Córka Magdy Gessler przeprasza za podpis do zdjęcia na InstaStories. Konto Laury obserwuje blisko 300 tys. osób.
Na swoim profilu Lara dzieli się z obserwującymi zdjęciami jedzenia czy fotografiami z podróży, pokazuje, jak wygląda bycie mamą, a także często opowiada w wywiadach trudach macierzyństwa. Lara jest mamą dwójki dzieci: Bernarda oraz Neny.
Ostatnio wrzuciła na InstaStories swoje zdjęcie w cielistej bieliźnie. „Dziś antygwałtowa bielizna, wkładki laktacyjne i inne takie, takie” – podpisała Lara. Jej obserwatorzy musieli zwrócić jej uwagę, że nie jest to zbyt trafne określenie, bo niedługo później restauratorka opublikowała przeprosiny.


Co jest nie tak z „antygwałtkami”?
Język ma znaczenie! „Antygwałtki” to przestarzałe określenie używane do opisywania cielistych podkolanówek lub mało atrakcyjnych, majtek – na przykład cielistych lub „babcinych”. „A wiecie czemu antygwałtki? Jak to mówi mój znajomy: facet, jak takie coś zobaczy, to nawet zgwałcić by nie chciał” – głosi wypowiedź na forum Gazety.pl sprzed kilku lat.
Choć dotychczas nie było w przestrzeni publicznej dyskusji na temat określenia „antygwałtki” (tak jak np. w przypadku słowa „Murzyn”), dziś wiele osób uznaje je za ofensywne. I słusznie! Nazwa „antygwałtki” sugeruje, że dobór bielizny lub ubrań ma wpływ na to, czy dana osoba padnie ofiarą gwałtu lub molestowania seksualnego. Jest to oczywiście bzdura – wina zawsze leży po stronie sprawcy i nie ma znaczenia, czy ofiara ma na sobie jeansy i luźny sweter, czy obcisłą sukienkę z dużym dekoltem. Niestety współcześnie kultura gwałtu nadal ma się dobrze i wiele osób wciąż obwinia wyłącznie kobiety.


