Zwycięstwo prezydenta Andrzeja Dudy nie zostało przyjęte entuzjastycznie przez środowisko LGBT. Trudno się dziwić po tym, jak prezydent uczynił z nagonki na społeczność LGBT element swojej kampanii wyborczej. Tym większe zaniepokojenie wzbudziło więc wczorajsze niespodziewane zatrzymanie aktywistki z kolektywu "Stop Bzdurom".
"Została wyciągnięta z mieszkania bez butów i ubrania", napisała na Facebooku znajoma aktywistki Marta Puczyńska. Po sieci krąży także wideo z zatrzymania Małgorzaty "Margot" Szutowicz, które potwierdza, że opisy świadków nie są przesadzone. Przez kilkanaście godzin próbowano ustalić, gdzie policjanci ją zabrali, a w akcję włączyły się posłanki Lewicy. Finalnie aktywistce postawiono zarzuty związane ze zniszczeniem furgonetki Fundacji Pro - Praw do życia głoszącej treści anty-LGBT.
"Wyciągnięta bez butów i ubrania"
Do zatrzymania doszło we wtorek rano w mieszkaniu "Margot". Policjanci byli nieumundurowani, nie wyjaśnili powodu zatrzymania oraz nie chcieli zdradzać dokąd ją zabierają. Na krążącym w internecie wideo słychać, jak jeden z policjantów mówi: "My realizujemy postanowienie prokuratorskie, mieliśmy ustalić miejsce pobytu i pana doprowadzić. Co pan narozrabiał, my tego nie wiemy". Zwraca się tak do niej ze względu na imię i nazwisko widniejące w dowodzie osobistym. W rzeczywistości aktywistka identyfikuje się jako kobieta.
Chociaż skuta "Margot" nie stawia oporu, w pewnym momencie zostaje zmuszona do położenia się na podłodze. Policjant pozwala jej założyć buty i liczy do pięciu, lecz leżąc na podłodze i ze skutymi z tyłu rękoma i tak nie jest w stanie ich założyć. Finalnie drugi policjant bierze buty w rękę. Wyprowadzają ją, a potem odjeżdżają nieoznakowanym samochodem.
W sprawę zaangażowała się też posłanka Lewicy i jedna z organizatorek Czarnego Protestu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Udało się ustalić, że aktywistkę przesłuchiwano w Prokuraturze Okręgowej przy ul. Chocimskiej, a następnie spędziła noc w areszcie. Prokuratura wniosła także o zastosowanie aresztu tymczasowego.
Poszło o furgonetkę
Pismo zostało wysłane przez prokurator Mirosławy Chyrę, rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Wspomniane "zbiegowisko" to incydent, do którego doszło na ulicy Wilczej dnia 27 czerwca. Prokuratura zarzuca aktywistce uszkodzenie samochodu należącego do Fundacji Pro - Prawo do życia i przyczynienie się do spowodowania strat o wysokości ok. 6 tysięcy złotych, a także przewrócenie wolontariusza oraz użycie przemocy w celu zmuszenia go do zaprzestania nagrywania. Aktywistka odmówiła złożenia wyjaśnień oraz nie odpowiedziała na pytanie, czy przyznaje się do winy.
W piśmie wymieniono następujące zarzuty:
Obie strony zdarzenia przedstawiły skrajnie różny opis tego, co stało się na Wilczej dnia 27 czerwca. O furgonetce Fundacji Pro - Prawo do życia promującej treści sugerujące związek homoseksualizmu z pedofilią pisaliśmy już kilkakrotnie. Warto też przypomnieć, że w 2019 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku tymczasowo zakazał fundacji rozpowszechniania treści w takiej formie, lecz furgonetki wciąż krążą po Polsce
Poniżej znajdziecie posty opublikowane przez kolektyw Stop Bzdurom (opis i zdjęcia) a także wersję Fundację Pro - Prawo do życia (opis i wideo) oraz pismo prokuratury:
