Amatorskie porno to duży biznes. Stron oferujących prywatny seks jest coraz więcej, rośnie także liczba osób zainteresowanych dostarczaniem takich treści. Jak w światowym zestawieniu wypadają Polacy? Biednie.
Branża filmów dla dorosłych to jeden z najszybciej rozwijających się biznesów na świecie. Dzięki popularyzacji internetu dostęp do treści pornograficznych uzyskał każdy. Dawniej, by je dostać, trzeba było liczyć się ze wstydem pójścia do sklepu z pornografią i oceniającym wzrokiem ludzi przy wyborze danej płyty. Dziś wystarczy wklepać w wyszukiwarkę „porno” i dostajemy wszystko podane na talerzu. Tysiące różnych stron, do tego z tysiącem różnych kategorii. Oddziałuje tu zwykła zależność: popyt - podaż. Ludzie chcą, a więc i dostają. Co ciekawe, pod polskim prawem można legalnie i bezpiecznie tworzyć te treści, jak i rozliczyć z ich przychodów należyte podatki.
Krótka historia i kontrowersje
Cała historia branży pornograficznej, którą znamy dziś zaczęła się mniej więcej w połowie XX-tego wieku, kiedy to magazyn „Playboy” miał swój wielki moment. Wtedy zorientowano się, jak niezwykle łatwo sprzedać, a ludzie są gotowi, za jakościowy produkt, zapłacić niemałą kwotę. To zainicjowało późniejszy rozwój branży w inne sektory, takie jak film i gry komputerowe. Teraz już każdy najnowszy wynalazek w jakiś sposób jest adaptowany na potrzeby pornografii. Wraz z rozwojem Internetu i mediów społecznościowych pornografia przeszła zmiany, a porno amatorskie stało się bardzo intratną gałęzią biznesu. Czy Polacy są jego kluczową częścią?
Ranking państw dostarczających największe ilości filmów dla dorosłych
Najnowsze badania potwierdzają, że Polacy w seks nie lubią. W każdym razie ten, który przynosi pieniądze. Honor Europy Środkowej podtrzymują Czechy, którzy w dostarczaniu seks wideo nie mają sobie równych. Czyżby reformacja? Na drugim miejscu Węgrzy, podium zamykają Stany Zjednoczone.


