„Piękny poranek” opowiada historię samotnej matki, która dodatkowo boryka się z postępującą chorobą ojca. W końcu Sandra (Seydoux) przypadkowo trafia na dawnego znajomego, z którym nawiązuje romans. Historia jak wiele innych, zresztą fabule „Pięknego poranka” daleko do oryginalności. Bardzo dobrze jednak przedstawiono w nim zwykłą prozę życia i zupełnie przeciętnych ludzi. Po mistycznej kochance w „Nie czas umierać” widok Seydoux jako najzwyklejszej kobiety nie posiadającej stylu ani wyjątkowego charakteru jest wręcz piorunujący. Na uwagę zasługują również detale, takie jak nie do końca świadome zmiany w wyglądzie. Łatwo je przeoczyć, ale niech rzuci kamieniem ten, kto nie nabrał pewności siebie i zawadiactwa za sprawą nowej miłości.
Tak naprawdę siłą „Pięknego poranka” jest właśnie przeciętność, ze wszystkimi sytuacjami i problemami, z którymi zwykli ludzie zmagają się na co dzień. Z dobrze znanymi reakcjami, z którymi można się nie zgadzać, a nieraz nawet drażnią. Takie jest życie.
„Piękny poranek” nie jest filmem wybitnym, ale uczula na ludzi i sprawy często pomijane. W kinach od 9 grudnia.