„Organizacje pozarządowe wyręczają państwo polskie w ratowaniu zwierząt i zapewnianiu im godnego życia. Po 25 latach działania ustawy o ochronie praw zwierząt PiS chce odebrać prawo do ratowania życia i zdrowia zwierząt organizacjom pozarządowym, skazując je na cierpienie i śmierć u oprawców” zauważa Konrad Kuźmiński z DIOZ (Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt).
„Skończymy z tym. Takie wejścia do gospodarstwa będą miały tylko państwowe inspekcje, w tym przypadku jest to Inspekcja Weterynaryjna, a nie inspekcje, które się czasami nazywają inspekcjami” powiedział Kowalczyk.
Członek polskiego rządu wypowiadający się na temat wyłudzeń finansowych ze strony organizacji, które bardzo często samodzielnie i bez wsparcia ze środków publicznych wykonują działalność pomocową – brzmi to jak nieśmieszny żart, który dodatkowo okraszono stwierdzeniem o niestosownej wycenie „wartości zwierząt”. Cierpiące, skazane na mróz i spędzające lata na łańcuchu – przy ocenie jakości ich życia ma decydować opłacalność i bazowanie na ich przydatności – taka jest wizja nowych praw zwierząt w państwie PiS.
„Urzędy i instytucje państwowe mają znikomą wiedzę na temat zwierząt oraz tego, jak im pomóc. Większość urzędów zawsze stoi po stronie oprawców w obronie ich dobrego imienia, mając w poważaniu cierpienie zwierzęcia. Dlaczego? Po to, żeby nie wydawać z budżetu państwa pieniędzy. Tylko dzięki organizacjom, które nie boją się mówić głośno, jak jest źle, i pokazują prawdziwe oblicze Polski, coś może się zmienić” podkreśla Kuźmiński z DIOZ.
Jarosław Sachajko, poseł partii Kukiz’15 wpadł w 2020 r. na pomysł nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Proponowany przez niego projekt druzgocąco przypomina prawo zapowiadane przez PiS. Według Sachajko odebranie krzywdzonych i zaniedbanych zwierząt mogłoby odbywać się jedynie w obecności państwowego inspektoratu weterynarii. Co to oznacza? Pomoc zwierzętom w godzinach 7:00-15:00 z przerwą na święta, weekendy i inne dni wolne. Tego chce PiS – zainspirowany posłem partii Kukiz’15 i wizją licznych głosów wyborczych płynących ze strony polskiej wsi.
Według Kowalczyka to polski rolnik najlepiej wie, jak dba się o zwierzęta, bo przecież są jego źródłem dochodu. Zapomniał tylko o jednym – zwierzęta nie są towarem, a każdej żyjącej istocie należą się prawa do godnego życia. Szkoda, że nie rozumieją tego rządzący, którzy zrobią wszystko, by wkupić się w przedwyborcze łaski kolejnej grupy potencjalnych wyborców.