W marcu prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o mediach publicznych, przyznając na ten cel 1,95 mld złotych. Rząd zignorował protesty oraz krytykę mediów i odrzucił tym samym propozycję opozycji, aby przeznaczyć te pieniądze na onkologię.
Wielokrotnie pisaliśmy już o propagandzie prorządowych mediów, które mają tendencję do kreowania własnej rzeczywistości. Wystarczy przypomnieć nagonkę na LGBT, szykanowanie Karola Radziszewskiego czy 2-minutowy materiał o stroju swojej dziennikarki na oscarowej gali, który podobno zachwycił świat. Teraz TVP zabłysnęło nowym programem edukacyjnym, "Szkoła z TVP", który w trzy dni stał się pośmiewiskiem całej Polski. Kuriozalne metody nauczania i błędy merytoryczne bawią do łez, ale także smucą, bo tego typu przedsięwzięcia są finansowane z pieniędzy podatników.
Uczyć każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej
Projekt „Szkoła z TVP” to efekt podpisanego 27 marca bieżącego roku porozumienia między TVP S.A. i Ministerstwem Edukacji Narodowej, dotyczącego realizacji audycji oświatowych dla uczniów szkół podstawowych. Pierwsze programy zadebiutowały na antenie TVP 30 marca o godz, 8.00 i od poniedziałku do piątku można je oglądać na kanałach TVP3, TVP Rozrywka, TVP Sport oraz TVP Historia w dwóch blokach programowych: porannym –rozpoczynającym się zawsze od godz. 8:00 i powtórzeniowym – od godz. 12:30.
Programy są podzielone na przedmioty (np. plastyka, matematyka, język angielski) oraz klasy (I-VII) i można je obejrzeć również w internecie na platformie vod.pl. "Szkoła z TVP" mogłaby być dużym ułatwieniem zarówno dla dzieci, jak i rodziców, gdyby tylko materiały zostały zrealizowane w prawidłowy sposób. Sam pomysł jest świetny - program jest łatwo dostępny, darmowy i mierzy się z zagadnieniami, mogącymi sprawić uczniom trudność w trakcie lekcji online. Wystarczyło więc wystylizować studio na klasę oraz zatrudnić nauczycieli, którzy w zrozumiały sposób wytłumaczą, czym jest cukrzyca, był był van Gogh i jak odróżnić liczby parzyste od nieparzystych.
2 + 2 = 5
Z nie do końca zrozumiałych dla mnie przyczyn, "Szkoła z TVP" bardziej przypomina parodię, niż lekcje z wykwalifikowanymi nauczycielami. Większość zatrudnionych przez TVP pedagogów wygląda tak, jakby za karę odgrywało nauczony na pamięć scenariusz. To jeszcze dałoby się wybaczyć - w końcu to nauczyciele, a nie aktorzy. Największym problemem są jednak dziesiątki błędów, uniemożliwiające traktowanie programu poważnie. Być może tabun ludzi pracujących w TVP, który przygotowuje program, nadzoruje jego nagrywanie, a potem autoryzuje emisję, nie wyłapał różnicy między śledzioną i trzustką oraz nie wie, jak nazywa się ten konkretny obraz van Gogha. Nie szkodzi, nie wszyscy muszą się na wszystkim znać, ale należy pamiętać, że mówimy o telewizji publicznej finansowanej przez rząd oraz materiale współtworzonym przez Ministerstwo Edukacji, naszpikowanym karygodnymi błędami merytorycznymi. Opcję są więc dwie: albo nad projektem "Szkoła z TVP" pracowały osoby niedouczone i niekompetentne albo TVP nie obchodzi poziom prezentowanych treści.
Na pajacowaniu TVP najbardziej ucierpią najmłodsi. Czy rodzice i dzieci będą w stanie samodzielnie wyłapać błędy w materiale? Prawdopodobnie nie i to wcale nie przez brak wiedzy. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której matka czy ojciec odpisują na maile, podczas gdy pociecha ogląda "Szkołę z TVP". Rodzic nie powinien musieć dodatkowo weryfikować poprawności treści prezentowanych przez telewizję publiczną. Tymczasem po zakończeniu kwarantanny uczeń podstawówki wróci do szkoły i napisze na sprawdzianie z biologii, że cukrzyca wiąże się z nieprawidłowym działaniem śledziony. Poziom wiedzy prezentowany w "Szkole z TVP" przywodzi na myśl popularny program internetowy "Matura to Bzdura", który sprawdza wiedzę Polaków na temat podstawowych zagadnień. Różnica polega na tym, że jego bohaterowie nie pracują w telewizji publicznej, której ostatnio przyznano dofinansowanie w wysokości niemal 2 mld złotych.
Co ciekawe, emisja "Szkoły z TVP" rozpoczęła się 30 marca, czyli dzień przed Prima Aprilis. Wiele osób próbowało więc bronić TVP i argumentowało, że prawdopodobnie pierwsze odcinki to część zabawy z okazji 1 kwietnia. To nadal byłoby szkodliwe, ale znacznie mniej, niż traktowanie programu jako rzetelnego źródła wiedzy. Aż dziwne, że w obliczu tak dużej krytyki, TVP nie obróciło tego wszystkiego w żart. Oświadczenie Telewizji Polskiej nie pozostawia wątpliwości, że program właśnie tak miał wyglądać:
Problem z tym oświadczeniem polega na tym, że zupełnie odwraca uwagę od problemu. Za formę i wartość merytoryczną nie odpowiadają nauczyciele, a wydawca i Ministerstwo Edukacji. Jeżeli pedagog popełnił błąd w swoim paśmie, to produkcja powinna to na którymś etapie skorygować. Zamiast przyznać się do winy, TVP zrzuca winę na media, co przywodzi na myśl niesławne "chajzerowskie przeprosiny".
Zobaczcie najczęściej komentowane fragmenty programu "Szkoła z TVP":
"Co to znaczy, że liczba jest parzysta? To chyba znaczy, że ma parę (...) Czy my z panią Asią jesteśmy parą? Uhm, zgadza się."
