W Stanach Zjednoczonych coraz więcej matek sięga po niewielkie ilości grzybów psychodelicznych, aby poradzić sobie ze stresem związanym z rodzicielstwem. Czy wskazuje to na głębszy problem braku wsparcia dla kobiet?
Główna autorka badania, Heather Jackson, nazywa niepokojące zjawisko „mother's wall”, które ma do siebie to, że pojawia się nagle. Kobieta nie potrafi wtedy podejmować regularnych decyzji, na przykład co ugotować na obiad. Zdaje sobie sprawę, że śmieci w kuchni są pełne i zaczyna je wynosić, a potem odkrywa, że trzeba zrobić coś jeszcze i odkłada worek na śmieci, by natknąć się na niego 8 godzin później.
To „coś” ma postać maleńkiej kapsułki suszonej, sproszkowanej psilocybiny — grzybów psychodelicznych. Jackson jest jedną z setek matek w Kolorado, które rozpoczęły kurację mikrodozowania psychodelików, aby złagodzić narastający stres i niepokój związany z tym, czym jest bycie matką w 2022 roku. Niektórzy dołączyli do grup wsparcia, aby pomóc sobie w mikrodozowaniu, niektórzy poszli do kościołów i zborów religijnych. Jeszcze inni stosują mikrodawki i ćwiczą jogę lub piszą dziennik, spacerują z dziećmi lub oglądają filmy Disneya.
Według obserwatorów branżowych i naukowców badających psilocybinę mamy, które mikrodozują, są jedną z najszybciej rozwijających się grup zwolenników w ruchu psychedelicznym. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie badania kliniczne wykazały, że większe dawki psilocybiny pomagają w leczeniu lęku, depresji i traumy. Jedno z ostatnich badań wykazało, że syntetyczna psilocybina leczyła lekooporną depresję równie skutecznie jak escitalopram, powszechny SSRI (selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny).
tekst: Oskar Dziki /Wild Weekly/


