W świecie, gdzie każdy scenariusz zdaje się powielać znaną opowieść, a kino coraz częściej umiera, by narodzić się jako własna parodia, 27. edycja Orłów przyniosła oddech świeżości – lub raczej precyzyjne ukłucie. „Dziewczyna z igłą" Magnusa von Horna – produkcja, która zgarnęła rekordowych 11 statuetek – stała się symbolem czegoś więcej niż tylko festiwalowego triumfu. Wyznaczyła nowy kierunek.
Triumf outsiderki
„Dziewczyna z igłą” triumfowała na gali, zgarniając statuetkę niemal w każdej kategorii – od najlepszego filmu, przez reżyserię, scenariusz, aż po charakteryzację. To rzadki moment, gdy polski przemysł filmowy tak jednogłośnie wskazuje swojego faworyta, a jeszcze rzadszy, gdy nagrodzona produkcja nie jest wynikiem kina patriotycznych uniesień lub narracyjnego samoumartwiania się. Von Horn, Szwed z pochodzenia, opanował sztukę tworzenia kina, które mimo swojej artystycznej proweniencji, nie zraża przeciętnego widza wydumaną symboliką czy przesadną głębią egzystencjalną, balansującą na krawędzi pretensjonalności. Obraz jest mocny, ale oszczędny.
Starski – starszy brat polskiej scenografii
Allan Starski, scenograf nagrodzony Orłem za Osiągnięcia Życia, to postać, której nazwisko pada w jednym rzędzie z Spielbergiem, Polańskim czy Wajdą. W czasach, gdy scenografia coraz częściej ustępuje miejsca cyfrowym trikom, Starski przypomina o materii kina – o fakturze, ciężarze i zapachu rzeczy, które budują filmowy świat. Jego scenografie to nie tylko tło dla postaci, ale równoprawny uczestnik filmowej narracji.
Starski otrzymał też niespodziankę od kolegów po fachu – Spielberga, Polańskiego, Holland i Kamińskiego.
Wojna za naszymi plecami
Gala Orłów nie uciekła od tematu, który w polskiej debacie publicznej pojawia się nieustannie – wojny w Ukrainie. Ołeh Sencow, reżyser, który zamienił kamerę na karabin, przemówił wprost z frontu:
Dariusz Jabłoński, Prezydent Polskiej Akademii Filmowej, przypomniał o 11. przykazaniu Dekalogu Mariana Turskiego: „Nie bądź obojętny”. W świetle próby zrównywania morderców z ofiarami, które obserwujemy w światowych mediach, to wezwanie nabiera charakteru moralnego imperatywu.
Powrót do przyszłości?
Tegoroczne Orły to również powrót ceremonii na antenę Telewizji Polskiej po ośmiu latach nieobecności. Ta zmiana ma wymiar symboliczny – film polski wraca do publicznej przestrzeni wspólnej debaty. Obecność na scenie Macieja Stuhra, wykonującego „Bandaże znaczeń, czyli kasztany zwycięstwa", sugeruje, że środowisko filmowe nie zamierza rezygnować z roli sumienia narodu i krytycznego głosu wobec rzeczywistości.
Allan Starski przypomniał słowa Andrzeja Wajdy:
Ta deklaracja, wypowiedziana przez człowieka, który scenografię traktuje jak sztukę, to niemal testament dla młodszych pokoleń filmowców, dla których kino nie jest tylko rozrywką czy formą artystycznej ekspresji, ale również narzędziem rozmowy o tym, co naprawdę istotne.


