Boysober, situationships, hookup culture, ghosting. Z badań portalu analitycznego Savanta wynika, że 90% młodszego pokolenia czuje się sfrustrowanych aplikacjami randkowymi. Jak Gen Z radzi sobie z kulturą randkowania, w której zdaje się brakować kultury osobistej?
Social media miały na celu zbliżyć ludzi do siebie i ułatwić relacje. Aplikacje randkowe z biegiem czasu ewoluowały, tworząc przestrzeń, w której użytkownicy zapominają, że mają do czynienia z drugim człowiekiem. Młode pokolenie jest zmęczone monotonią przewijania setek osób w lewo lub prawo, które mogą ocenić jedynie przez pryzmat kilku zdjęć i krótkiego opisu (bądź jego braku). Z badań oraz rozmów z młodymi ludźmi wynika, że nikt tak naprawdę nie czerpie przyjemności z takiego modelu randkowania.
Wiele złych nawyków stało się codziennością, która jeszcze 15 lat temu byłaby mocno krytykowana. Serena Smith, pisząca dla portalu Dazed, opowiada o randkowaniu w swoim kręgu socjalnym. Sugeruje, że taki model pociągał ludzi do odpowiedzialności, której zdecydowanie brakuje w cyberprzestrzeni. Idąc na randkę z przyjacielem mojej przyjaciółki, zakładając, że do siebie nie pasujemy, wypadałoby zakończyć sprawę kulturalnie, nawet ze względu na osobę pośrednią. Aplikacje randkowe pozwalają poznać się ludziom, których może zupełnie nic nie łączyć, a tym samym uwalniają ich od konsekwencji złego zachowania.
Młodzi ludzie często nie są przyzwyczajeni do bezpośredniego zagadywania obcych o numer telefonu, ponieważ mają alternatywne sposoby szukania miłości, w których nie muszą martwić się potencjalnym odrzuceniem. Frustracja generacji Z przejawia się szukaniem nowych sposobów na randkowanie. Portal Eventbrite, biletujący i udostępniający wszelkiego rodzaju wydarzenia, zanotował znaczący wzrost zainteresowania eventami dla singli wśród młodych dorosłych. Jednocześnie w zeszłym roku w Stanach Zjednoczonych powstał trend internetowy na tak zwane „date-me-docs”, czyli krótkie formy pisemne o sobie, wrzucane w formie linku w biogram na Instagramie, które pozwalają ludziom dać się poznać z bardziej autentycznej strony niż Tinder. Powstawanie tego typu trendów sugeruje początek końca fenomenu online dating i zwyczajny przesyt tym, co ma on do zaoferowania.
Młodzi ludzie mogą podjąć decyzję o usunięciu się z wirtualnej przestrzeni, która najwyraźniej tylko ich frustruje. Tym samym ograniczyliby pulę ludzi, których można w ten sposób poznać. Dotychczas był to największy atut aplikacji randkowych – możliwość poznania wielu osób poza własnymi kręgami. Warto się jednak zastanowić, czy ta „pula” nie jest równie szeroka w realnym świecie, gdzie naturalne filtry ograniczają wybory do osób uczęszczających w podobne miejsca i mających już coś wspólnego.
tekst: Gigi Zarzycka


