/materiał pochodzi z K MAG 89 NERD ISSUE 2017, tekst: Aleksander Hudzik/
Najciekawiej jest zawsze na pograniczach – tam, gdzie łączą się rozmaite kultury lub, wydawałoby się, nieprzystające do siebie dziedziny nauki. Fotografka zajmuje się nauką o grzybach, architekt smakami dań, a muzyk ciałami słuchaczy. Dianę Lelonek, Wojtka Blecharza, Łukasza Kosa, Krzysztofa Pacewicza, Rafała Czajkowskiego i Normana Leto łączy nie tylko sztuka, ale również nauka.

Fotografka, absolwentka wydziału Komunikacji Multimedialnej Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, obecnie asystentka w VII Pracowni Fotografii Intermedialnej. Podstawą jej działań jest fotografia, którą łączy z innymi mediami. Interesuje się działaniami z pogranicza bioartu.
Jak odpowiadałaś na pytanie, co będziesz robić po studiach? W czasie studiów to pytanie wywoływało we mnie lęk. Wciąż mam dreszcze, gdy je słyszę.
Jak w twojej pracy nauka łączy się z innymi dziedzinami? W swoich pracach często odwołuję się do nauk przyrodniczych. Jednocześnie traktuję te nawiązania swobodnie, stosując formę badań naukowych jako nośnik wypowiedzi twórczej. Zdarza mi się zasięgać porad, konsultuję projekty ze specjalistami z innych dziedzin – przy „Center for the Living Things” są to botanicy, zaś podczas pracy nad projektem „Nowa archeologia: Liban i Płaszów” konsultowałam się z geologami. Wystawa przyjęła formę nawiązującą do muzeum archeologicznego/geologicznego. Obiekty, które znalazłam na terenie dawnego obozu pracy Kraków-Płaszów, to współczesne odpady; fragmenty komputerów, na przykład ładowarka MacBooka, płyty główne, ale też stara, PRL-owska encyklopedia PWN. Zestawiłam je z obiektami wypożyczonymi z muzeum geologicznego – skamielinami z okresu jury również odnalezionymi w tym miejscu. W ten sposób współczesne odpady zostały wpisane w porządek muzealny – jak gdyby same były skamielinami, pozostałościami po nieistniejącej już rzeczywistości. Lubię przekraczać granice pomiędzy sztuką a innymi dziedzinami. Pracuję nad rozbudową samej koncepcji instytutu badawczego jako formy pracy artystycznej – tak widzę rozwój „Center for the Living Things”. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie miało ono swoją stałą siedzibę, ale póki co dysponuję własną przestrzenią na terenie Ogrodu Botanicznego w Poznaniu.
Nad czym teraz pracujesz?
Zaczęłam pracę nad publikacją, której premierę planuję na przyszły rok. Będzie ona rozwinięciem i uzupełnieniem projektu „Nowa archeologia: Liban i Płaszów”. Poza tym chcę się skupić na doktoracie; rozwinięciu koncepcji instytutu badawczego jako narzędzia w praktyce twórczej.
Jakie dzieło w ostatnim czasie najbardziej cię poruszyło?
Duże wrażenie zrobił na mnie Andrzej Leder i jego książka „Prześniona rewolucja”, którą czytałam w trakcie pracy nad wystawą na Miesiącu Fotografii w Krakowie. Bardzo dobra lektura, zwłaszcza w dobie rosnącego nacjonalizmu. Warto wspomnieć również o „Wiecznym życiu” wydawnictwa Czarne, autorstwa Bernda Heinricha. Facet analizuje rozkład zwierzęcych zwłok w przyrodzie, wiele lat spędził w lesie, prowadząc badania. Opisuje całą szajkę rozmaitych organizmów, poczynając od wilków i kruków, poprzez żuki gnojarze, kończąc na larwach much plujek i bakteriach. Świetna, filozoficzna książka, po której już nigdy żaden organizm z grupy destruentów nie wzbudzi obrzydzenia, a jedynie fascynację i wzruszenie. Uwielbiam ją.


