Rollercoaster rozliczeń ze stuleciami wstydu, humor i makabreska. „Balkoniary” wchodzą do kin [RECENZJA]

Autor: Karolina Bordo
23-01-20253 min czytania
Rollercoaster rozliczeń ze stuleciami wstydu, humor i makabreska. „Balkoniary” wchodzą do kin [RECENZJA]
mat. prasowe Against Gravity
Noémie Marlant, francuska aktorka i reżyserka znana m.in. z głównej roli w „Portrecie kobiety w ogniu” oraz filmów „Paryż, 13. dzielnica” czy nowa „Emmanuelle”, prezentuje „Balkoniary”. To prawdziwy rollercoaster rozliczeń ze stuleciami wstydu uzupełniony o sporą dawkę czarnego humoru i makabreski, który nie pomija najważniejszego – przemocy wobec kobiet. Film wchodzi do kin w piątek 24 stycznia.
Hiper gorące lato w Marsylii, ponad 40 stopni Celsjusza i zalecenia, by nie wychodzić z domu bez potrzeby. No, to może chociaż na balkon? Tylko co robić, gdy wokół jedynie gąszcz okien? Pozostaje zaglądać do sąsiadów.
Na jednym z marsylskich balkonów poznajemy Nicole, która poszukuje weny do napisania powieści (i do życia), Ruby, przebojową i wyzwoloną camgirl, i w końcu Elise (Marlant), która przybywa prosto z planu zdjęciowego w Paryżu w stroju, w którym kilka godzin wcześniej wcielała się w Marilyn Monroe. Zszokowana własną decyzją o wyrwaniu się z sideł szuka schronienia u dawno niewidzianych przyjaciółek, ignorując telefony od partnera. Film zaczyna się jak prosta historia w duchu #metoo i nienawiści do mężczyzn, ale „Balkoniary” to coś znacznie więcej.
mat. prasowe Against Gravity
Już sam tytuł jest przewrotny, ponieważ w slangowym słowniku „balkoniara” to „osoba namiętnie wykonująca słitfocie na balkonie”. W tym przypadku natomiast obserwujemy trzy kobiety o różnych charakterach, zajęciach, mających różne myśli i obawy, które mimo wszystko łączy przyjaźń, poczucie solidarności i siostrzeństwa. W swoim towarzystwie czują się swobodnie, poruszają się topless i są przy tym pewne siebie, nieskażone wstydem, do którego zmusza fałszywa moralność i traktowanie nagości jako narzędzia przeznaczonego do kuszenia mężczyzn.
Cztery lata temu byłam zmuszona opuścić dom i schroniłam się u przyjaciół, Sandry Codreanu, która w filmie gra Nicole. Mieszkała z siostrami, które również były moimi bliskimi przyjaciółkami. Przez kilka miesięcy żyłam razem z nimi i tam zaczęłam pisać. Była to zupełnie inna dynamika życia. Nigdy wcześniej nie mieszkałam sama ani z innymi kobietami. To doświadczenie bardzo mi pomogło. Rozmawiałyśmy bez przerwy o naszych marzeniach, traumach, pragnieniach i patriarchalnym ucisku. Naprzeciw mieszkał mężczyzna – zupełnie inny niż sąsiad z filmu – i widziałyśmy, jak nas obserwował. Był ciekawy naszej wolności, nagości, na którą pozwalałyśmy sobie w swoim towarzystwie. Nie była to nagość uwodzenia. Wynikała z odzyskanej pewności siebie i swobody ciał wyznała Marlant w wywiadzie.
Tytułowe balkoniary obserwują nieznajomego przystojniaka mieszkającego naprzeciwko, którego poznają pewnego wieczoru, gdy przy akompaniamencie szczerych śmiechów jedzą kolację i piją wino. To początek historii, która przybiera, chciałoby się powiedzieć i zaskoczyć, nieoczekiwany obrót, jednak jest dokładnie odwrotnie. Marlant napisała po części przewidywalną historię o przemocy, lecz aby nie popadać w sidła politycznej poprawności, fabuła rozwija się w makabreskę inspirowaną „Oknem na podwórze” Hitchcocka czy groteskowym horrorem Dario Argento, a bohaterki nieraz odpływają w świat fantazji, który pomaga widzowi zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w ich umysłach. To gdzieniegdzie abstrakcyjna i rozbrajająca komediowością opowieść o ubezwłasnowolnieniu i męskiej frustracji, których doświadczasz chociażby jako camgirl, jeśli przez kilka dni nie zalogujesz się na konto, by podniecać mężczyzn i słuchać przy tym ich żali.
mat. prasowe Against Gravity
„Balkoniary” to przede wszystkim piękno siostrzeństwa i pragnienie wolności bez poczucia poddawania się ocenie. To walka o bycie wysłuchanym i żądanie pokory wśród mężczyzn. To nazwanie po imieniu oczekiwania od kobiet bycia na każde zawołanie i karnego spełniania potrzeb innych jako patologię. Jednocześnie w filmie Marlant ciężki temat uciśnienia i przemocy został podany w soczystych barwach marsylskiego lata, w sąsiedztwie groteskowych sytuacji i przy sporej dawce śmiechu, nie tracąc przy tym meritum.
FacebookInstagramTikTokX