Prowadzenie firmy zajmującej się zieloną energią to bardziej misja czy dobry pomysł na biznes?
Sebastian Jabłoński: Raczej misja, ale to misja z dużym potencjałem rynkowym. Moim zdaniem nie powinniśmy rozdzielać tych dwóch sfer, ponieważ praca na rzecz planety może mieć zarówno cechy biznesu, jak i szczerej chęci zmiany naszej rzeczywistości na lepsze. Zwłaszcza teraz trendy ekologiczne są na rynku wyjątkowo mocne. W przeważającej części przypadków właśnie dlatego, że sami przedsiębiorcy wierzą w swoją misję.
Jaki jest pana osobisty stosunek do natury?
S.J.: Dla mnie jest to przede wszystkim sfera, którą powinniśmy szanować na każdym kroku. Żyjemy w wyjątkowo komfortowych czasach, ponieważ mamy przestrzeń do kreowania naszej rzeczywistości. Czy w pędzie za sukcesem zapominamy o planecie? Często tak. Dlatego też osobiście staram się dbać o przyrodę i wraz z zespołem Respect Energy kierujemy się naszą misją – dbamy o zasoby naturalne, tworząc wspólnie nieziemską przyszłość.
Co to właściwie znaczy „zielona energia”? Skąd ją pozyskujecie?
S.J.: Są to produkty pochodzące ze źródeł odnawialnych. Współpracujemy z grupą ponad trzystu dostawców, którzy zajmują się m.in. rozwojem farm wiatrowych, instalacji fotowoltaicznych, czy elektrowni wodnych.
Czy pochodzenie energii naprawdę zaczyna mieć znaczenie dla konsumentów w Polsce i na świecie?
S.J.: Zgadza się. Generacja tzw. milenialsów, a także młodsze pokolenia chcą od rynku czegoś więcej, niż „suchego” produktu. Obecnie liczy się szerszy kontekst działalności całego przedsiębiorstwa. Stąd też znaczenie zielonej energii – świadomi konsumenci stawiają na prąd, który nie będzie pogłębiał katastrofy klimatycznej.
W ostatnich latach firma Respect Energy notowała rekordowe wzrosty obrotu. Na ile to zasługa zainteresowania zieloną energią wśród konsumentów, a na ile dobrych decyzji biznesowych?
S.J.: I w tym miejscu również będę niepoprawnym symetrystą [śmiech]. Z jednej strony mamy zespół naprawdę doświadczonych specjalistów, którzy po prostu „czują” świat OZE. Z drugiej zaś, niesamowicie pomocni są sami konsumenci. Nie jest to relacja „sprzedawca – klient”, a zaspokajanie potrzeb zarówno planety, jak i całego społeczeństwa. Tutaj nie mówimy o zainteresowaniu konsumentów, a o realnej misji.
Na Towarowej Giełdzie Energii debiutował pan w 2011 roku jako najmłodszy makler w Polsce. Jak właściwie do tego doszło?
S.J.: Od dziecka miałem marzenie, żeby zajmować się handlem na giełdzie. Oczywiście myślałem o akcjach, bo nie ma powszechnej wiedzy o tym, że w ogóle można handlować energią. Na początku studiów zacząłem przygotowywać się do egzaminu Komisji Nadzoru Finansowego na Maklera Papierów Wartościowych. Podczas tych przygotowań spotkałem Dariusza Bliźniaka, wtedy wiceprezesa Towarowej Giełdy Energii, a obecnego Wiceprezesa Respect Energy, i on odkrył przede mną rynek energii. Pod jego wpływem zmieniłem plan i uzyskałem licencję Maklera Giełd Towarowych, co umożliwiło mi rozpoczęcie pracy w obrocie energią i rozwój w kierunku, w którym zmierzam już od 10 lat.
Już w latach 2014, 2015, 2016 zdobył pan tytuł Maklera Roku. Czemu zawdzięczał pan tak dynamiczny rozwój kariery?
S.J.: Przede wszystkim postawiłem na samokształcenie i obserwację rynku. Pracowałem w największych koncernach branży zarówno w Polsce, jak i za granicą. Miałem okazję współpracować ze specjalistami m.in. w Hamburgu i Pradze. Poznałem uniwersalne prawidła dla biznesu nie tylko w sektorze energetycznym. Najpewniej te czynniki ukształtowały mnie jako przedsiębiorcę. Fakt, że ktoś to docenił tylko motywuje mnie do dalszego działania.
Na ilu rynkach w tym momencie działa Respect Energy? Jakie macie w tej materii plany na bliższą i dalszą przyszłość?
S.J.: Respect Energy działa na 21 rynkach, a w planach są kolejne kraje. Pomimo pandemii osiągnęliśmy zamierzone na początku roku cele. Teraz nie zamierzamy się zatrzymywać. Chcemy być marką globalną.