32-letnia Kristina Korban to ukraińska inwestorka, która dotąd traktowała media społecznościowe jako poszerzenie swojej działalności poprzez tworzenie edukacyjnych treści o tym, jak inwestować i handlować na rynkach finansowych. Obecnie jednak jej kanały są w całości poświęcone informowaniu ludzi o wydarzeniach w Ukrainie.
Media społecznościowe odgrywają ogromną rolę w trwającej wojnie. Dzięki nim ludzie na całym świecie mają wgląd w rosyjską inwazję na Ukrainę i to w dodatku mają informacje z pierwszej ręki, prosto od jej mieszkańców. Te grupy także, co ważniejsze, umożliwiają szybkie wsparcie i zrzeszają liczne grupy pomocowe.
Kristina swojego pierwszego wojennego TikToka opublikowała jeszcze zanim wieść o rosyjskim ataku pojawiła się w wiadomościach. Publikację tłumaczyła tym, że obudziła się z rodziną z powodu wybuchu i czuła się zmuszona do udostępnienia jakiejś informacji na wypadek, gdyby coś im się stało.
W tamtym czasie Korban miała zaledwie 6 tysięcy obserwujących na TikToku. Film o inwazji uzyskał z kolei aż 9 milionów wyświetleń. Ze względu na zasięg nagrania oraz pozytywne reakcje ze strony użytkowników aplikacji, Ukrainka postanowiła kontynuować i relacjonować światu swoją nową rzeczywistość. Aktualnie jej konto na TikToku obserwuje ponad 507 tys. osób, a profile w mediach społecznościowych zawierają m.in. aktualizacje, jak wyglądają sklepy spożywcze i stacje benzynowe w stolicy kraju, a także jak jej, zgromadzona w jednym domu, 17-osobowa rodzina radzi sobie z racjonowaniem żywności.
Filmik o stacji benzynowej
Pytanie o to, dlaczego nie wyjechała z miasta, jest jednym z najczęściej zadawanych. Jak tłumaczy w jednym z nagrań:
Nadrzędnym zagrożeniem na trasie i poza nią, są oczywiście pociski i bomby. Biorąc pod uwagę to oraz fakt, że na wszystkich na stacjach benzynowych tworzą się ogromne kolejki, rodzina kobiety uznała, że bezpieczniej będzie zostać w domu niż ryzykować, że zabraknie im paliwa w trasie.
Zdaniem Korban, osoby takie jak ona w pewnym sensie dokumentują historię, dzięki czemu przyszłe pokolenia będą mogły nie tylko czytać podręczniki o tym, co się wydarzyło, ale również „oglądać prawdziwe relacje prawdziwych ludzi i naprawdę poczuć, jak to było”.
/tekst: Natalia Neubauer/


