W środę uczestniczki Strajku Kobiet protestowały nie idąc do pracy lub nie biorąc udziału w zajęciach. Część profesorów i nauczycieli wykazała się zrozumieniem, a niektóre uczelnie wprowadziły godziny rektorskie. Do akcji przyłączyli się także uczniowie, którzy zorganizowali inicjatywę „Szkoła to dziewczyna". Wzięło w niej udział ok. 40 szkół i ponad 10 tysięcy uczniów.
Nie umknęło to uwadze świeżo upieczonego ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, który zapowiedział, że zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec nauczycieli zachęcających młodzież do protestowania. Uczelnie wyższe mogą stracić dofinansowanie na badania, na celowniku znaleźli się również rektorzy Uniwersytetu Gdańskiego i Uniwersytety Wrocławskiego. Niestety wszystko wskazuje na to, że dopiero początek represji.
Wszyscy nauczyciele, którzy...
Trudno stwierdzić, co można uznać za zachęcanie. W wielu szkołach nauczyciele przymykali oko na nieobecności, pozwalając uczniom odrobić zajęcia w innym terminie. W innych, jak np. w Szkole Podstawowej im. Samuela Bogumiła Lindego w Warszawie, zajęcia nie odbyły się wcale. W swoim nagraniu Czarnek oskarżył o zachęcanie uczniów do uczestnictwa w protestach Związek Nauczycielstwa Polskiego, który już zapowiedział pozew sądowy. Czy rzeczywiście tak było? Cóż, prezesi 16 okręgów ZNP oraz członkowie Sekretariatu Zarządu Głównego ZNP wyrazili solidarność z protestującymi, tak jak zrobiło to wiele innych organizacji, instytucji czy firm. „Nie zgadzamy się, by o prawach kobiet decydowano bez nich, poza ich plecami, bez dyskusji i społecznej debaty", napisali, ale opublikowane oświadczenie nie było skierowane do uczniów. Wcześniej ZNP dodało także nowe zdjęcie profilowe z czerwoną błyskawicą utożsamianą ze Strajkiem Kobiet.
Uczniowie z LO im. Domeyki na Bielanach wymyślili za to akcję „Szkoła to dziewczyna". Na czym polegała? Chętne szkoły przeprowadzały referendum. Jeżeli większość uczniów głosowała za udziałem w środowym Strajku, to na początku każdej lekcji przewodniczący miał poinformować nauczyciela, że uczniowie zdecydowali się strajkować i nie wezmą udziału w lekcji. W ten sposób protestowały m.in. LO im. Śniadeckiego, Frycza-Modrzewskiego, Maczka czy Jose-Marti, Żmichowskiej, w niektórych szkołach strajkowały poszczególne klasy. Wieczorem poinformowano, że udział wzięło ponad 40 szkół i ok. 10 tysięcy uczniów.
W odpowiedzi na akcję „Szkoła to dziewczyna" mazowiecka kurator oświaty, Aurelia Michałowska, wysłała list do dyrektorów szkół z prośbą o wyciągnięcie konsekwencji. Swój list umotywowała skargami rodziców. Na szczęście niektórzy dyrektorzy, jak np. dyrektor warszawskiego liceum im. Jana Śniadeckiego, stanęli murem za uczniami.
Godziny rektorskie? Nie tym razem
Według Czarnka wprowadzenie środowych godzin rektorskich na Uniwersytecie Gdańskim i Uniwersytecie Wrocławskim to „skandaliczna i nieodpowiedzialna decyzja". Minister twierdzi, że władze uczelni zachęciły uczniów do „niebezpieczeństwa utraty zdrowia i życia, nie tylko przez nich, ale również przez ich rodziny". O jakich konsekwencjach zatem mowa? Jak zauważył Czarnek, jako minister edukacji i nauki ma kompetencje do rozdzielania środków inwestycyjnych dla uczelni, środków na badania oraz grantów. Takie uczelnie mogą więc nie uzyskać dofinansowania np. na prowadzenie badań.
