobiety z perwersyjnym zboczeniem, przez co trudno uniknąć wątpliwości, czy i kiedy jej zachowanie w stosunku do chłopca nabierze wymiaru seksualnego. Dużym atutem jest psychologia postaci, prowadząca do niepokojącego wniosku, że nigdy do końca nie wiadomo, co drugiej osobie może chodzić po głowie.
Słodziak (2019, reż. Alma Har'el)
Shia LaBeouf dostarczył nam w tym roku dwa świetne filmy. Zarówno "Słodziak", jak i "Sokół z masłem orzechowym" zebrały niemal 100% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes i zostały obsypane mnóstwem nagród. "Słodziak" to bardzo osobisty film opowiadający o skomplikowanej relacji LaBeouf z ojcem. Aktor nie tylko napisał scenariusz, ale również wcielił się w rolę własnego ojca. Jego samego gra natomiast Lucas Hedges ("Machester by the Sea") i panowie dają niezły popis umiejętności. Choć przez większość czasu wydaje się, że postać jest przedstawiona z kontry, a on sam jest bohatem negatywnym, w rzeczywistości "Słodziak" to film o miłości. Trudnej, ale nadal miłości. Bardzo ciekawym wątkiem jest relacja młodziutkiego Shii ze sporą starszą dziewczyną graną przez FKA Twigs, przedstawiona w niezwykle magiczny i subtelny sposób. LaBeouf gra tutaj całym sobą i oferuje widzowi wspólną podróż, która może przynieść mu wymarzone katharsis. Czy przynosi? Zdecydowanie, bo to zamknięta kompozycja - poplamiona krwią laurka dla ojca.
FacebookInstagramTikTokX

Polecane

Korupcja i molestowanie seksualne. Tuż przed Grammy zawieszona prezeska pozywa Akademię

Korupcja i molestowanie seksualne. Tuż przed Grammy zawieszona prezeska pozywa Akademię

Paris Hilton przyrządzająca lazanię to najlepsze, co dzisiaj zobaczycie

Paris Hilton przyrządzająca lazanię to najlepsze, co dzisiaj zobaczycie

Sceny z polskich filmów porno pozbawione kontekstu zebrano na jednym koncie na Twitterze

Sceny z polskich filmów porno pozbawione kontekstu zebrano na jednym koncie na Twitterze

Polecane

Korupcja i molestowanie seksualne. Tuż przed Grammy zawieszona prezeska pozywa Akademię

Korupcja i molestowanie seksualne. Tuż przed Grammy zawieszona prezeska pozywa Akademię

Paris Hilton przyrządzająca lazanię to najlepsze, co dzisiaj zobaczycie

Paris Hilton przyrządzająca lazanię to najlepsze, co dzisiaj zobaczycie

Sceny z polskich filmów porno pozbawione kontekstu zebrano na jednym koncie na Twitterze

Sceny z polskich filmów porno pozbawione kontekstu zebrano na jednym koncie na Twitterze