Ostatni raz z taką sytuacją Hollywood mierzyło się w 2007 roku. Wtedy rozmowy pomiędzy Gildią Scenarzystów a AMPTP trwały blisko 22 tygodnie. W tym czasie branża filmowa straciła aż 500 milionów dolarów. Wtedy tematem sporu było zwiększenie zysków z dystrybucji filmów, sprzedaży DVD i streamingów.
Zapytany o tę sytuację, polski scenarzysta Adam Cioczek stwierdził:
Kilka lat temu sytuacja na rynku filmowym była inna niż obecnie – kiedy scenarzyści przestali pisać, braki w „towarze” zaczęły wypływać na powierzchnie dosyć szybko. W wyniku protestów stacje telewizyjne były zmuszone serwować swoim widzom powtórki programów. Wydaje się, że obecnie, ze względu na ilość produkowanych seriali i filmów, nie ma takiego zagrożenia. Drugim aspektem przemawiającym na niekorzyść WGA jest fakt, że dostajemy coraz ciekawsze produkcje z Europy i Azji, jak chociażby „La casa de papel” czy koreański hit „Squid game”.
Nie jest jednak tak, że strajk nie ma swoich konsekwencji. Wytwórnie już odczuwają straty finansowe przez brak emisji programów codziennych, jak np. „Jimmy Kimmel Live”, „Saturday Night Live” czy odwołanie gali MTV. Strajk trwa od początku maja, a według ekspertów już 3 maja przemysł rozrywkowy stracił 10 miliardów dolarów na giełdzie.
Temat sporu jest bardzo podobny do tego sprzed 16 lat. Jak tłumaczy dziennikarz Marcin Zwierzchowski:
Wychodzi na to, że twórcy będą musieli co kilka lat walczyć o odświeżanie umów między nimi a producentami, tak, by te były aktualne do czasów.
tekst: Franciszek Górski


