Środowemu pokazowi towarzyszyły ogromne emocje. Hol Kinoteki był pięknie przystrojony. Dynie, kościotrupy, pajęczyny, nagrobki. Kolejka do sali, w której wyświetlano „Terrifiera 2” zdominowała całe pomieszczenie. Nikt nie wiedział, czego się spodziewać. Wszędzie było słychać szepty, rozmowy, śmiechy. Pod salą widzów witał główny bohater, obok którego leżał worek na zwłoki. Humor mu dopisywał. Machał do ludzi, wydawał entuzjastyczne głosy i czasem nawet... pozował do selfie. Przed wejściem każdy dostał torebkę na wymioty. Sala powoli się zapewniała, aż zostało tylko kilka pojedynczych miejsc. No i się zaczęło.
Czy „Terrifier 2” dorasta do hype'u? To zależy. Koneserzy slasherów będą w swoim żywiole, a przypadkowi widzowie mogą uciec z sali w popłochu. Tak jak facet siedzący w rządzie przede mną, który ulotnił się tuż po sekwencji otwierającej. „Terrifier 2” nie jest dużo bardziej brutalny niż bardziej popularne horrory typu „Hostel” czy „Wzgórza mają oczy”, które przewyższają go budżetem. Być może odrobinę, ale w przypadku filmu Leone wymyślne morderstwa przeplatają się z humorem i komicznymi wybrykami głównego bohatera. Art the Clown uwielbia mordować – ma zapędy kanibalistyczne, świetnie operuje młotkiem czy siekierą, często nosi ze sobą kwas i w kilka sekund potrafi zrobić komuś dziurę w klatce piersiowej, a następnie wyrwać mu wnętrzności. Równie mocno lubi jednak prankować, śmieszkować i figlować. Humor w „Terrifierze 2” zdecydowanie zasługuje na piątkę z plusem!
Leone serwuje nam kreatywne morderstwa i szalona, absurdalną fabułę. Czasami może nawet zbyt absurdalną, ale można przymknąć oko, bo film spełnia swoją rolę, czyli bawi. No i nie zapominajmy, że tego typu filmy funkcjonują w obrębie pewnej konwencji. Pozostałe elementy również sprawdzają się całkiem nieźle. Dostajemy całkiem solidnie zarysowaną historię i porządnie napisaną final girl, której chce się kibicować. Ciekawym zabiegiem jest wyposażenie final girl w atrybuty, które sprawiają, że jest w stanie dotrzymać kroku naszemu antagoniście. Nie wiem do końca, czy to kupuję, niemniej jest to jakiś pomysł. Sam film jest też trochę za długi i w pewnym momencie niekończący się rollercoaster fruwających flaków zaczyna trochę męczyć. Mimo to, „Terrifier 2” dowozi. Kupa śmiechu, kupa frajdy i kupa flaków.