Kiedy 7 sierpnia w Warszawie aresztowano Margot, aktywistkę z grupy Stop Bzdurom, po dewastacji furgonetki, z której głoszone są homofobiczne hasła przyrównujące homoseksualizm do pedofilii, jej koleżanki w ekspresowym tempie zorganizowały protest na stołecznym pl. Defilad. W sobotę 8 sierpnia pod Pałacem Kultury i Nauki pojawiły się tłumy, a w ślad za Warszawą poszły kolejne miasta. W ludziach zawrzało na wieść o tak brutalnej i niewspółmiernej do czynów karze wobec aktywistki - 2 miesięcy więzienia w zakładzie karnym w Płocku. Od tamtej pory coraz więcej osób angażuje się w walkę o podstawowe prawa człowieka, które w naszym kraju są coraz częściej łamane i to przez przedstawicieli służb państwowych. Świadczyć może o tym nawet symboliczny fakt, że w sklepach zaczyna brakować tęczowych flag.
Tęcza to już nie tylko symbol LGBT+
W tempie rozwoju wydarzeń i rosnącej opresji względem społeczności LGBT+ kolory tęczy nabrały zupełnie nowego znaczenia. To już nie tylko symbol LGBT+, lecz także tolerancji wobec każdego bez względu na rasę, wyznanie, poglądy czy orientację, oraz obrona podstawowych praw człowieka i sprzeciw wobec dehumanizacji. Ostatnie, piątkowe wydarzenia niejednokrotnie przyrównuje się do polskiego Stonewall, a sklepy oferujące tęczowe flagi i inne akcesoria pustoszeją.
Popiel zapewnił również, że stale zamawia nowy towar. I to nie jedyny sprzedawca, który ma problem z niedoborem asortymentu. Flag i maseczek brakuje także w sklepie Unipride:
Unipride zanotowało rekord dziennej sprzedaży wynoszący 100 flag. Z kolei Stonewall dobił do 200 sztuk. Tam także zaczyna brakować zapasów.
Jeśli za tymi symbolicznymi działaniami pójdą realne, można przypuszczać, że wkrótce staniemy u progu wyczekiwanej rewolucji.


