„Złote czasy sypiących kasą wytwórni skończyły się bezpowrotnie” – premiera albumu Novika & Sambor „Born Again” [WYWIAD]

Autor: Agnieszka Sielańczyk
03-04-20256 min czytania
„Złote czasy sypiących kasą wytwórni skończyły się bezpowrotnie” – premiera albumu Novika & Sambor „Born Again” [WYWIAD]
fot. Krzysztof Rejek
Album „Born Again” to projekt, który łączy autentyczne emocje ze świeżym brzmieniem, a tytuły utworów – „Hope”, „Comfort Zone”, „Take Me Back” czy „Born Again” – oddają refleksje nad codziennymi doświadczeniami.
Na płycie liryczne refleksje Noviki doskonale współgrają z produkcjami Sambora, którego nowoczesne, elektroniczne brzmienia przenikają się z nostalgicznymi odniesieniami do muzyki lat 80. i 90. „Born Again” to mieszanka energetycznych, tanecznych utworów oraz bardziej nastrojowych kompozycji, w których wyeksponowano smyki i żywy bas, tworząc niepowtarzalną atmosferę.
Singiel „Fragile” z nowej płyty to opowieść o zagubieniu młodych ludzi. W wideo Twoja nastoletnia córka. Jaką jesteś mamą?
Na początku byłam typem matki obsesyjnej, z czego zdałam sobie sprawę dużo później. Miałam też skłonność do wyręczania dziecka, czego owoce zbieram do dziś. Miałyśmy z Niną różne przeprawy, mam nadzieję, że najgorsze już za nami. Ta piosenka to pamiątka po bardzo trudnym okresie, ale też odnoszę się w niej do rodziców.
Pytam w kontekście serialu „Dojrzewanie”, o którym mówi cały świat. To serial także o nas, rodzicach. Przyznam, że dla mnie bolesny.
Chyba nigdy żaden serial nie wywołał takiego poruszenia. Jest świetny pod każdym względem, a dla mnie dodatkowo bardzo wiąże się z moją piosenką. Rodzicom najczęściej wydaje się, że znają swoje dzieci, że mając własne doświadczenia niczego nie przegapią. Albo wydaje im się, że jak odbędą dwie poważne rozmowy to dziecko weźmie sobie ich słowa do serca. Twórcy “„Dojrzewania” idą o krok dalej, bo jak można poradzić sobie z odkryciem, że twoje z pozoru niewyróżniające się niczym dziecko jest zdolne do bezwzględnej zbrodni?
Rodzicielstwo to jedno, jakie inne tematy są dla Ciebie ważne na tyle, że chcesz o tym napisać piosenkę?
Przy każdym albumie co innego jest osią warstwy lirycznej. O ile na przykład przy „Heart Times” były to głównie rozważania na temat relacji, szczególnie w stałym związku, to na „Born Again” o dziwo jest tylko jedna piosenka o miłości. Jedyna też po polsku – „Wybrzeże” – nagrana z zespołem Byty. Inne piosenki oddają emocje związane z niepokojem, zagubieniem, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i zbiorowym. Pierwszy utwór „Hope” powstał tuż po wybuchu wojny w Ukrainie, można w nim odnaleźć wątki wręcz apokaliptyczne, ale również tytułową nadzieję. Inspirują mnie wspomnienia oraz obserwacje przyjaciół i ich często niezwykle zagmatwanych sytuacje życiowe.
A to, że funkcjonujesz na polskiej scenie już ponad dwie dekady, a wciąż musisz walczyć o swoje miejsce w branży Cię nie wkurza?
Chyba już coraz mniej, bo takie wkurzanie stoi niebezpiecznie blisko frustracji, A frustracja jest niezwykle destrukcyjna dla artystów. Bardzo ważne jest, żeby umieć doceniać, a nie tylko narzekać. Trudno jest dziś funkcjonować z powodzeniem na rynku ogólnie wszystkim artystom poza ścisłym topem. Nie mogę jednak zapominać jak wiele szczęścia miałam na swojej drodze, z iloma wspaniałymi postaciami dane mi było współpracować, jak wiele niezapomnianych przygód przeżyć podczas grań klubowych.
Nie marzy Ci się kariera koleżanek po fachu, które rozdają karty?
Marzeń jest wiele, ale najwyższy czas pogodzić się, że pewne rzeczy już się nie wydarzą. Kiedyś Wojtek Mazolewski dość tajemniczo i bez kontekstu powiedział do mnie „ty nie musisz już niczego udowadniać”. Te słowa czasem do mnie wracają. A że bardzo chciałabym zagrać z zespołem na najważniejszych festiwalach i miewam chwilowe napady zazdrości, to chyba naturalne. Kocham występy plenerowe na dużych scenach, bez nich trochę tracę motywację do kolejnych działań.
Nadprodukcja muzyki to fakt. Jak odnaleźć się i utrzymać w tak przepełnionym rynku?
To bardzo szeroki temat, ale bardzo mi bliski, nie tylko z uwagi na moje własne doświadczenia. Od lat zapraszam do swoich audycji (obecnie w Radiu 357) artystów spoza głównego nurtu oraz debiutantów. Chyba nigdy nie było aż takiego tłoku w cotygodniowym grafiku premier, ale też nigdy artyści nie skarżyli się aż tak mocno na konieczność bycia non-stop aktywnym w SM, trudność w dotarciu ze swoją muzyką do odbiorców, do mediów, na znikome zarobki z muzyki odtwarzanej przez platformy streamingowe. Nie mam więc złotej porady, poza tym, żeby nie spieszyć się z debiutem.
Wejście na rynek musi być bardzo dokładnie przygotowane, przemyślane i dawkowane. Trzeba też nastawić się na pewne inwestycje, bez których nie da się przebić, szczególnie, kiedy wybiera się powszechną obecnie drogę niezależną. Złote czasy sypiących kasą wytwórni skończyły się już raczej bezpowrotnie.
Pierwsza wspólna z Samborem piosenka to „Hope”. Co tak bardzo zaiskrzyło, że padła decyzja nagrania wspólnej płyty.
Sambor pojawił się z propozycją wysłania swoich pomysłów producenckich w momencie mojego zwątpienia, spadku motywacji. Liczyłam, że przy mojej jubileuszowej płycie „Novika 2.0” wydarzy się znaczenie więcej. Pomyślałam, że to w sumie dobra puenta, może czas się zawijać. Nie miałam też zupełnie ciśnienia, dzięki czemu ten pierwszy utwór powstał bardzo spontanicznie. Przywrócił mi radość tworzenia, a działanie w duecie okazało się bardzo wyzwalające.
To się w ogóle jeszcze opłaca? Wydanie płyty?
Szczerze? No nie bardzo, jeśli chodzi o elektronikę, nawet jeśli jest melodyjna i da się ją zanucić jak naszą. Ale co zrobić. Bycie muzykiem, wokalistą, twórcą to nie jest praca, którą wpisujesz w CV jako praca w jakimś okresie, a potem zaczynasz robić coś innego. To jednak rodzaj powołania, trudno jest z tym zerwać, nawet jeśli sens jest wątpliwy.
Tytułowe „Born Again” mówi o kondycji współczesnego człowieka. To jaka ona jest, ta kondycja?
No marna nie da się ukryć. A z drugiej strony obserwuję silny trend potrzeby pracy nad sobą, swoim dobrostanem, coraz więcej ludzi medytuje, chodzi na terapię. Szkoda, że - jak ze wszystkim co modne - jest tego za dużo, a insta-autorytetami są często osoby bez kwalifikacji, ale nawet wśród młodych zauważam jakieś przebłyski przebudzenia. Słyszę na przykład coraz częściej o detoksie od telefonu. Robi to też moja córka, a ja nagle zamiast się cieszyć to się wkurzam, że pół dnia mi nie odpisuje.
Z jednej strony artystka, z drugiej – od lat w radiu prezentujesz muzykę, w tym polską. Jak oceniasz poziom polskich produkcji?
Z racji na to, że sama z tym się zmagam to na pewno jestem mniej surowa niż moje radiowe koleżanki i koledzy. Szczerze uważam, że sama produkcja jest na wysokim poziomie i nawet debiutanci (większość) wiedzą, że finalne brzmienie musi podrasować ktoś z doświadczeniem. Problem natomiast leży w oryginalności, bo przy tym zalewie nowości trudno nie być wtórnym, szczególnie oglądając się na poczynania innych.
To dobra płyta, dopracowana, na poziomie. Nie boisz się, że zatonie w oceanie przeciętności, ale większej siły przebicia pokolenia Zet?
Wiadomo, że się boję, ale z tego rodzaju czarnowidztwem trzeba walczyć, bo pewnych barier już nie przeskoczę. Trzeba robić wszystko, żeby dotrzeć z muzyką do jej potencjalnych odbiorców. Najgorzej, kiedy spotykam kogoś, kto wiem, że lubi taki klimaty i słyszę: „Robisz jeszcze muzykę?”. No czyli co – nie dotarło!
Zawsze jestem głodna anegdotek. Jakaś historia z powstawania tego albumu?
Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz przyjechałam do Sambora do Poznania nagrywać wokale w jego domowym studiu, które okazało się niewielkim pokojem. W domu była jego partnerka Aga i superenergetyczny synek, Lew. Żeby nagrywać na czysto, musieliśmy czekać albo prosić ich, żeby wyszli na spacer. Lew mnie polubił, chciał pokazywać wszystkie zabawki i zwracał się do mnie „Nowiku”. Niestety nie chciał wychodzić na spacer.
Co byś sobie wymarzyła, żeby wydarzyło się w związku z tą płytą?
Przyzwoite wyświetlenia i zasięgi, piosenka w reklamie, tłumy na koncertach, dużo chętnych na nasz piękny winyl.
FacebookInstagramTikTokX