Ojciec Britney Spears sprawował prawnie zasądzoną kuratelę nad córką przez ostatnie 13 lat. Wczoraj Jamie Spears złożył wniosek, który może się okazać zbawienny dla kultowego już ruchu #FreeBritney, zapoczątkowanego przez wiernych fanów tej ogromnej gwiazdy muzyki pop.
Sprawa kurateli artystki ciągnie się od lat. Britney została odsunięta od samodzielnego wykonywania najprostszych czynności, przykładowo od zarządzania swoim majątkiem, spotykania się z najbliższymi czy decydowania o procesie wydawania nowej muzyki. W połowie sierpnia informowaliśmy o prawnej sytuacji Britney, która za sprawą złożenia dokumentów przez reprezentantów jej ojca, miała ulec poprawie. Jamie Spears podjął wtedy decyzję o rezygnacji z funkcji prawnego opiekuna gwiazdy, jednak szczegóły dalszego postępowania sądu i ojca artystki pozostały nieznane.
Kolejny krok do przodu
Mathew Rosengart, prawnik Britney Spears, twardo wypowiedział się na temat decyzji ojca artystki. Jamie Spears jeszcze kilka tygodni temu twierdził, że ustąpi ze stanowiska kuratora, ale dopiero po wynegocjowaniu korzystnego porozumienia. Rosengard sprzeciwił się słowom Jamiego, mówiąc, że w tej sytuacji nie pozostaje nic do negocjacji, i że Jamie powinien natychmiast zrezygnować. Wygląda na to, że tak właśnie się stanie. We wtorek 7 września do sądu wpłynął oficjalny wniosek o zakończenie kurateli. Jak się okazuje, sąd nie wyznaczy Britney żadnego nowego prawnego opiekuna.
Co ciekawe, reprezentantka Jamiego Spearsa tłumaczy decyzję swojego klienta, jakoby miała być szlachetna:
Kolejnym, i miejmy nadzieję ostatnim krokiem w walce o wolność artystki, jest zatwierdzenie petycji Jamiego Spearsa przez sędzię mianowaną Brendę Penny w sprawie kurateli. Jeszcze przed złożeniem wniosku, najbliższa rozprawa sądowa była zaplanowana na 29 września. Czas pokaże, czy ta petycja raz na zawsze zakończy walkę o wolność i samodzielność księżniczki pop.
/tekst: Bartłomiej Warowny/
