Wideo, na którym widać, jak fotografuje swoją pupę stało się viralem. Okazało się, że to performens artystyczny

16-07-20194 min czytania
Wideo, na którym widać, jak fotografuje swoją pupę stało się viralem. Okazało się, że to performens artystyczny
instagram.com/onaartist/
Nowojorska artystka Leah Schrager stała się memem. Wyśmiana przez cały internet nie ma pretensji, że internauci robią sobie z niej żarty – chciałaby tylko, żeby ludzie ją oznaczali.
Czy kobieca seksualność może być sztuką? A co jeśli jest przedstawiona w spotworniałej, przerysowanej formie? Czy osoba, która prowokuje w taki właśnie sposób musi być głupia? Leah Schrager tworzy kontent internetowy balansujący na granicy oburzenia – to stara formuła, ale, jak widać, nie przestaje zadziwiać społeczeństwa.
Goście nowojorskiego Montau Beach House (gdzie wynajęcie domku na plaży kosztuje bez mała 2 tys. dolarów) prawdopodobnie nie mieli pojęcia, że są świadkami performensu artystycznego w wykonaniu Schrager. Uzbrojona w selfie stick artystka fotografowała się w co najmniej ryzykownych pozycjach mających uwydatnić jej seksualność. To pierwszy etap tworzenia jej prac – zdjęcia, na które Schrager nanosi potem stockowe obrazy mają uwydatnić jej wizję seksualności: księżniczkowatą, kiczowatą i porno-medialną.
W pewnym momencie uklękła na plażowym leżaku i położyła głowę, cały czas trzymając selfie stick z tyłu, by sfotografować swoją pupę. Nie miała przy tym świadomości, że jeden z gości resortu cały czas ją filmował, a potem udostępnił wideo na sportowo-popkulturowym blogu Barstool Sports, który na instagramie śledzi 6,8 miliona użytkowników. Godzinę później obserwujący Schrager rozpoznali ją i oznaczyli w komentarzach. Film miał już ponad milion wyświetleń i szybko stawał się jeszcze bardziej popularny na stronach z memami.
Artystka była zszokowana. Okazało się, że jej występ był częścią jej pierwszego w życiu performesnu „Angles on a Woman”, podczas którego wcieliła się w rolę wykreowanego w internecie alter ego Ona. Jej rozseksualizowana persona jest dziewczyną streamującą się na platformach z seks-kamerkami (czyli tzw. cam girl), która ma skłonić do przemyśleń nad kwestią urzeczowienia kobiecego ciała – adwokatuje przy tym dla 3 milionów obserwujących ją odbiorców. Jej prace są częścią wystawy „Unprotected Spaces”, którą resort plażowy zorganizował we współpracy z East Hampshire gallery Roman Fine Art.
„Najpierw wszyscy publikowali mnie bez oznaczenia, co uważam za kradzież wizerunku” – napisała Schrager na swojej stronie.
„Później, podczas pisania prywatnych wiadomości do tych ogromnych stron z memami z prośbą o oznaczenie, napotkałam opór ze strony mężczyzn, którzy twierdzili, że mają prawo pokazywać moje ciało bez podania mojego imienia i nazwiska, a nawet wyśmiewali mnie za to, że chciałam być rozpoznana” – dodała.
W końcu, gdy wideo osiągnęło 3 miliony wyświetleń, profil @barstoolsports dodał oznaczenie profilu@onatheartist.Wideo osiągnęło około 40 milionów wyświetleń na różnych stronach, prowokując przy tym lawinę komentarzy – z których wiele nazywa Schrager „instagramową dziwką” i „puszczalską”. Co ciekawe, to właśnie ta forma seksualnej opresji kobiet jest powodem, dla którego Schrager w ogóle stworzyła Onę – by eksplorować to, czym dziś jest mainstream i autowykreowani celebryci.
„Gdy tylko kobieta zapostuje własne zdjęcie, które można zinterpretować jako seksualne, natychmiast jej kreacja przestaje być sztuką. Powtarzali mi to wszyscy, poczynając od sprzedawców i galerzystów, kończąc na innych artystach. Ja po protu nie wierzę w to, że tak zawsze musi być. Myślę, że podniecenie i seksualność to tylko kolejne medium, tak samo jak olej na płótnie lub farby akrylowe – powinny więc być brane poważnie i rozważane w granicach krytyki sztuki. Póki co, moją twórczość szufladkuje się jako nie-sztukę. Ale to stwarza ogromną próżnię dla wartości performatywnej i zarobkowej wszystkich artystek. To cenzura, seksizm i mizoginia” – mówiła Schrager w rozmowie z portalem Artnet News.
Ona jest głównym źródłem utrzymania Schrager – subskrybcja jej nagich zdjęć i seks-filmików na Snapchacie kosztuje 30 dolarów miesięcznie, a prywatna sesja przez kamerkę internetową 500 dolarów. „Tak sponsoruję swoją pracę, negatywne komentarze są tylko jedną stroną tej umowy” – mówi Schrager. I choć wolałaby być oznaczona na wszystkich filmach, które po jej weekendzie w Montau Beach House odbiły się głośnym echem w internecie, jest wdzięczna za rozgłos, który zyskała. Można więc powiedzieć, że tym samym zagrała wszystkim na nosie.
FacebookInstagramTikTokX