Wraz z końcem roku ze stanowiska dyrektorki Narodowej Galerii Sztuki Zachęta ustąpi Hanna Wróblewska, która pełniła tę funkcję nieprzerwanie od 2010 roku. Jej odejście wywołało duży niepokój wśród pracowników tej instytucji i to nie tylko ze względu na przywiązanie do obecnej dyrektorki, ale także przez obawę o przyszłość. A strach ten nie jest bezpodstawny. W czasach, gdy partia rządząca dokonuje konserwatywnej inwazji na sztukę i kulturę, miejsca takie jak Zachęta nie mogą czuć się bezpiecznie.
Minister kultury Piotr Gliński wyznaczył następcę Hanny Wróblewskiej. Jego decyzja wywołała dużo kontrowersji, bowiem nowym dyrektorem jednej z najbardziej znanych polskich galerii sztuki współczesnej ma zostać osoba, która nijak nie przystaje do jej obecnego wizerunku. Zachęta kojarzona jest z progresywnymi ideami i nowoczesnością, podczas gdy jej przyszły dyrektor – Janusz Janowski – hołduje raczej konserwatywnym ideałom. Jak przystało na partię Prawo i Sprawiedliwość, znaną z nepotyzmu i kolesiostwa, zaproponowany przez nich kandydat nie jest osobą przypadkową. Związek Polskich Artystów Plastyków, którego jest prezesem, propaguje konserwatywne poglądy na sztukę. Innym powodem mogą być także personalne koneksje Janusza Jankowskiego, będącego osobą powszechnie znaną wśród elit politycznych partii rządzącej.
Objęcie Zachęty
Nic dziwnego, że taka nominacja została przyjęta przez ludzi latami współtworzących Zachętę z trwogą. Dziś pod galerią odbył się protest, który przybrał formę wielkiego kręgu osób obejmujących budynek. W wydarzeniu wzięły udział osoby nie tylko zawodowo związane z tym miejscem, ale także wszyscy zatroskani o przyszłość tej instytucji.
Niedorzeczna nominacja ministra kultury
Zaniepokojenie wśród osób związanych z Zachętą wywołują nie tylko poglądy przyszłego dyrektora, ale także jego kompetencje, a w zasadzie ich brak. Nie ma on doświadczenia w kierowaniu podobną instytucją kulturalną, tak dużym zespołem i wielomilionowym budżetem. I choć Janowski obronił doktorat z nauk o sztucę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, to prezentowane przez niego poglądy, zazwyczaj w prawicowej przestrzeni medialnej, zdają się zaprzeczać jego kulturalnemu obyciu. W jednym z wywiadów określił gender i LGBT nieludzką ideologią, niepochlebnie wypowiadał się także na temat samej sztuki współczesnej. W tym kontekście jego kandydatura wydaje się być co najmniej groteskowa. Być może, dzięki protestom warszawskiego środowiska artystycznego, minister kultury przejrzy na oczy i odwoła swoją absurdalną decyzję, jednak znając upór i ignorancje polityków partii rządzącej, należy spodziewać się najgorszego.
/tekst: Miłosz Piotrowski/


