Czy wkrótce zamiast oglądać zdjęcia uśmiechniętych modelek, będziemy podziwiać perfekcyjnie wygenerowane obrazy stworzone przez algorytmy? Brzmi jak scenariusz z filmu science fiction, ale rzeczywistość zbliża się do nas wielkimi krokami.
H&M, znana szwedzka marka odzieżowa, zdecydowała się na odważny krok i wprowadza do swoich kampanii marketingowych wirtualne modelki. Nie są one jedynymi, bowiem inne marki, takie jak Hugo Boss, Mango, Levi Strauss & Co., również zaczynają korzystać z tej technologii.
Cyfrowy bliźniak czy autentyczność?
Decyzja H&M wywołała niemałe poruszenie w branży. Z jednej strony, cyfrowe modelki to oszczędność czasu i pieniędzy – nie trzeba organizować sesji zdjęciowych, płacić honorariów, ani martwić się o grafik. Warto jednak dodać, że sieciówka zapłaci modelkom za użycie ich wizerunku, co stanowi próbę znalezienia równowagi między nowymi technologiami a tradycyjnymi formami współpracy. Z drugiej strony, pojawiają się pytania o autentyczność i wpływ takiego rozwiązania na prawdziwe modelki. Czy w przyszłości ten zawód stanie się zbędny? Już dziś wirtualne postacie takie jak Lil Miquela zdobywają miliony fanów i nawiązują współpracę z największymi markami.
Perfekcja bez skazy
Sztuczna inteligencja potrafi wygenerować idealne obrazy, bez zmarszczek, niedoskonałości i wad. Czy jednak o to chodzi w modzie? Czy nie cenimy właśnie unikalności i naturalności? Jedno jest pewne – era sztucznej inteligencji wkracza w świat mody na dobre, a my jesteśmy świadkami rewolucji.
Jednak czy sztuczna inteligencja całkowicie zastąpi tradycyjne sesje zdjęciowe? Niekoniecznie. Wiele firm, takich jak Botika, widzi AI jako narzędzie uzupełniające pracę ludzi, a nie ich zamiennik. Sztuczna inteligencja otwiera nowe możliwości i redukuje koszty, co czyni ją niezwykle atrakcyjną dla marek modowych. Jednak pytanie, czy moda bez prawdziwych modelek nadal będzie modą, pozostaje otwarte.
tekst: Jowita Kucal


