Maffashion: „Zawsze byłam niepokorna, nieprzewidywalna i dużo kombinowałam” [wywiad]
Autor: Monika Kurek
25-08-2020

Julia mieszka z daleka od głośnego i tłocznego centrum Warszawy. Mieszkanie jest jasne i przestrzenne, ale jednocześnie bardzo przytulne. Jest również bardzo stylowe, co nie jest zaskakujące, ponieważ mieszka w nim osoba, która od lat wyznacza trendy. Zaprasza mnie do salonu, w którym technologia spotyka się ze sztuką. Na ścianie za jedną z kanap wiszą dwa ogromne abstrakcyjne obrazy, przykuwające uwagę od razu na wejściu. Julia siada po turecku na kanapie. Ma na sobie długą, zwiewną sukienkę boho oraz włosy spięte w kok. Jak zdradziła, nie zdążyła ich wysuszyć przed moją wizytą. Częstuje mnie wodą kokosową, włączam dyktafon i możemy zaczynać wywiad. 

Przeszłaś długą drogę od swojej pierwszej marki Staff by Maff aż do Eppram. Czego nauczyłaś się o biznesie, budowaniu marki oraz sobie samej podczas tej drogi? 

Maffashion: Jeśli mówimy o prowadzeniu marki odzieżowej to przede wszystkim tego, że nie na wszystkim się znam. Podczas tworzenia SBM ja i moja ówczesna wspólniczka wszystko robiłyśmy same, nie przyszło nam wtedy do głowy aby było inaczej, myślałyśmy, ze jesteśmy w stanie ogarnąć markę samodzielnie. Nie chodziło o to, że nie było nas stać na zatrudnienie dodatkowej osoby, po prostu nie uważaliśmy aby było to konieczne. Popełniłyśmy wiele błędów organizacyjnych, zajmowałyśmy się rzeczami biurowymi, logistycznymi itd., co skutecznie wpływało na prace kreatywna i niszczyło ją. Pojawiało się za dużo stresujących sytuacji, których mogłyśmy uniknąć. 

Czyli stawiałyście na swoim. I co było dalej?

Maffashion: Czy ja wiem? Nie miałyśmy doświadczenia. Nie zdawałyśmy sobie z pewnych rzeczy sprawy. Po Staff by Maff potrzebowałam trochę czasu aby w ogóle myśleć o ewentualnej nowej marce modowej. Na przestrzeni lat było kilka pomysłów np. na stworzenie marki z samymi body. Wszystko było już nawet dopracowane i niedługo mieliśmy ruszać z firmą, zrezygnowałam w końcowym etapie. Po dziś dzień mam w szafie body, które wtedy wyprodukowaliśmy. Miałam je nawet na okładce jednego z magazynów. Natomiast z Laną (Nguyen – przyp. red.), znam się bardzo długo. Jest ona projektantką z ponad 10 letnim doświadczeniem, ma swoją markę, która działa z powodzeniem. Spontanicznie wpadłam na pomysł aby może stworzyć z nią coś wspólnego. Poleciałam do niej na Sylwestra do Wietnamu, napiłyśmy się, przedstawiłam jej wizję i stwierdziłyśmy, że stworzymy coś wspólnie.

Ty i Lana Nguyen uzupełniacie się na wielu polach. Co każda z Was wnosi do Eppram?

Maffashion: Od początku podzieliłyśmy się obowiązkami – Lana trzyma pieczę nad sprawami technicznymi, dostawami, materiałami, konstrukcjami i finansami. Ja dbam o estetykę. Mój styl jest mocno widoczny w projektach. Lana już ma swoją markę, charakteryzuje się ona zupełnie czymś innym - zwiewne motywy, pastele, kwiaty, delikatność, a także moda ślubna. Ja z kolei jestem bardzo eklektyczna i w modzie lubię wszystko. Mieszam style i mocno bazuje na trendach. Natomiast jeżeli chodzi o samo projektowanie w Eppram, to robimy wszystko razem. Najpierw wybieramy materiały, kolory, omawiamy wizje, wstępne projekty, a później podejmujemy decyzje co zostanie uszyte. 

Marynarki są z kolei bardzo Twoje.

Maffashion: Tak, ja zresztą od lat powtarzałam w wywiadach, że w szafie każdej kobiety powinna znajdować się dobrze skrojona marynarka. Marynarka to taki element garderoby, po który sięgają chyba wszystkie kobiety. Właśnie dlatego marynarka jest produktem flagowym w Eppram. Tworzymy marynarki, które świetnie sprawdzają się zarówno w klasycznych zestawach, jak i stylizacjach typowo fashion.

Minęło sporo czasu, nim ogłosiłaś, że to Ty stoisz za marką. Chciałaś uniknąć tego, że ludzie będą kupować produkty tylko dlatego, że są od Maffashion?

Maffashion: Od dawna marzył mi się taki eksperyment. Jeżeli znana osoba wypuszcza jakiś produkt, to ludzie często nie skupiają na samych rzeczach, ponieważ traktują je przez pryzmat konkretnej twarzy. Właśnie dlatego namówiłam Lanę, żebyśmy wypuścili kolekcję i zobaczyli, kto po to sięgnie i kto to założy, nie wiedząc, że to jest nasze. Ubrania jak i kampania miały bronić się same. Efekt nas bardzo zaskoczył. W lutym ruszyliśmy z Eppram, a dopiero parę miesięcy później oznajmiłyśmy, ze jest to nasza marka. Ta akcja wiązała się, z pewnym ryzykiem. Miałyśmy świadomość, że ta „tajemnica” nie może trwać dłużej. Nie chciałyśmy, aby ktoś nas wyprzedził, z tym newsem, a w branży już trochę plotek krążyło.

Kobiety mają trudniej w biznesie?

Maffashion: Są takie branże, w których kobiety zarabiają mniej od mężczyzn. Niestety. Uważam natomiast, że mężczyźni mają gorzej w show-biznesie, pod pewnym względem. Rzadziej są angażowani do kampanii, reklam, nie pojawiają się na tak wielu okładkach magazynów. Kobiety mogą więcej zarobić np. na promocji kosmetyków, ubrań, dodatków, salonów beauty, butików itd. Taka jest prawda.

Twój wizerunek jest częścią Twojej marki, a na portalach społecznościowych wszyscy wydają się pozbawieni wad i kompleksów. Mimo tego Ty dość otwarcie mówisz o swoich poglądach, czy chorobie niedoczynności tarczycy, z którą się zmagasz. Dlaczego?

Maffashion: Na początku, kiedy prowadziłam bloga, nie było na nim stricte prywatnego kontentu. Później dołączyły media społecznościowe, które od razu potraktowałam jako swego rodzaju pamiętnik i publikowałam na nim spontaniczne, bieżące treści. Zaczęłam mówić do swoich obserwatorów i wtedy nagle okazało się, że nie jestem tylko osobą ze zdjęcia czy eventu. Nabrałam „ludzkiej" twarzy. Wtedy ludzie zaczęli mnie traktować inaczej. Mogli np. zobaczyć od kulis, jak wyglądają moje wyjazdy, praca, sesje, kampanie i porównać to, co pisały o mnie w danym tygodniu portale plotkarskie z tym, co sami widzieli. Zobaczyli jak różne jest to co przedstawiają później media od tego jak wygląda wszystko od kuchni. Jeżeli chodzi o chorobę, to nie uważam, żeby była oba czymś wstydliwym. Mówienie o tym pomogło m.in. moim znajomych, a wiele osób pisało do mnie i dziękowało mi, że dzięki mnie poszli się zbadać. To dla mnie coś ogromnie cennego.

Widziałam opinię na Twoim profilu, że „jako influencerka nie powinnaś zabierać głosu na tematy społeczne i polityczne”. Nie jest właśnie odwrotnie?

Maffashion: „Blogerki do ciuchów” – czytam to często. Tematy poruszane przeze mnie są różne. To paradoks, bo z jednej strony oczekuje się od osób publicznych komentowania różnych ważnych sytuacji i masa ludzi pyta czy się wypowiesz, a z drugiej są ci ludzie, którzy uważają ze nie masz prawa głosu i mówią np. „Nie wypowiadaj się, bo jesteś tylko blogerką”. Sama przyznam, ze w ostatnich trudnych miesiącach słysząc wypowiedzi niektórych znanych osób, trudno było nie pomyśleć, że byłoby lepiej, gdyby czegoś nie mówili publicznie. Pandemia, wybory, ludzie reagowali na wszystko, co się dzieje pod wpływem emocji, a od napływających zewsząd informacji naprawdę można było zgłupieć.

Pracujesz w zawodzie, który tak naprawdę sama sobie stworzyłaś. Miałaś plan B w razie, gdyby się nie udało? 

Maffashion: Blog i moja działalność w internecie były moim hobby. Ja miałam zupełnie inną prace i mam inne wykształcenie. Moje hobby stało się moim stałym zajęciem i czymś z czego obecnie żyję. Po przyjeździe do Warszawy pracowałam jako sprzedawczyni na etacie w showroomie z biżuterią. Oprócz tego byłam personal shopperką i chodziłam na zakupy z kobietami, które zgłaszały się do mnie poprzez bloga. Od 6 lat planem B, albo może czymś co równolegle funkcjonuje są moje pozostałe biznesy niezależne od mojego wizerunku.

Jesteś fanką łamania zasad w modzie? 

Maffashion: Przede wszystkim w modzie nic nie trzeba. Moda nie ma granic – to kwestia wyłącznie tego, co lubimy i w czym się dobrze czujemy. Mam świadomość, że są ludzie, którzy modą się nie interesują, ale t-shirt, który noszą na sobie, również ktoś wymyślił i zaprojektował. Ja najbardziej cenię w modzie to, że pozwala nam się zmieniać zgodnie z samopoczuciem i każdego dnia możemy pokazywać swoje inne oblicze. Na samym początku prowadzenia bloga moim łamaniem zasad było kupowanie ubrań w dziale dziecięcym w second handach. Wszystkie rzeczy przerabiałam, zmieniałam, dodawałam ćwieki...

Łamanie zasad to też myśl przewodnia Twojej najnowszej wspólnej kampanii z marką Samsung promującej składany smartfon Galaxy Z Flip. W spocie łamiecie nawet zasady grawitacji…!

Maffashion: Taki miał być efekt. Wszystko pięknie nawiązuje do składanego telefonu. Idealna, nowoczesna realizacja tematu. Kolory, grafika, scenografia, tancerze. Ogromnie podoba mi się koncepcja i finalny efekt. 

Nie tylko spot łamie zasady…

Maffashion: Sam telefon również jest dość niezwykły, dzięki czemu jest świetnym gadżetem modowym. Już samym swoim wyglądem łamie zasady, ponieważ przypomina lusterko czy puderniczkę. To przede wszystkim powrót do tego, co było modne kiedyś. Dawniej wszyscy marzyliśmy o telefonach z klapką, które były zresztą lansowane przez różne gwiazdy z całego świata. Pamiętam, że kiedyś nawet kupiłam sobie kalkulator wyglądający jak telefon, żebym mogła go tak modnie otwierać na mieście. Po rozłożeniu ekran zajmuje całą powierzchnię, więc sama konstrukcja również łamie wiele zasad, bo współczesne telefony tak nie wyglądają. To również swego rodzaju puszczenie oka do naszych dawnych sentymentów.

Dlaczego zdecydowałaś się na współpracę przy tej kampanii? 

Maffashion: Bardzo spodobał mi się wizualnie ten telefon. Ma ciekawy kolor, dostępna jest też wersja w kolorze miedzianym. Jest też fajnym gadżetem modowym, a poza tym ma wszystkie funkcje, których potrzebuję. To było też trochę wyzwanie, żeby przesiąść się na inny telefon i wypróbować jego możliwości. Ale teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia. Wszystkie kampanie, w których biorę udział, odpowiadają w jakimś stopniu mojej dynamice i zwyczajnie do mnie pasują. Tak samo jest w przypadku kampanii Samsung. 

Główny claim kampanii brzmi „Tak się składa, że to przyszłość”. W ostatnim czasie pojawiło się dużo plotek na temat Twojej przyszłości, a tysiące anonimowych osób komentowało, co powinnaś i czego nie powinnaś. Czujesz w związku z tym presję społeczną?

Maffashion: Zawsze byłam niepokorna, nieprzewidywalna i dużo kombinowałam. Totalne przeciwieństwo mojego brata, u którego życie potoczyło się wręcz książkowo. Poznał żonę na studiach, wzięli ślub, później dzieci, dom niemalże wybudował i myślę, że już posadził drzewo. Ja w życiu żyłam mocno z dnia na dzień, mało było w nim od zawsze rutyny i schematów. Na pewno nie mogę swojego życia nazwać typowym. Nikt nigdy nie miał i nie będzie miał kontroli nad tym jak mam żyć, czuć, co mam robić. 

Jaki był dla Ciebie ten okres kwarantanny, kiedy wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach? Kreatywny, nostalgiczny, refleksyjny?

Maffashion: Na początku był przerażający, bo nikt nie wiedział, co się dzieje. Ja również zastanawiałam się, jak będzie wyglądało życie po pandemii. Przez pierwsze tygodnie dni uciekały mi przez palce i trochę się wyciszyłam. Poczytałam i pograliśmy w gry planszowe, więc ten okres był bardzo rodzinny. Każdy reagował inaczej, niektórzy zaczęli malować obrazy (śmiech). Pandemia sprawiła, że świat zwolnił i można było zastanowić się nad „tu i teraz”, przewartościować swoje życie, nadrobić kontakty – choćby i telefonicznie. 

Przez pandemię ludzie zaczęli kwestionować swoje konsumpcyjne przyzwyczajenia, ale czy współcześnie da się w ogóle powiedzieć „stop”, choć wcale nie potrzebujemy tych wszystkich rzeczy? 

Maffashion: Ludzie mają krótką pamięć. Obawiam się, że szybko zapomną. W tym roku nie kupili sobie letnich sukienek, bo nie mieli ich gdzie założyć, ale w przyszłych latach już tak nie będzie. Jeśli chodzi o ekologię, to wiele firm wprowadza zmiany, ale czy świat zwolni? Nie sądzę.

Czy ekologia i moda mogą na dłuższą metę iść w parze?

Maffashion: Są marki modowe, które od dawna działają na rzecz ekologii, wypuszczając np. kolekcje, które w dużej mierze wykonane są z materiałów z recyklingu. Coraz częściej organizowane są masowe wymiany ubrań. Ja sama nieustannie wydaję czy sprzedaję swoje stare rzeczy których już nie noszę, a nawet te nowe z metkami, które nigdy nie były prze ze mnie wykorzystane. Problem tkwi jednak w tym, że szybka produkcja jest tania, a ludzie zawsze będą chcieli kupować tanio. Mając do wyboru t-shirt za 30 zł i za 300 zł dużo ludzi wybierze ten za 30 zł. To jest logiczne. I problemem często jest tu droga produkcja ubrań ekologicznych, lepszych itd. Możemy powtarzać komunikaty o modzie i o ekologii, ale dopóki tańsze warianty będą dostępne, ludzie będą je kupować. Można natomiast ograniczać „nabywanie". 

Jak zatem kupować świadomie? 

Maffashion: To bardzo indywidualna kwestia, bo nie wszyscy mają wystarczająco dużo czasu oraz pieniędzy. Warto korzystać z opcji takich jak aplikacje, które ułatwiają sprzedawanie ubrań oraz stawiać na wintydże, czy szperanie w internecie. Poza tym taka wynaleziona, nieoczywista rzecz bardziej cieszy, a dodatkowo wiemy, że nie będzie w niej chodziło całe miasto. Ja zawsze gdy chodzę po sklepach i coś mi się spodoba zadaję sobie pytanie: czy na pewno tego potrzebuję? Czy na pewno nie mam czegoś podobnego? Staram się też przestrzegać takiej mojej małej zasady, że zawsze kiedy kupuję coś nowego, staram się sprzedać, oddać coś, czego już nie noszę.

udostępnij